'ZYCIE NA MIARE' - PORUSZAJACY REPORTAZ O ODZIEZOWYM NIEWOLNICTWIE

20:53



Święta to magiczny czas - jeszcze do niedawna głosiły zewsząd masowe media i miały rację. W końcu tylko prawdziwy Grinch nie ulegnie tej pachnącej piernikami i drzewkami choinkowymi atmosferze Bożego Narodzenia. W tym okresie zwykle zapominamy o wszelkim smutku - chcemy się cieszyć i po prostu dobrze bawić. Jest to jak najbardziej zdrowy i dobry odruch jednakże w całym tym radowaniu nie możemy zapominać, że zło istnieje... Myślę, że w tym magicznym okresie zdecydowanie łatwiej jest nam z nim walczyć: przekazujemy datki, przygotowujemy paczki, angażujemy się w rozmaite akcje i nagle pojawia się historia taka jak Życie na miarę, opowiadająca o złu konsumpcjonizmu... a przecież to właśnie to zjawisko dopina naszą świąteczną atmosferę na ostatni guzik. Pojawia się impas.

W 2013 roku, w bangladeskiej Szabharze runął budynek, który od lat budził lęk pracowników - Rana Plaza. Świat pogrążył się w rozpaczy czekając na wieści o stanie osób, które ugrzęzły pod gruzami fabryki. W Bangladeszu pojawiło się mnóstwo dziennikarzy, tworzących relacje z miejsca tragedii, w tym Polak Marek Rabij. Sytuacje w ogarniętym trwogą Bangladeszu zrelacjonował na łamach Newsweeka, w artykule "Bangladesz: krew, pot i łzy." Rok później, kiedy emocje opadły, a świat na moment pogrążony w refleksji powrócił do konsumpcyjnego biegu, Marek Rabij wraca do ojczyzny Rana Plaza aby przyjrzeć się dokładniej trudnej sytuacji mieszkańców kraju - głównie pracowników szwalni odzieżowych. Podróż dziennikarza, informacje jakie zdobył zostały opisane w przejmującym reportażu, trafnie zatytułowanym: "Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo." 

Świat z jakim zetknął się Marek Rabij, a następnie opisał w swojej książce jest światem absurdów. Przemysł odzieżowy ulokowany w krajach wolno rozwijających się przypomina nieco rzeczywistość Procesu Franza Kafki - teoretycznie odbiorca rozumie, co autor chce przekazać lecz w praktyce nie dostrzega sensu wydarzeń. I o ile słynny Józef K. był postacią fikcyjną, o tyle chory świat przedstawiony w reportażu dziennikarza istnieje naprawdę... Już na wstępie uderza nas wypowiedź jednego z właścicieli fabryki - "Albo jesteś lubiany albo efektywny" (a że w fabrykach nie przysługuje nawet zwolnienie lekarskie ani jakiekolwiek inne; może przez dwa dni zwierzchnik nie będzie szukać nikogo na twoje stanowisko, ale po tygodniu w fabryce nie będzie dla ciebie miejsca, no chyba że zstąpisz innego chorowitego nieszczęśliwca) więc pracownicy zdecydowanie bardziej wolą być efektywni niż lubiani. Jednakże pomiędzy mieszkańcami wyspy czyli mówiąc wprost slumsów istnieje pewna solidarność - tu każdy sobie pomaga, nie możesz odmówić sąsiadowi pomocy pieniężnej nawet jeśli sam cierpisz na braki; bo kto wie może jutro, kiedy to ty będziesz umierać z głodu nikt nie pomoże tobie. Na wyspie po prostu nie ma ludzi biednych i biedniejszych, jak mówią sami mieszkańcy lepiej żyć honorowo niż liczyć sam na siebie. Notabene wyspa wcale nie jest najgorszą, możliwą dzielnicą - największa biedota żyje przy torach kolejowych, dopiero te rejony określa się w Bangladeszu mianem slamsów: tu domy zbudowane są ze śmieci i odpadów, usztywniane kokosami by podmuch wiatru stworzonego przez pociąg nie zmiótł domostwa. Mieszkańcy twierdzą ze stolica kraju jest jak kran z zepsutym odpływem to znaczy zapycha się - przestrzeń całego miasta równa się wielkości Krakowa, ale już ilość mieszkańców stanowi 1/3 populacji całej Polski. Nic więc dziwnego, że z braku przestrzeni mieszkańcy slumsów moszczą się na torach - na przykład kiedy gotują posiłek. Rocznie wiele osób traci w ten sposób życie, pociąg nadjeżdża zbyt szybko by zawsze zareagować w porę. W slamsach co druga osoba może być analfabetą, większość zaś uzależniona jest od narkotyków i innych używek.

Znaczna część bangladeskiej społeczności znajduje zatrudnienie w fabrykach. Warunki pracy często okazują się fatalne. Efektywna praca jest po prostu niemożliwa właściciel fabryki, co prawda wymienia sprzęt i "unowocześnia" szwalnie jednakże często o maszyny z Chin wysłużone dobre czternaście lat - w tym wypadku prosty szew brzmi co najmniej niewiarygodnie. A co najgorzej w takich warunkach naprawdę nie trudno o wypadek. Pożary zdarzają się w fabrykach na porządku dziennym, kiedy jedna z nich stanęła w płomieniach zaniepokojeni pracownicy zostali uwięzieni w salach przy maszynach. Nadzorcy usprawiedliwiali się, że do zamknięcia drzwi doszło przed pożarem, bowiem właściciel nakazał wyrobienie dniówki po godzinach, ale pracownicy zaprzeczają - zamknięto ich kiedy poczuli swąd dymu, uważają że był to zabieg celowy, aby można było bezpiecznie wynieść towar z płonącego budynku... był on bowiem cenniejszy niż ludzkie życie. Największym absurdem jest jednak naiwność ludzi zachodu - światowe organizacje chełpią się walką z zatrudnieniem nieletnich, po interwencji w jednej z fabryk cieszą się z poprawy suchych statystyk, ale nikt już nie myśli o losie dziecka, które nagle nie stać nawet na miskę najpodlejszego ryżu. Sam kontrahent również nie chce kłopotów, zwłaszcza po tym co zdarzyło się w Rana Plaza, tak więc właściciele fabryk wymyślili tzw. fabryki potiomkinowskie - czyste, wyposażone w drogi ewakuacyjne, gaśnice, brak nieletnich pracowników, ale że koszty produkcji w takim miejscu byłyby znacznie wyższe (a przecież nie o to chodzi kontrahentowi) dlatego super fabryki  zlecają zadanie podfabrykom, które wyglądają już znacznie gorzej, ale za to cena usatysfakcjonuje kontrahenta, który teoretycznie nie ma o niczym pojęcia - sam nie pyta o stan fabryki, w końcu ciekawość to pierwszy stopień do piekła.

Świat zachodu, który ujrzy azjatycki koszmar odzieżowy podnosi alarm i bunt, zarzeka się, że już nie będzie kupował w tanich sieciówkach, gdzie każde ubranie opieczętowane jest informacją MADE IN BANGLADES... Z naszej pięknej Europy taki postęp uważa się za godny pochwały, ale z punktu widzenia pracowników fabryk już nie bardzo, bowiem odbieramy im źródło dochodu. Tak naprawdę rozwiązanie tej patowej sytuacji wydaje się niemożliwe i chyba to boli najbardziej. Nie mniej serdecznie polecam reportaż Marka Rabij, ja dosłownie pochłonęłam tę szokującą relację, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Książkę przeczytałam w sierpniu, obecnie rozpoczął się styczeń, a ja wciąż mam w głowie koszmarne historie przytoczone w reportażu napisanym z największą, dziennikarską starannością. Wielkie uznanie za poruszenie tak istotnego tematu i pokazanie go z różnych stron, nie tylko pozornego humanitaryzmu. Lektura zdecydowanie warta uwagi.

Fotografia we wpisie: wykonana przy pomocy strony Canva

You Might Also Like

22 komentarze

  1. Odkąd idee minimalizmu stały się bliższe mojemu sercu bardzo zwracam uwagę na takie kwestie. Nie od dziś wiadomo, że ubrania z sieciówek są opłacone czyimś cierpieniem. Nasza świadomość powinna być większa. Sama o niektórych rzeczach, faktach dopiero się dowiaduję. To powinny być powszechnie znane informacje, bo każdy z nas miał wybór czy chce dołożyć swoją złotówkę do czyjegoś cierpienia.
    To tylko od nas zależy czy zgotujemy komuś taki los jak Procesie F.K.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najbardziej obrzydliwy jest fakt, że te wszystkie wielkie organizacje światowe zakopują ten problem pod dywan i jedynie udają, że coś robią. Natomiast ludzie są bardzo mało uświadomieni jak wspomniałaś, w szkołach wbija nam się do głów całą masę historycznych faktów o krzyżakach, ale o teraźniejszym cierpieniu cisza...

      Usuń
  2. Moje pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne i już mialam napisac, że taka książka, nie spodobała by mi się. Jednak im więcej przeczytałam, tym bardziej byłam ciekawa co nowego przeczytam. Myślę, że to ciekawa i wartlsciowa książka. Z chęcia bym ją przeczytała. Rzeczywiscie godne pochwały zachowania, czyli nie kupowanie takich ubrań, nie jest rewelacyjnym pomysłem, bo odbiera się w ten sposób dochód pracownikom. Niestety raczej nie ma na to dobrego sposobu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę serdecznie Ci polecam, naprawdę zwiera wiele nowych informacji i zamiast budzić rozpacz budzi w człowieku bunt na taką kolej rzeczy, a to zdecydowanie lepsze

      Usuń
  3. No tak, jeszcze jedna sytuacja patowa, na którą zwykły śmiertelnik nie ma wpływu...
    kiedyś próbowałam przyjrzeć sie ubraniom dostępnym w handlu, szytym gdzie indziej niż kraje typu Bangladesz, Tajwan itp. Są, owszem, ale ceny poza zasięgiem zwykłego człowieka, a i niestety jakość nie zawsze adekwatna do ceny...
    Czy mamy wiec wybór? Możemy sami dziergać swetry i szyć kiecki, ale butów sobie sama nie zrobię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Po za tym gdzie się nie rozejrzeć pojawia się metka z napisem Bangladesz, Tajwan, Chiny, Indie, ubrania-moda to nie wszystko przecież same artykuły domowe czy codziennego użytku także pochodzą z tamtych rejonów

      Usuń
  4. Witaj Kochana! Przede wszystkim, pragnę życzyć Ci wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, oby każde Twoje marzenie się spełniło (oraz udanej matury i zdania na wymarzoną uczelnię;)).
    Co do tej książki to słyszałam o niej dzięki Tobie i z pewnością ją przeczytam - parę lat temu oglądałam dokumenty na TVN Style z serii : "Pot, łzy i ciuchy", który też był poświęcony problemowi ubrań oraz ciężkiej sytuacji pracowników szwalni z Bangladeszu - tak jak i Ty uważam, że to problem dość patowy, bo jeżeli my, Europejczycy, w imię solidarności nie będziemy kupować ubrań "made in Bangladesh" to może to się przyczynić do tego, że ludzie, którzy pracują w tych szwalniach stracą pracę. Z drugiej strony - sytuacja tych pracowników (a może niewolników?), w której nie widać światełka na żadną zmianę (bo już widzę jak koncerny takie jak h&m podniosą stawki za każdą sztukę odzieży w Bangladeszu).
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :))
      Dzięki, że wspomniałaś o tym dokumencie, na pewno będę chciała go zobaczyć, jak się okazuje ten temat jest niewyczerpany i dobrze im głośniej będzie tym wielkie światowe organizacje wezmą się za prawdziwe wyzwalanie świata z ubóstwa, a nie tylko piękne statystyki na papierku.

      Usuń
  5. Nie słyszałam o tym reportażu. Będę musiała koniecznie sięgnąć po niego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twój wpis jest przejmujący i naprawdę daje do myślenia. Mało kto zastanawia się nad tym, co dzieje się w takich fabrykach, i w jakich warunkach ci ludzie muszą pracować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Od jakiegoś czasu tu zaglądam i ciągle mnie zaskakujesz. Oczywiście bardzo pozytywnie:) Tym razem poruszyłaś ważny i jednocześnie poważny temat, o którym niby wiemy, ale mamy go gdzieś "z tyłu głowy" bo tak jest łatwiej". Serdecznie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, nie ma większego wynagrodzenia niż takie słowa :))

      Usuń
  8. To, co napisałaś na końcu wpisu to niestety smutna prawda - możemy bojkotować produkowane w Azji ubrania, ale nasze działania uderzą jedynie w najbiedniejszych. Tak naprawdę najefektywniejsze, co możemy robić to pisać takie posty i takie książki, mówić o tym i szukać drogi do poprawy tej sytuacji odgórnie.
    Z drugiej strony zawsze kiedy czytam tego typu reportaże myślę o tym, że Ci ludzie nie znają innej rzeczywistości. To, co dla nas jest wstrząsające i nie do pomyślenia, dla kogoś jest po prostu trudne, ale jednocześnie zwyczajne. Zastanawiam się wtedy, co o życiu w Polsce powiedziałby mieszkaniec jakiegoś świetnie rozwiniętego, zachodniego Państwa. Może to, co dla mnie jest rzeczywistością, dogłębnie by go zszokowało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja nauczycielska od wosu powtarza, że niekażdy narud potrafi żyć w demokracji tzn. czasem niesiona przez inne narodu na sile prowadzi gorsze spustoszenie... I można to również odnieść to do przykładu takich fabryk, że faktycznie dla tych osób takie życie jest normą, ale tu niesienie pomocy jest konieczne, nie ma zgody na takie potraktowanie drugiego człowieka

      Usuń
  9. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji, muszę koniecznie się z nią zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie najbardziej dziwi fakt, że ta sprawa nie jest nagłaśniana. Chociaż ja spotkałam się z taką sytuacją, że ludzie po prostu o tym wiedzą ale nadal kupują tanie ubrania bo co to zmieni jakby ich nie kupili. Ja uważam inaczej dlatego bardzo zwracam uwagę na jakość kupowanych przeze mnie rzeczy. Interesuje mnie to w jaki sposób zostały wyprodukowane i z czego. Zawsze zwracam uwagę na metki ubrań, co przez niektórych jest uważane za dziwne. Dobrze, że poruszyłaś ten temat.
    przewrotowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wydaje mi sie że tu bez pomocy oraganizacji międzynarodowych sprawa pozostanie nierozwiązana, a już nie wiem ci musiało by się stać aby w końcu ktoś "poważny" potraktował ten problem jako istotony...

      Usuń
  11. Szczerze mówiąc, to zmusiłaś mnie do refleksji tym postem. Ta sytuacja wydaje mi się takim kołem zależności: kupujesz w Europie - dajesz pracę w krajach wolniej rozwijających się, na masakrycznych warunkach i w masakrycznych warunkach, a jednak nawet tam ludzie muszą z czegoś żyć; nie kupujesz - sprawiasz, że ludzie tracą pracę. Co mogą robić organizacje i co my możemy zrobić? Wpłacać pieniądze, które teoretycznie mają być przeznaczone na poprawę warunków pracy i płacy tych ludzi, a tak naprawdę trafiają do właścicieli fabryk, którzy te pieniądze wydają na tkaniny czy półprodukty albo biorą dla siebie... I co zrobić w takiej sytuacji? Czy to rzeczywiście sytuacja bez wyjścia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z punktu widzenia zwykłego człowieka bez znajomości sytuacji od strony finansowo-możliwościowej uważam że org walczące o prawa człowieka powinny mieć w takich fabrykach konsulantów którzy przez cały okres nadzorują jak wyglada praca. Ale czy to się da zrobić trudno stwierdzić

      Usuń
  12. Rzadko czytam reportaże, ale muszę się przyznać, że sama Twoja recenzja sprawiła, że jestem tego konkretnego bardzo ciekawa!

    Pozdrawiam i bardzo przepraszam, że tak długo mnie tutaj nie było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco, lektura mrożąc, ale bardzo istotona

      Usuń
  13. Dopiero co tu weszłam i pozwól, że się rozgoszczę w Twoich progach :-) A mam co czytać :-) serdeczności!

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe