'ONI' - UNIWERSALNA, PRZERAZAJACA WIZJA PRZYSZLOSCI WEDLUG WITKACEGO

20:09


Czy byłbyś w stanie wyobrazić sobie świat pozbawiony sztuki? Albo co gorsza podporządkować się artyzmowi kontrolowanemu przez władze? Czy już sama myśl o takim zjawisku nie jest wystarczająco przerażająca? A jednak ktoś (tu patrz Witkacy) pokusił się o stworzenie równie druzgocącej wizji, którą Oskar Sadowski postanowił odkurzyć i ukazać wiernej widowni Teatru Polskiego.  Na spektakl wybrałam się nieco ponad miesiąc temu, ale emocje jakie wywarła na mnie sztuka są wciąż żywe, dlatego nadal jestem w stanie otworzyć ją w pamięci i opowiedzieć Wam dlaczego warto znaleźć czas dla Onych.

Ludzie nie są pewni czy oni istnieją naprawdę, to szara eminencja, żyją w cieniu i sterują rządem. Ale każdy przeczuwa że nadchodzą i są już blisko. Dążą do zmiany porządku świata, a za naczelnego wroga uważają sztukę. Ofiarą onych pada właściciel galerii artystycznej Kalikst Bałandaszek (w tej roli Adam Szczyszczaj) oraz jego narzeczona, aktorka Spika hrabina Tremendosa (w tej roli Anna Ilczuk). Choć gosposia Marianna ostrzega dwojga o nadejściu onych para nie chce wierzyć w taki układ rzeczy, to niszczy ich wyidealizowany obraz świata. Kalikstowi i Spice nie układa się najlepiej: on - zagubiony artysta, erotoman, wieczny chłopiec nie potrafiący wyznaczyć życiowych priorytetów, ona - niezrównoważona emocjonalnie, nierozumiejąca siebie i własnych uczuć, zagubiona pomiędzy realnością, a grą na scenie. Na domiar złego w ich życiu pojawiają się oni. 

Z opisywanym dziełem Witkacego spotkałam się  w połowie gimnazjum i już wtedy zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Wizja świata w którym sztuka jest kontrolowana to jedna ze straszliwszych antyutopii, zmora nie tylko dla artystów lecz także miłośników gatunku. Zjawisko opisane przez Witkacego w Onych wciąż przywodzi mi na myśl idee socrealizmu, gdzie sztuka ma nieść korzyść wyłącznie państwu. Jednakże według mnie to także swego rodzaju manifest wolności, triumf jednostki nad społeczeństwem, co automatycznie przeszkadza elitom rządzącym. W samym spektaklu zastanawiający był dla mnie brak fragmentu konstytucji, (według którego każdy ma prawo ukazywać swoje wizje artystyczne) przytaczanego przed każdą sztuką. Z jednej strony wydaje mi się, że to kwestia braku zmian w oryginalnym scenariuszu przygotowanym przez Witkacego, z drugiej mam nieco głębsze przemyślenie. Zupełnie jakby pominięcie fragmentu konstytucji nawiązywało do śmierci wolnej sztuki w pojęciu państwa. I zdawać by się mogło, że to jedynie kolejna z antyutopijnych wizji przyszłości, a jednak reżyser boleśnie nas zaskakuje ukazując na zakończenie fragment nagrania z autentycznej manifestacji mającej miejsce we Wrocławiu - ludzie krzyczący hasła nienawiści, dążący do nacjonalizmu,  przeciwni tolerancji, rozwojowi i oznakom liberalizmu, nastawieni negatywnie do człowieka o innych poglądach. Przyglądałam się temu wszystkiemu czując ścisk w żołądku i gardle. Czułam ból i strach przed takim rozwojem akcji, czułam obrzydzenie do ograniczenia ludzkiej wolności, czułam wręcz wstręt do świata... W spektaklu  zdecydowanie nie brakuje emocji.

Witkacy w swoim dziele porusza również kwestie nieszczęśliwej, niespełnionej miłości i sugeruje że to ona odpowiedzialna jest za zło tego świata. Autor otwarcie mówi o toksycznych związkach opartych na fascynacji, a nie prawdziwym uczuciu. W sposób interesujący pokazany zostaje konflikt charakterów. Pojawia się także ciekawe zagadnienie dotyczące uprawianych przez ludzkość zawodów. Podczas rozmowy dotyczącej onych Marianna sugeruje że dla niej nic się nie zmieni wraz z nowym porządkiem świata, wciąż będzie w stanie ugotować smaczny obiad, zaś Kalikst jako artysta stanie się nikim. 

Dzieło Witkacego w reżyserii Oskara  Sadowskiego zostało przedstawione na naprawdę wysokim poziomie. Odtwórcy głównych ról (Anna Ilczuk i Adam Szczyszczaj) zaprezentowali świetną grę aktorską, postacie Kaliksta i Spiki zostały zagrane w sposób bardzo emocjonalny, barwny, a ponadto wzbudzały ciekawość widza. Na wyróżnienie zasługuje również odtwórczyni roli MariannyJanka Woźnicka, która idealnie wpasowała się w postać stworzoną przez Witkacego. Nie mógłabym również pominąć ważnej kwestii dotyczących choreografii - otóż jestem pod wielkim wrażeniem sposobu w jaki przedstawiono sceny łóżkowe zamiast prostego i oczywistego rozwiązania widowni ukazano ruch na kształt tańca pozbawiając scenę niepotrzebnej wulgarności. Osobiście jestem pod wrażeniem spektaklu Oni i mam nadzieję że po wakacyjnej przerwie wróci do repertuaru Teatru Polskiego,  a wtedy gorąco Was zachęcam do obejrzenia. 

Fotografia we wpisie: wykonane przy pomocy strony Canva








You Might Also Like

7 komentarze

  1. Tak sobie czytam o czym była sztuka i szczerze mówiąc nie urzekł mnie schemat tej sztuki, ale może inaczej jest gdy się ogląda, a inaczej gdy o niej czyta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widziałam tej sztuki na żywo i Ci bardzo tego zazdroszczę. Bardzo dawno już byłam w teatrze i ponownie bym sie do niego wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety sztuki nie widziałam, więc zbytnio wypowiadać się na ten temat nie mogę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do teatru bym poszła z każdym, bo uwielbiam to miejsce. Brzmi bardzo ciekawie, a jednoczesnie trochę niepokojąco, ale chyba na tym polega piękno sztuki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz... nigdy nie byłam sama z własnej woli w teatrze. Musze to nadrobić! i przekonać męża, bo on to maniak kinowy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam do czynienia z tą sztuką. więc się nie mogę wypowiedzieć. Wstyd mówić ale dzieła Witkaca mnie nie przekonują no z małym wyjątkiem :D
    Zapraszam do mnie (odwdzięczam się za każdą obserwację):
    https://nesiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za dramatami i powieściami Witkacego ale jego malarstwo, owszem.
    W Muzeum Narodowym w Krakowie jest sporo jego pasteli, rysunków i obrazów olejnych z okresu formistycznego. Tam (w Muzeum) straciłam poczucie rzeczywistości.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe