MALY BIULETYN INFORMACYJNY: GDZIE BYLAM JAK MNIE NIE BYLO?

13:03

 

Kiedy sam twórca zaczyna czuć się na własnej stronie obco, to wyraźny znak, że przerwa w blogowaniu była zdecydowanie zbyt długa. Cóż jednak poradzić kiedy egzekwuje ją od nas samo życie? Odpowiedź jest tylko jedna: pokornie się poddać. Dokładnie tak było w moim przypadku... Z regularnego, a właściwie to jakiegokolwiek blogowania zrezygnowałam już na początku marca - dla większości przyczyna mojej nieobecności była oczywista, a wszystkich niedoinformowanych już oświecam: matura. Tak, tak abiturient 2017 to właśnie ja. Nauka do egzaminu dojrzałości z pięciu przedmiotów (w sumie siedmiu pisemnych i dwóch ustnych) wymagała ode mnie całkowitego poświęcenia. Nie pomagała także olimpiada plącząca się pomiędzy okresem maturalnej nauki... Tak, więc blog nie poszedł w odstawkę z powodu żadnego trywialnego niechciejstwa, ale siły wyższej. To słowem samego wstępu, tymczasem przejdźmy do szczegółów. 

Prawdę mówiąc nie mam pojęcia od czego zacząć... Nie chcę nikogo zanudzać opowieściami o przygotowaniach do matury, ani zanadto  obnażać swojego życia prywatnego dlatego  sklecenie notki informacyjnej o tym gdzie byłam kiedy mnie nie było jest prawdziwym wyzwaniem. Z rzeczy kluczowych: okres matur jest już za mną, swój ostatni egzamin zaliczyłam 18 maja i od tej pory raczyłam się dwoma tygodniami totalnego byczenia. W końcu musiałam odreagować ten czas dzikiej nauki... Teraz naładowawszy akumulatory z czystym sumieniem mogę wrócić na bloga, do którego udało mi się nabrać dystansu. Bardzo poważnie przemyślałam rolę Definiuję w internecie, a niezwykle pomógł mi w tym jeden wspaniały, marcowy weekend w Warszawie... Już spieszę z wyjaśnieniami. 

W klasie maturalnej zdecydowałam się na istotny dla mnie krok - wzięłam udział w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Wiedzy o Mediach. Pierwsze dwa etapy zostały rozstrzygnięte jeszcze w 2016 roku, zaś dwudniowy finał przypadał w jeden z marcowych weekendów. (Niedługo opublikuję na blogu swoją pracę startową poświęconą kreacji wizerunku kobiety przez współczesne media. Felieton otrzymał dwadzieścia jeden punktów na dwadzieścia dwa możliwe, a ponadto wydaje mi się, że temat rozpracowałam w dość ciekawy sposób toteż z przyjemnością podzielę się Wami swoją pracą na blogu). Kolejne dwa etapy składały się z części wiedzowej i kosztowały mnie kilka tygodni żmudnego wkuwania faktów na temat szeroko pojętych mediów... Aczkolwiek było warto bowiem znalazłam się w gronie czterdziestu ośmiu laureatów tym samym otrzymując indeks na studia dziennikarskie. Jeszcze nie do końca wiem czy "skorzystam" ze swojej wygranej, ale zawsze mam tę ciekawą opcje, co niezwykle mnie cieszy.










Marcowy weekend w Warszawie należał do niezwykle udanych. Zima wciąż dawała się we znaki, przez co te kilka dni w stolicy odpokutowałam tygodniową chorobą, ale mimo wszystko było warto. To była moja trzecia wizyta w tym mazowieckim mieście i muszę przyznać, że nie do końca cieszyłam się z powrotu w te strony. Warszawę zapamiętałam jako szarobure, smutne miasto bez jakiegokolwiek klimatu. Tym razem jednak polska stolica po prostu mnie w sobie rozkochała, do tego stopnia, że właśnie tydzień temu postanowiłam znów ją odwiedzić i coraz poważniej myślę o przeprowadzce do centralnej Polski.

Wróćmy jednak do marcowych wojaży. Trafiłam do Warszawy w totalnej nazwijmy to "rozsypce przyszłościowo-zawodowej". Teoretycznie leciałam na finał olimpiady, która miała mi pomóc w dostaniu się na wymarzone studia, ale sęk w tym, że coraz mniej pragnęłam zgłębiać tajniki dziennikarstwa. Wciąż marzyła mi się kariera w tym kierunku, ale przestałam wierzyć w sens studiowania samego dziennikarstwa.  Jak wspomniałam wciąż waham się co do wyboru kierunku studiów, ale ten jeden krótki wyjazd bardzo wiele mi unaocznił. Przede wszystkim trafiłam w kręgi ludzi, którzy podobnie jak ja twardo brnęli do celu, co mówiąc wprost daje człowiekowi dodatkowego kopa do działania. Po drugie miałam okazję poznać dwie wspaniałe osobowości z kręgu dziennikarskiego: Filipa Chajzera oraz Filipa Springera, którzy odwiedzili  nas na Uniwersytecie Warszawskim aby nieco porozmawiać z nami o swoim zawodzie. (Dodatkowo istniała możliwość zwiedzenia studia TVP, ale ze względów ideologicznych odmówiłam udziału w wycieczce do tej konkretnej instytucji.) 

Oprócz rozsypki "przyszłościowo-zawodowej" towarzyszyły mi także pewne rozterki w kwestii samego bloga. Powiem wprost pisanie sprawiało mi coraz mniej radości… starałam się dzielić tym co uważa się na ogół za poczytne, a tym czasem spychałam na margines sprawy, o których faktycznie miałam ochotę pisać. I tu na jednej z uniwersyteckich rozmów z dziennikarzami padło znaczące stwierdzenie: jeśli będziesz tworzyć to co kochasz znajdziesz odbiorców, których przyciągnie twoje zaangażowanie. Bingo! Nie mogę pojąć jakim cudem te oczywiste rozwiązania są dla nas tak trudne do pojęcia. Poza tym rozwiązałam jeszcze jeden trapiącą mnie kwestię. Otóż Filip Springer opowiadał jak bardzo zdziwieni są amerykańscy dziennikarze słysząc, że ich polscy koledzy po fachu nie tylko piszą teksty, ale bardzo często wykonują do nich także zdjęcia. Przecież nie można być dobrym w każdej dziedzinie artystycznego rzemiosła, zawsze któraś ze stron będzie niedomagać. W związku z tym wzięłam na klatę fakt iż marny ze mnie fotograf i postanowiłam skorzystać z dobroci Internetu. Oczywiście nie zamierzam "łowić" zdjęć na google grafice, bo właśnie w taki sposób kradniemy czyjś dorobek intelektualny (podanie źródła niczego nie zmienia), istnieje jednak wiele stron opartych na zasadzie CCO, z których z przyjemnością korzystam. Oczywiście nie oznacza to, że zupełnie zaniecham zabawy aparatem i na blogu zupełnie zabraknie zdjęć mojego autorstwa, ale w końcu zażegnam twórczy zastój spowodowany brakiem zdjęć.

Co to oznacza dla mojego bloga? Przede wszystkim luzuję przysłowiowe portki: koniec ze spinaniem się i tresowaniem samej siebie w sprawie promocji strony. Blog nosi nazwę Definiuję, bo właśnie to chcę tu robić z rzeczywistością, nie mogę więc pozwolić aby działanie pod jakąkolwiek publikę zaburzyło pierwotną koncepcję, przede wszystkich z szacunku dla swoich stałych czytelników. Jednak bez obaw, nie zabraknie także luźniejszych tematów, w końcu to doskonała odskocznia.

Ach! Na blogu w końcu pojawił się system komentarzy Discus. Wiem, że zgromadził on całkiem pokaźne grono swoich przeciwników jednak odsetek zwolenników sytemu znacznie je przewyższa. Przede wszystkim jest to znacznie bardziej wygodna opcja, nie tylko dla mnie jako moderatora, ale także dla osób komentujących. Dziś większość posiada konto na Discusie, ale jeśli nie znajdujesz się w tej grupie i nie zamierzasz do niej dołączyć, a chciałbyś abym odwiedziła także Twoją stronę - śmiało pisz anonimowo i zostaw w treści komentarza link do swojego bloga:)

Myślę, że na dziś koniec z rewelacjami. Podzieliłam się z Wami kilkoma przemyśleniami, które mają nieco scalić przeszłe i przyszłe wpisy, a już od poniedziałku ruszamy z tak zwanego kopyta. Będzie się działo, więc koniecznie zajrzyjcie :)

Fotografie we wpisie: kolekcja własna



You Might Also Like

7 komentarze

  1. Super, że wróciłaś :) Życzę powodzenia w wyborze wymarzonych studiów! Zazdroszczę spotkania z Filipem Springerem - gość robi dobrą robotę.

    No i przemyśl poważnie przeprowadzkę do Warszawy. Jeżeli po tych paru dniach tak Ci się tutaj spodobało, później będzie tylko lepiej, mogę Ci to zagwarantować. Co prawda nie wszędzie jest super, jak w każdym mieście, wystarczy jednak, że nie zamkniesz się na jej poznawanie, a na pewno znajdziesz tutaj SWOJE miejsca, dużo swoich miejsc :)

    Sporo piszę o Warszawie, więc jeżeli chcesz chociaż w odrobinie poczuć klimat miasta zanim tam zamieszkasz, zapraszam :) Jeżeli masz jakieś wątpliwości, albo jak już się zdecydujesz i na przykład będziesz szukać mieszkania, możesz do mnie śmiało pisać z różnymi pytaniami. Trochę już tu mieszkam, ale na początku w ogóle miasta nie znałam, więc wiem, co to znaczy stać przed takim wyborem, zwłaszcza, że prawie nikogo tu nie znałam, bo praktycznie wszyscy moi znajomi wybrali na studia Kraków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)) Niestety na razie Warszawa pozostaje jedynie planem na przyszłość, ale może kiedyś kto wie :D

      Usuń
  2. Gratuluję indeksu! :) Zawsze to jakaś możliwość :) Chętnie przeczytam też Twoją pracę ;) I rzeczywiście - lepiej wrzucić na luz w blogowaniu :) Piszesz bardzo przyjemnie, więc odbiorców swoich treści też znajdziesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie. A praca na pewno się ukaże w najbliższym czasie :))

      Usuń
  3. Karolina! Welcome back! :-) Podoba mi się to, co piszesz. Z niecierpliwością czekam na poniedziałek. Póki co towarzyszy mi zaś lektura wspomnianego Springera, Filipa Springera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo i oczywiście zapraszam :))

      Usuń
  4. Blogowanie ma być przyjemnością ...a nie koniecznością :) Fajnie piszesz i to się liczy :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe