MALOWANE FUNCHAL - RAJSKIE KATHARSIS

12:46



Sezon wakacyjny już dawno za nami i choć wrzesień obfituje w słońce, to jednak czuć zbliżającą się złotymi krokami jesień. Ale za nim na dobre pogrążymy się w atmosferze końca roku chciałabym zabrać Was w sentymentalną podróż po Wyspie Wiecznej Wiosny. Do tej pory ukazały się już dwa posty z cyklu Madera, pierwszy z nich to vlog, z którego możecie zaczerpnąć kilka praktycznych informacji dotyczących organizacji podobnego wyjazdu, drugi zaś stanowi zbiór moich własnych refleksji na temat samej wyspy. Teraz jednak chciałabym pokazać Wam konkretne miasta i atrakcje Madery. W związku z czym dziś zabieram w Was do stolicy gdzie dane było mi zamieszkać na dwa tygodnie w lipcu

Funchal - stolica wyspy, to jednocześnie największe miasto na portugalskiej Maderze, zamieszkiwane przez mniej więcej 40% populacji tejże wyspy. Miejscowość usytuowana jest na południowym wybrzeżu. Założona została w pierwszej połowie XV wieku przez odkrywcę Madery J.G Zarco. Jej nazwa pochodzi od portugalskiego słowa funcho oznaczającego koper, roślina bowiem upodobała sobie klimat Madery i porasta ją w znacznych ilościach. Podobno smak włoskiego kopru odzwierciedlają produkowane na wyspie tradycyjne landrynki rebucados de funcho. Niezwykle ubolewam nad faktem, że nie udało mi się ich skosztować.


Funchal to najczęściej zamieszkiwane przez turystów miasto na wyspie. Nie ma w tym nic dziwnego, zdecydowanie góruje nad innymi maderskimi mieścinami, a ponadto jest tu naprawdę ogromny wybór hoteli. Ich strefa ciągnie się aż przez 5 km w stronę urokliwej Camara de Lobos (o niej wkrótce przeczytacie na moim blogu). Najbardziej znany hotel Madery - Redi's Palace znajduje się kawałek na wschód od Parque de Santa Caterina, został założony przez Szkota Williama Reida, który przybył na wyspę jako dziecko aby podratować swoje słabe zdrowie, niestety zmarł dwa lata przed ukończeniem budowy hotelu. Luksusowy pensjonat cieszył się popularnością przez dekady, zatrzymał się tu m.in Winston Churchill, Rogere Moore, Gregory Peck czy Bernard Shaw. Dziś na pamiątkę brytyjskich zwyczajów codziennie o godzinie piątej po południu podawana jest tu herbata, domowej roboty ciasteczka oraz przekąski koktajlowe. Na podwieczorek zaproszeni są wszyscy przebywający obecnie na wyspie aczkolwiek po wcześniejszej rezerwacji, uiszczeniu opłaty w wysokości 30 euro od osoby i przygotowaniu eleganckiej kreacji, tak więc fani krótkich szortów i sportowych sandałów niestety będą musieli się obejść smakiem.


Jednak zdecydowana większość hoteli mieści się w dzielnicy Lido. Co prawda jest ona znacznie mniej zabytkowa niż reszta dystryktów stolicy, aczkolwiek na pewno nie brakuje jej uroku. Znajdziemy tu wiele knajpek z przesympatycznymi naganiaczami, którzy mimo odmowy zajęcia miejsc przy stoliku, życzą Ci miłego dnia i wesoło pozdrawiają przechadzających się deptakiem turystów. To właśnie tu napotkamy platformy nad oceanem, których zadaniem jest między innymi imitowanie plaż łaknącym odpoczynku przybyszom. Jeśli marzy Wam się błogie leżenie plackiem na złocistym piachu, Madera może Was naprawdę rozczarować (za to widniejąca na horyzoncie hiszpańska Fuerteventura na pewno wszystkich  zadowoli  rajskim klimatem swoich plaż). Osobiście uwielbiałam spędzać wieczory w dzielnicy Lido, powolny spacer ulicami biegnącymi wzdłuż Atlantyku, którego rozpędzone fale z impetem rozbijały się o brzeg, stał się na te dwa tygodnie moim małym katharsis.



Maderę określa się jako wyspę wiecznej wiosny, bowiem jest to miejsce o niezwykłej urodzie, najbardziej zielony skrawek świata jaki w życiu dane było mi oglądać. Tu natura jest poezją dla duszy, a każdy pojedynczy kwiat powodem do przystanięcia i oddania jego cudu na fotografii. W samym Funchal zdecydowanie nie brakuje "zielonych" punktów, do zacnego grona należy między innymi  Parque de Santa Caterina. W parku znajdziemy liczne przykłady egzotycznych roślinności oraz pomieszkujące kontem jaszczurki. Osobiście nie jestem typem osoby wrażliwej na podobne stworzenia jednak ich ilość okazała się na tyle zatrważająca, że momentami czułam się naprawdę nieswojo.


Za najstarszą dzielnicę miasta uznaje się Zona Velha. Jeszcze do nie dawna była brudną, zapuszczoną oazą miejscowej biedoty lecz władze wyspy podjęły trud z rewitalizowania dzielnicy, co zdecydowanie przyniosło zamierzony efekt. Na Rue de Santa Maria napotkamy liczne knajpki, urokliwe sklepiki, a nawet galerię sztuki. W centrum Funchal nie ma tak wielu ludzi jak na obrzeżach stolicy, to tu rozciąga się długie pasmo żółtych taksówek, które mimowolnie przywodziły mi na myśl Kubę, tu rozkładają swoje maleńkie straganiki miejscowi sprzedawcy. Wreszcie, to tu "rozbił" bazar osobliwy pan w średnim wieku sprzedający gwizdki w kształcie ptaszków, obłożenie miał nikłe toteż do każdego przechodnia wołał jak nagrany: "Think about it" 

Do starówki można dotrzeć na wiele sposobów. Zdecydowanie urokliwym będzie spacer nad oceaniczną promenadą usianą palmami i kolorowym kwieciem choć ja osobiście wybierałam przechadzkę wąskimi, uliczkami wśród miejscowych domów gdzie kryje się prawdziwe życie.  Tu popularnym obrazem są starsze panie siedzące na niskich, rozkładanych krzesełkach, sprzedają maleńkie bukieciki złożone z aromatycznego rumianku. Zapach delikatnie unosi się w powietrzu próbując przebić się wśród innych woni.


W Funchal w ramach artystycznego projektu, drzwi wielu budynków zostały przyozdobione malowniczymi dziełami uznanych artystów. Właściwie jest ich tak wiele, że spokojnie zasłużyłyby na osobny post. Istnieją miejsca gdzie drzwi-obrazy mają konkretną historię, jest abstrakcja, ilustracje znanych opowieści jak na przykład Mały Książę. Dzieła chwytają za serce, są osobliwe, spersonalizowane, mają w sobie niezdefiniowaną moc. Jeśli wybierzesz się do Funchal koniecznie rusz śladem malowanych drzwi.


Miejscem wartym uwagi jest również katedra. Zbudowana kilka wieków temu w stylu gotyckim - jak podają przewodniki. Choć ja jako miłośniczka sakralnych, gotyckich budowli zaliczyłabym ową katedrę raczej do grona kościołów romańskich. Co prawda nie posiada charakterystycznego, romańskiego zaokrąglenia aczkolwiek zdecydowanie brak jej gotyckiej wzniosłości. Skromne wnętrze z okazałym ołtarzem robi jednak niezwykle pozytywne wrażenie. Przed katedrą wniesiono pomnik papieża Jana Pawła II aby upamiętnić jego pobyt na wyspie na początku lat 90 XX wieku.


Jeśli zamierzasz odwiedzić Funchal koniecznie wybierz się na targ miejski Marcado dos Lavradres, który określany jest mianem miejsca emblematycznego. Mnie chwycił za serce i rozkochał w sobie na pewno na długie lata. Dwupiętrowy budyneczek jest miejscem skromnym, ale towary w nim sprzedawane potrafią zawrócić w głowie. Znajdziesz tu m.in rybę espadę, smoczy owoc, marakuje, liczi, oczywiście duże ilości bananów, kwiatów, a nawet skórzane wyroby. Dla każdego coś dobrego! Co ciekawe zanim dokonasz zakupu sprzedawca poczęstuje Cię owocem w dość nietypowy sposób: nałoży Ci na rękę owocowy miąższ. Warto jednak pamiętać, że koszt słodkości nie należy do najtańszych, my za smoczy owoc i trzy marakuje zapłaciliśmy przeszło 20 euro. Niestety owoc-tester jest znacznie słodszy i dojrzalszy niż produkty później sprzedawane...



Muszę przyznać, że byłam nieco zdziwiona iż Funchal mimo swych niewielkich rozmiarów posiada także centrum handlowe. Z drugiej strony gdzie, jak nie w stolicy wyspy miałaby się znajdować zakupowa oaza, w końcu mieszkańcy muszą się gdzieś ubrać, a z Madery na kontynent szybko się nie przedostaną. Osobiście nie jestem typem osoby, która przekłada zakupy nad zwiedzanie aczkolwiek mając dwa tygodnie na niewielkiej wysepce kilka godzin poświęciliśmy na sklepowe podboje.  Forum znajduje się niemal na krańcu miasta. Znajdziesz tu wiele popularnych sieciówek jak Zara, H&M, Stradivarius, Bersha itp, a także kilka oryginalniejszych sklepów, których nie spotkałam dotychczas we wrocławskich galeriach.


Zabawne, że kilka metrów od Forum rozciąga się pole bananowców. To przed nim stoi maleńki, zdezelowany dom, którego schody zbierają odpadki z fast foodów. Wielokrotnie myślałam jak cudownie byłoby go wykupić i odrestaurować. Teraz zachodzę w głowę czy po pladze potężnych pożarów dom zdołał przetrwać w nienaruszonym stanie. Być może wizja budyneczku w formie odrestaurowanej już zawsze pozostanie tylko w moim sercu...


Funchal zdecydowanie należy do grona miejsc niezwykłych, trafiło także na listę moich miast na Ziemi. Nie jest ich wiele bowiem spis starannie selekcjonuję, tak aby w razie wygranej w totka nie przetrwonić wszystkiego na zakup posiadłości w różnych stronach świata. Stolica Madery jest jednak warta każdej sumy i wiem, że będę do niej niejednokrotnie wracać. Pierwszy raz w życiu wróciłam z wojaży jednocześnie wykończona i wypoczęta. Bo choć dzień, w dzień pokonywałam kolejne kilometry to mój mózg mógł sobie pozwolić na totalny reset. Wróciłam wyciszona i szczęśliwa, kochając naturę bardziej niż dotychczas.

Fotografie we wpisie: kolekcja własna


You Might Also Like

0 komentarze

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe