"MYSL I DZIEKUJ" - MOJA LISTA WDZIECZNOSCI

15:34


Nie ukrywam, że lubię amerykańskie tradycje pokroju Halloween czy Świąt Dziękczynienia, które odbyły się w Stanach Zjednoczonych w ostatni listopadowy czwartek. Zdaję sobie sprawę, że jest to nieco kontrowersyjne wydarzenie, nawiązujące do odebrania ziemi Indianom jednakże sam sposób obchodzenia Thanksgiving niezwykle przypadł mi do gustu. Rodzina/przyjaciele zbierają się przy stole, na którym czeka pieczony indyk i ciasto dyniowe, aby wspólnie podziękować za wszelkie dobrodziejstwa. W moim odczuciu ta tradycja bardzo mocno oddaje amerykański klimat: I am fine - everything will be ok. Osobiście jeszcze nie miałam okazji zawitać do Stanów Zjednoczonych, ale odnoszę wrażenie, że dla tego kraju optymizm jest czymś w stylu cechy wrodzonej. Jak opowiadał anglista uczący mnie jeszcze w gimnazjum, gdybyśmy zaczęli smęcić Amerykaninowi i użalać się na swój los czułby się naprawdę zagubiony, w jego rodzinnych stronach tego typu wywody zarezerwowane są dla najbliższego grona, więc szersze zanieczyszczanie atmosfery swoim grymasem niezadowolenia jest naprawdę niedopuszczalne… I coś w tym jest! Przyznam, że czuję się już nieco zmęczona mentalnością środkowo-wschodniej Europy, która naprawdę lubi sobie ponarzekać. Jesteśmy w stanie doliczyć się setek rzeczy, których nam brakuje, które nas unieszczęśliwiają, ale naprawdę trudno nam przychodzi bycie wdzięcznym. 

W jednej ze swoich książek Carnegie Dale wspomniał, że w wielu anglikańskich kościołach pojawia się sentencja Myśl i dziękuj. Wypisałam ją na osobnej kartce i przypięłam do swojej tablicy korkowej, aby w każdym momencie móc na nią spojrzeć i uwierzyć w jej moc. Od pewnego czasu staram się uczynić z tej sentencji swoje motto życiowe, coraz łatwiej dostrzec mi w życiu to co dobre i coraz częściej tworzę w swojej głowie listę wdzięczności. Wiem, że jest to modny temat, jednakże dla mnie znaczy coś więcej niż niezła inspiracja na nowy wpis. Osobiście nie jestem podatna na jesienną chandrę, dla mnie ten magiczny okres jest dodatkową motywacją do działania, ale wiem, że wielu osobom potrafi napytać biedy dlatego przy okazji niedawnego w Thanksgiving w Ameryce chciałabym przypomnieć Wam o pozytywnych aspektach naszego życia, takich za jakie możemy być wdzięczni. Za chwilę przedstawię Wam kilka punktów z mojej listy wdzięczności, jednocześnie zachęcam Was do podobnej refleksji. 

JESTEM WDZIĘCZNA ZA MOICH NAJBLIŻSZYCH
Brzmi banalnie? To chyba najczęściej typowany punkt na listach wdzięczności, jednak zupełnie się temu nie dziwię. Tak naprawdę to dzięki naszym najbliższym możemy być sobą, czujemy się kochani, ważni i potrzebni. Pod słowem bliscy rozumiem grono różnych osób są to moi rodzice, dziadkowie, kuzynki, przyjaciele, znajomi, a nawet kilku nauczycieli. Wiem, że dzięki nim mój świat jest znacznie barwniejszy i po prostu lepszy. Uwielbiam te relacje - mają niesamowitą moc pozwalającą na utrzymanie życiowego balansu. 

JESTEM WDZIĘCZNA ZA SWÓJ WIEK
Lada chwila skończę dziewiętnaście lat (wow! kiedy ten czas minął?), a to oznacza, że właśnie wkraczam w najpiękniejszy okres swojego życia. Odkąd pamiętam marzyłam o byciu dwudziestolatką, studentką realizującą się na wielu płaszczyznach. Nadal uważam, że szkoła - program nauczania blokuje nasz potencjał i moment rozwinięcia skrzydeł jest dopiero przede mną… Zdaję sobie sprawę z faktu, że nic nie przychodzi samo i oprócz chęci potrzeba odwagi i ciężkiej pracy, ale naprawdę jestem już na to gotowa. Ostatnia klasa liceum i lecę w przysłowiowy świat! Nie jestem w stanie opisać swojego szczęścia i ekscytacji na myśl o nadchodzącym czasie.



JESTEM WDZIĘCZNA ZA ŻYCIE W POKOJU
W zeszłą niedzielę podzieliłam się z Wami swoimi przemyśleniami na temat patriotyzmu (wpis możesz przeczytać tutaj), wspomniałam o moim zagubieniu we współczesnej interpretacji terminu patriota jednakże nie zmienia to faktu, że wciąż jestem niebywale wdzięczna za życie w tym w miarę spokojnym miejscu. Nie wiem ile lat pokoju nam zostało i nie wiem czy musimy obawiać się kolejnej wojny - jednak na razie liczy się tu i teraz. W tym momencie siedzę w ciepłym domu z laptopem na kolanach, obok śpi mój pies, na biurku stygnie herbata, w tle gra cicha muzyka, mam poczucie że moim bliskim nic nie grozi - spokój. Wiem, że miliony moich rówieśników nawet nie marzy o takiej chwili i kiedy piszę to zdanie czuję przeraźliwy ścisk w żołądku. Moja wdzięczność za życie w pokoju jest nie do opisania, za każdym razem gdy mam ochotę nieco ponarzekać na poranną pobudkę karcę się w duchu - inni mogą właśnie wybiegać z rozpadających się domów pod ostrzałem wroga. Pokój na świecie to nie tylko wyświechtana formułka miss Ameryki, to ogromna wartość, którą należy cenić

JESTEM WDZIĘCZNA ZA MOŻLIWOŚĆ PODRÓŻOWANIA
Gdybym miała wskazać co tak naprawdę jest dla mnie w życiu ważne, na pewno blisko górnej granicy pojawiłoby się sformułowanie podróże. Towarzyszą mi od najmłodszych lat, można powiedzieć, że byłam dzieckiem Włóczykijów - moi rodzice bardzo często zabierali mnie w tak zwane nieznane i po prostu zaszczepili w moim sercu miłość do podróży. Będąc młodszą nie umiałam tego docenić, a dziś nie potrafię opisać swojej wdzięczności za ten kawałek życia. Mam poczucie, że proces podróżowania jest jednocześnie procesem poznawczym nie tylko ze względu na kulturę, ale także nasz charakter. Wbrew pozorom to gdzieś z dala (choć nie koniecznie świadczą o tym przebyte kilometry) od domu jesteśmy w stanie poznać swoje prawdziwe ja. Podróż nie musi oznaczać zdobycia Mount Everest czy przejścia dżungli amazońskiej, czasem wystarczy zajrzeć do sąsiedniego miasta by odzyskać życiową równowagę - choćby nie wiem co, warto.



JESTEM WDZIĘCZNA ZA LEKKIE PIÓRO
Bardzo często dostaję od Was informacje, według której cenicie moje lekkie pióro. Te słowa znaczą dla mnie bardzo wiele gdyż pisanie to jedna z moich największych pasji. Tworzę od dzieciaka, nawet kiedy nie potrafiłam samodzielnie przelać myśli na papier dyktowałam swojej rodzinie to co akurat siedziało mi w głowie. Pierwsza powieść zatytułowana Trzy konie (i co ci wszyscy znawcy wiedzą o bestselerach :D ) powstała kiedy miałam cztery lata, od tamtej pory nie przestałam tworzyć. Kiedy podrosłam moje prace zaczęły pojawiać się na znaczącym miejscu we wszelakich konkursach literackich, czasem tylko szkolnych innym razem ogólnopolskich  Umiejętność przelewania słów na kartkę - tę tradycyjną czy też ulokowaną w komputerze jest dla mnie ogromną wartością. Liczne komplementy jakie otrzymuję od Was utwierdzają mnie w przekonaniu, że pasja jest po to aby ją rozwijać. Kocham pisać i wiem, że będę to robić jeszcze przez długi czas.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA SWOICH CZYTELNIKÓW
Ten punkt dość mocno wiąże się z poprzednim. Wiem, że nie zasługuję na tytuł blogera roku, choćby ze względu na swoją nieregularność - czasem znikam na długi czas, jednak nigdy nie bez żalu. Gdybym tylko mogła oddelegować powinności szkolne na pewno poświęciłabym blogowi znacznie, więcej czasu. Jednakże póki co pozostaje mi jedynie kradnięcie chwil np. w autobusie czy w trakcie oczekiwania na zielone światło, w których mogę poświęcić się blogowi. Ale to miejsca, ta strona to oczywiście nie tylko mój kąt internetu, zawsze uważałam, że tworzę ją wspólnie z Wami - gronem najcudowniejszych czytelników. Niejednokrotnie zdarzało mi się zabierać za lekturę komentarzy na innych blogach i doznawałam szoku - lakoniczne, krótkie wersy nijak odnoszące się do tematyki wpisu. Swoich czytelników uwielbiam za to, że pozostawiają po sobie wartościowy ślad, tworzą dyskusję, zmuszają mnie do refleksji, spojrzenia na pewne zagadnienie z zupełnie innej strony. Jesteście wspaniali!


JESTEM WDZIĘCZNA ZA ZMIENNOŚĆ NATURY
Moja mama - naczelny wróg wszelkiego zimna potrząsnęłaby głową z dezaprobatą. Ale tak, ja uwielbiam życie w miejscu, które pozwala mi doznawać każdej z pór roku. Nie wiem, która z nich jest mi najbliższa - lato ma przewagę w postaci wakacji, zaś zima świąt Bożego Narodzenia. Tak naprawdę w każdym momencie roku czuję się dobrze, mój organizm doskonale przystosowuje się do zmienności pór. Z ekscytacji wyglądam pierwszego, wiosennego słońca, nasłuchuję letniego jaskółczego gwizdu i gruchania cukrówek, ekscytuję się jesiennymi stosami kolorowych liści i wzruszam kiedy świat przykrywa gruba warstwa zimowego śniegu. To niesamowite móc widzieć zmienność natury w jednym miejscu.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA PRZYJAŹŃ ZE SPORTEM
Dawniej postrzegałam sport jako zło konieczne - ćwiczyłam wyłącznie ze względu na własną figurę. Miewałam chwile totalnego zwątpienia, łzy cisnęły mi się do oczu, a niecenzuralne słowa na usta kiedy na instagram znów wpłynęło zdjęcie fitlanserów. Wiem, że kolejna, internetowa opowieść o sportowej przemianie z zasady ocieknie banalnością, dlatego krótko skwituję:  jestem wdzięczna za ten przełom. Sport pozwala mi rozładować emocje, zrelaksować się po ciężkim dniu czy obudzić rankiem. Dodaje mi energii, która jest nieocenionym elementem życia. Cieszę się, że pozwoliłam mu stać się jednym z wiernych towarzyszy codzienności.


JESTEM WDZIĘCZNA ZA ŚWIEŻE SPOJRZENIE NA WŁASNE ŻYCIE
Uważam że nasze życie składa się z licznych przełomów, tych chwil w których zaczynamy pojmować oczywistości i pozwalamy aby wkradły się do naszej rzeczywistości. Nie mówię tu o górnolotnym chwytaj dzień, mam na myśli coś znacznie istotniejszego, a jest nim pokora i zrozumienie pewnych starych i niezwykle aktualnych mądrości. Czasem dobrze jest wyjść z własnego jeziorka i rozejrzeć się wokół - wiemy jak wygląda świat z tamtej perspektywy  i  zawsze możemy wrócić na stare śmieci. Najprawdopodobniej jednak nie będzie takiej potrzeby, bo wędrówka zawiedzie nas w miejsca o wiele wspanialsze niż dawne jeziorko. Zdaję sobie sprawę, że  to co napisałam może przypominać instagramowo-facebookowy bełkot motywacyjny, więc na wszelki wypadek zamilknę nadal wdzięczna za świeże spojrzenie.

JESTEM WDZIĘCZNA ZA TO KIM JESTEM
Swego czasu modnym stało się darzenie nienawiścią własnej osoby, bycie nieszczęśliwym i nie zadowolonym z siebie. W pewnym etapie społeczeństwo wpajało nam do głów skromność, pokorę, uniżenie. Pochwalenie się sukcesem czy stwierdzenie, że dobrze czujemy się we własnym ciele było odbierane jako zmanierowanie czy nawet bezczelność. Za często powtarzamy czego w sobie nie lubimy zamiast wziąć się w garść i zacząć pracować nad drażniącą nas cechą charakteru albo elementem wyglądu. Mamy wrodzone poczucie wyliczania braków i porównywania swojej trawy do tej rosnącej w sąsiedztwie, nie zauważając pięknych, zielonych krzewów kwitnących wokół naszego domu. Spójrzmy jak wiele ludzi chciałoby być na naszym miejscu, pomyślmy o swoim zdrowiu, ciepłym łóżku, bliskich i zacznijmy być wdzięczni za to kim jesteśmy, bo przecież stając się inną osobą może utracilibyśmy to bezpowrotnie.



Prawdopodobnie szczytem bezczelności jest zapowiadanie pewnej nieobecności kiedy tak naprawdę jest się już rzadkim goście na własnym blogu... A jednak muszę uprzedzić, że do końca roku będę jak ten Józek z piosenki Bajm - pojawiać się i znikać. Przyczyna? Dwa słowa: matura i olimpiada. I choć z całego serca wolałabym być tu, na blogu z Wami to jednak te dwa bolesne czynniki pochłaniają większość mojego żywota. Jeszcze przed świętami planuję coś, niecoś do Was naskrobać, ale że ten magiczny okres spędzam kawałek od domu, tak więc za pewne do końca roku będę nieregularna w pisaniu. Mam jednak wielką, wielką nadzieję, że 2017 rok będzie znacznie bardziej obfity we wpisy, bo co jak co, ale pomysłów mi nie brakuje ;). Trzymajcie się, widzimy się wkrótce!

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło) + kolekcja własna



You Might Also Like

11 komentarze

  1. Godny pozazdroszczenia życiowy optymizm.
    Chociaż nie jestem pewna, czy podejście Amerykanów do marudzenia jest zdrowe. Nasi drodzy rodacy pomarudzą, pomarudzą i poczują się lepiej, ukrywanie emocji wpływa negatywnie na psychikę. Lepiej pomarudzić i zapomnieć, niż się ciągle nieszczerze uśmiechać i kryć w sobie demony. Stanowczo bardziej ufam ludziom, którzy okazują, że są nieszczęśliwi.
    Oczywiście, dziękuję za wiele rzeczy, ale większość takich "wielkich" spraw jak rodzina, przyjaciele itp. nie wpływa na moje codzienne życie. Dla mnie bardziej budujące było w wakacje wypisywanie codziennie jakiejś drobnostki, za którą byłam tego dnia wdzięczna. Chodziłam wtedy do pracy i w zasadzie nic nie robiłam, mało spotykałam się z przyjaciółmi, czułam jak wpływam na mieliznę, i potrzebowałam doszukać się jakiś emocji w swoim życiu. Pierwszy taki wpis z codziennych wdzięczności: poziomki, które mama zerwała do ciasta, a ja wszystkie zjadłam. Natomiast ostatni: samotność. Nie wiem, dlaczego :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten wpis sprawił, że się uśmiechnęłam, a teraz sama siedzę i wyliczam w głowie, za co ja jestem wdzięczna. Wdzięczność i dobro są zaraźliwe. :) Swego czasu spisywałam momenty, za które jestem szczególnie wdzięczna na małych karteczkach i wrzucałam do jednego słoika. Wiem, że to dość popularne, ale naprawdę pomaga cieszyć się codziennością, a co to za radość, kiedy w Sylwestra możesz przypomnieć sobie dobre momenty z całego roku. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Otóż to! Jesteśmy teraz przyzwyczajeni, że wszyscy narzekają... Sami też popadamy w tę pułapkę. A mamy tak wiele... zdrowie, bliskich, jesteśmy wolni, możemy dokonywać wyborów... To wiele, bardzo wiele.
    Wszechobecny konsumpcjonizm, nastawienie na zysk, "szybkie życie" sprawia, że wielu ludzi ulega temu schematowi i złudnemu szczęściu, które daje.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia - i na Olimpiadzie i na maturze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem wdzięczna najbardziej za rodzinę, zdrowie i pokój. Reszta listy może się zmieniać, ale pierwsza trójka dla mnie najważniejsza:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie święto u nas mile widziane, może niektórzy uświadomiliby sobie, że nie mają na co narzekać? Resztę można załatwić własnymi rączkami lub głową...

    OdpowiedzUsuń
  6. Powodzenia na maturze i olimpiadzie! :D
    Ja jestem wdzięczna oczywiście za bliskich, za to, że mam gdzie mieszkać i co jeść (jestem materialistką, ech), za muzykę, książki, za naturę, za pokój, za polubienie sportu (łączę się z Tobą w twoim przełomie), za podróże (też mam tak samo jak Ty), za to, że dostałam się na te studia, na które chciałam, za Czytelników i bloga i za pasję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wdzięczność za to, co mamy, jest naprawdę ważna :) I czasem, gdy narzekamy, a zdarza się to często, mi w każdym razie zdecydowanie zbyt często, warto sobie uświadomić: hej, moje życie jest piękne.
    Żyję w czasach pokoju i równouprawnienia. Mam dostęp do edukacji, dach nad głową, co do zjedzenia i picia. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, kochającą rodzinę i świetne przyjaciółki. Posiadam pasję, uwielbiam pisanie i rozwijam się w tym kierunku.
    Twoja lista jest naprawdę piękna. Z wieloma podpunktami mogę się utożsamić, na przykład tymi o pokoju, podróżowaniu (cudownie to opisałaś, coś w tym jest - podróże naprawdę kształtują charakter, nawet takie niedalekie. Otwierają na inność, pomagają zaczerpnąć oddechu od rutyny i poznać kawałek świata), czytelnikach, bliskich, lekkim piórze (to chyba jeden z najlepszych komplementów, jakie ktoś może mi podarować, bo pisanie to moja pasja i cieszy mnie, gdy komuś podoba się to, co robię), zmienność natury (nie mogłabym żyć w miejscu, gdzie wciąż jest taka sama pogoda, chociaż narzekam na zimno czy na upał, to lubię różne pogody i zmiany, jakie prezentuje piękna natura).
    I jestem wdzięczna za to, kim jestem. Długo mi zajęło, żeby do tego dojść w sumie. Dałam się ponieść modzie na nienawiść do samej siebie. Wciąż czasem mam problem z samooakceptacją. Zbyt duży problem, zdecydowanie. Walczę z tym.
    Jednak w ostatecznym rozrachunku - cieszę się, że jestem tym, kim jestem, że jestem w tym miejscu na Ziemi i w otoczeniu takich ludzi. Po prostu.
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dodam od siebie:
    Jestem wdzięczna, że mam możliwość czytać Twojego bloga - mądrego, poukładanego, z ciekawymi tekstami, wśród których panuje rzetelność, takt i kultura języka. Twój blog przywraca, utwierdza wiarę w MŁODE POKOLENIE. Tak trzymaj.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno u Ciebie nie byłam, bo nie zaktualizowałam na czas Twojego nowego adresu. Wreszcie się udało:) To wszystko co napisałaś, pozwala na chwilę zatrzymać się przy Swoim życiu i spojrzeć na nie z perspektywy dnia codziennego ale zarazem niezwykłego, bo to codzienność tworzy całą gamę chwil niezwykłych.
    Pozdrawiam i wracam do regularnego czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadal uważam, że szkoła - program nauczania blokuje nasz potencjał i moment rozwinięcia skrzydeł jest dopiero przede mną… <-- kupiłaś mnie tym. Jesteśmy chyba w tym samym wieku ('98) i podobnie myślę, chociaż boję się, że sztuczny twór w postaci matury mnie zablokuje.
    Kilka rzeczy nam się pokryło, niektóre bym dodała, niektórych nie mogę powiedzieć. Chciałabym szczególnie podpisać się pod tym o podróżowaniu, ale no niestety, to na razie (?) nieosiągalne marzenie.
    Dobry pomysł na post. I na przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lata treningów doprowadziły do tego, że sztukę narzekania opanowałam do perfekcji. No ale masz rację, trzeba też dziękować. Tak naprawdę w głębi serca jestem bardzo wdzięczna za wszystko ;D. O tak, podróże to zdecydowanie jedna z rzeczy za które po prostu trzeba dziękować, tak samo jak pokój na świecie czy rodzina. Nie byłabym sobą, gdybym do tej listy nie dodała jeszcze muzyki. I jedzenia, haha :D.
    Szczęśliwego Nowego Roku <3!
    zaryzykuj i kliknij

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe