JESTEM KOBIETĄ, JESTEM CZŁOWIEKIEM, JESTEM WOLNA



Powszechna deklaracja praw człowieka uchwalona w 1948 gwarantuje mi prawo do życia, do wolności i bezpieczeństwa. Niniejszy dokument zapewnia mi równość pod względem godności i posiadanych praw, zabrania się ingerencji w moje życie prywatne, rodzinne, domowe, uwłaczaniu mojemu honorowi lub dobremu imieniu. Otrzymałam te wszystkie prawa ponieważ jestem człowiekiem i fakt bycia kobietą w żadnym razie nie powinien ich ode mnie odsuwać. Właśnie teraz, gdzieś, ktoś obraduje. Obraduje nad moim losem and moim życiem, nad moim organizmem. Nade mną i nad Tobą droga Czytelniczko. Jestem kobietą i mówię stanowcze NIE  dla pozbawienia nas najważniejszej, życiowej decyzji: czy chcemy donosić ciążę

Długo nosiłam się z zamiarem wyrażenia swojej opinii w tym temacie, ale że już samo hasło aborcja jest niemałą kontrowersją,  czułam się nieswojo nawet na myśl o poruszaniu tej kwestii na blogu. Inni się tym zajmą - myślałam, ale przez kilka ostatnich dni nie mogę sobie dać rady z całym wulkanem emocji, które drzemią we mnie gotowe do eksplozji. Tyle raz podkreślałam jak ważna jest społeczna interwencja, a teraz sama postanawiam schować głowę w piasek i umościć się na wygodnym lifestylu. Zrobiło mi się wstyd, przed samą sobą i przed Wami drodzy czytelnicy. Sumienie i dusza skłonna do porywów nie pozwalają mi zasłonić się dziś lekkim, przyjemnym tematem. Czas złapać byka za rogi i dać wyraz sprzeciwu wobec odebrania kobietom prawa wyboru. Na wstępie chciałabym jednak zaznaczyć, że owy wpis jest wyłącznie moją własną refleksją, nikogo nie nakłaniam do zamiany przekonań, nie zamierzam obrażać żadnej, konkretnej osoby ani grupy osób, szanuję różniące się, odmienne opinie, jednocześnie oczekując podobnej reakcji ze strony ludzi o zdaniu innym niż moje. Niestety na oczekiwaniach poprzestało, bowiem ustawa zabraniająca mi swobody działań w zakresie życia prywatnego właśnie słodko spoczywa na sali obrad.

Na początek krótki przykład, który najlepiej obrazuje położenie kobiet przeciwnych zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Wyobraźmy sobie, że weganie zdobywszy moc inicjatywy ustawodawczej (zebranie 100 tys podpisów) zmuszają ogół społeczeństwa polskiego do zaprzestania spożywania mięsa i produktów odzwierzęcych gdyż w ten sposób ratują życie naszych tzw. braci mniejszych. Za dopuszczenie się owego występku miałaby grozić kara pozbawienia wolności do lat trzech. W tym momencie chciałabym zobaczyć minę przeciętnego Iksa, któremu odbiera się możliwość spożycia schabowego. Dokładnie taki wyraz twarzy mają kobiety słyszące o barbarzyńskim pozbawieniu ich prawa wyboru, decyzji o własnym życiu i ciele. Należy bowiem kilkakrotnie podkreślić, że polskie prawo zezwala na aborcje jedynie w trzech, skrajnych przypadkach: ciąża będąca efektem gwałtu, zagrożeniem dla zdrowia lub życia nosicielki oraz defekt płodu. Sama myśl o zawężeniu tak niewielkiej przestrzeni elementarnej wydaje się abstrakcją na miarę rozwiniętej formy życia na Saturnie. A jednak science-fiction właśnie rozgrywa się na naszych oczach! Dlatego ubolewam nad faktem, że podmiotem inicjatywy ustawodawczej jest 100 tys obywateli bez względu na rodzaj projektu ustawy. Moim zdaniem o zakazie aborcji nie powinni wypowiadać się przede wszystkim mężczyźni, bo o kobiecym organizmie wiedzą tyle co pies o jeździe konnej. Na dobrą sprawę pod projektem powinny podpisać wyłącznie kobiety w wieku reprodukcyjnym będące jednocześnie wegankami - pacyfistkami jako obrończynie KAŻDEGO życia, w innym wypadku wyczuwam hipokryzje...

Nie mam wykształcenia medycznego i biologicznego, ale cztery lata zajęć z zakresu funkcjonowania ludzkiego organizmu pozwalają mi stwierdzić iż od momentu poczęcia czyli połączenia plemnika z komórką jajową do momentu powstania organizmu przypominjącego ludzki musi minąć wiele czasu. Bowiem na początku jest zarodek, zlepek komórek w niczym nieprzypominający słodkiego, pulchnego bobasa jakiego zapewne mają na myśli zwolennicy zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji. Wielu z nich woła: "Ty też kiedyś tak wyglądałeś!", "Co byś czuł gdyby Ciebie usunięto?!" Otóż czułabym nic, jedno, wielkie nic, gdyż na tym etapie rozwoju trudno mowić o złożonych uczuciach, oczywiście pomijając fakt, że pytanie z zasady nie ma sensu. Trudno byłoby mieć zdanie w jakimkolwiek obszarze jeśli się po prostu nie istnieje. Wyznawcy idei pro-life zakładają jednak, że już w momencie triumfalnego zdobycia komórki jajowej przez plemnik mówimy o nowej formie życia per człowiek i w swej ustawie przewidują zaniechanie powszechnego użycia słów zarodek czy płód. Oj biada tym co zdawać będą maturę z biologii, teraz to dopiero zatonął w chaosie faktów. Ponadto przeciwnicy aborcji uważają proces za wynaturzenie, ale czy samica wiedząc, że nie wykarmi wszystkich młodych, albo, że jedno jest najsłabsze z miotu nie dokonuje ostatecznego? W pełni rozwinięte, żywe potomstwo, a my tu mówimy jedynie o zarodku, w końcu nie bez powodu wegetarianie wciąż jedzą jajka... No chyba, że od dziś uznajemy jajecznicę za potrawkę z kurczaka.

Wracając jednak do sedna; owa koncepcja posiłkuje się założeniami religijnymi: poczęcie - człowiek. Warto więc poświęcić chwilę temu zagadnieniu bo w myśl zasady powinniśmy zrezygnować z uznania procesu ewolucji.  Czytając Biblię wprost powinniśmy uznać, że człowieka od dinozaura dzieli zaledwie kilka dni, a kobieta jest podwładna mężczyźnie (nieco sarkastyczni dorzuciliby: "tak, a w jej żyłach płynie płyn do naczyń"). Nie lubię poruszać kwestii wiary, bo jest to sprawa nadzwyczaj indywidualna, ale aby przedstawić swoje stanowisko muszę zaznaczyć iż zostałam wychowana w wierze katolickiej i nadal jestem chrześcijanką. Aczkolwiek moje poglądy mocno odbiegają od stanowiska isnstytucji Kościoła, nie ze względu na własną wygodę, ale bycie odrębną, myślącą jednostką. Pewne prawa muszą odejść w zapomnienie z powodu wzrostu ludzkiej świadomości.  Warto zauważyć, że wiele lata temu we mszy nie mogła uczestniczyć kobieta w czasie menstruacji bowiem uznano ją za nieczystą. W końcu jednak Kościół zmuszony był uznać górę biologii. I być może znów warto pochylić się nad pewnymi zagadnieniami.... Nie zapominajmy jednak, że w Polsce istnieje rozdzielność państwa od kościoła. Na świecie występuje już kilka krajów teokratycznych, w których prawo religijne jednocześnie staje się prawem obowiązującym w całym państwie, ale jak pokazała historia brak separacji tych dwóch obszarów może być tragiczne w skutkach. Nie chciejmy przekonać się o tym na własnej skórze

W przyszłości chciałabym zostać matką i kiedy w moim życiu pojawi się dziecko będę je kochać i rozpieszczać, ale nie zmienia to faktu, że chcę mieć wybór, a raczej poczucie bezpieczeństwa. Osobiście jestem za całkowitą legalizacją aborcji jako czynnikiem umacniającym wolność osobistą kobiety (niestety jak już wiadomo projekt ten został odrzucony). Sama nie popieram przerwania ciąży jako pewnego rodzaju antykoncepcji, ale tę kwestię pozostawiam wyłącznie sumieniu przyszłych rodziców. Jednak bardziej od nikłej swobody w tym zagadnieniu martwi mnie fakt, że chce się nas jej w ogóle pozbawić (o zgrozo jak już wiemy projekt antyaborcyjny przeszedł pod dalsze rozważania). Wiele osób twierdzi że kobieta mimo zagrożenia własnego życia będzie musiała urodzić, ja czytając projekt ustawy wywnioskowałam, że to miałby być jedyny przypadek dopuszczający właśnie przerwanie ciąży, ale od razu nasuwa się pytanie czy lekarze wystraszeni odpowiedzialnością karną nie będą wystarczająco długo odwlekać zabiegu aborcji... Pewnym jest jednak, że ustawa odbierze nam prawo do usunięcia uszkodzonego płodu. Prawdę mówiąc zakrapia to o brutalność, bo trudno mówić o postępowaniu humanitarnym jeśli choroba okazuje się na tyle ciężka, że pojawiający się na świecie człowiek będzie czuł jedynie ból i znosił męki... no ale cóż podobno cierpienie uszlachetnia. Najbardziej przerażające jest jednak pozbawienie kobiety możliwości usunięcia ciąży będącej skutkiem gwałtu. Kiedy słucha się lub czyta relacje zgwałconych zwykle pada zadanie: "Czułam się jak kawał mięsa". I tak o to skazujemy skrzywdzoną na dziewięć niemiłosiernie, długich miesięcy czucia się w opisany sposób. Wyobraź sobie najdroższą Ci kobietę, córkę, matkę, siostrę, dziewczynę i pomyśl, że to ona (nie daj Boże) przez ten czas zmuszona jest znosić ten ból, to brzemię, czuć w sobie poruszającą się cząstkę oprawcy, a na koniec znieść jeszcze traumatyczny poród, po którym ujrzy potomka potwora, który odebrał jej godność. W tym momencie istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ciężarna targnie się na swoje życie... Teraz tracimy nie tylko płód, tracimy żywego człowieka - nosicielkę.

Najsmutniejszy z tego wszystkiego jest fakt, że jeszcze bardziej rozwinie się aborcja w tak zwanym podziemiu. Od razu mam przed oczami scenę z kultowego Dirty Dancing kiedy przyjaciel Penny mówi o przeżytym przez nią zabiegu aborcji mniej więcej tak: "Miał rokładane łóźko i brudny nóż, a ona tak bardzo krzyczała". Ojciec Baby ratując życie umierającej Penny spytał kto posłał ciężarną pod "nóż rzeźnika"... Usunięcie ciąży tak jak antykoncepcja (podobno w średniowieczu za prezerwatywy służyły wnętrzności byka) nie jest nowym zjawiskiem, nie można więc mówić o degeneracji XXI wieku, trzeba by było pociągnąć do odpowiedzialności setki tysięcy istnień, całą ludzkość. Jeśli projekt stanie się ustawą ciąża z pięknego okresu przemieni się w horror, bo nagle ciężarna z nieco za ciężką torebką na ramieniu może zostać uznana za kobietę celowo powodującą poronienie. Jest to oczywiście nieco przerysowany przykład, ale z drugiej strony kto wie... Nie wyobrażam sobie jak miałby wyglądać proces dochodzenia czy utrata płodu była celowym działaniem czy może efektem nieumyślnego postępowania lub problemów zdrowotnych. Kobieta, która przeżyła piekło poronienia miałaby być ponadto przesłuchiwana? Wychodzi na to, że stan błogosławiony powinien być przez nas niemal w całości przeleżany... Czyli od momentu poczęcia do rozwiązania to wyłącznie panowie będą zarabiać, gotować, sprzątać, prać, prasować, robić zakupy, a my będziemy siedzieć i pachnieć. W sumie czemu, nie?

Reasumując musiałabym jeszcze raz wylać całe wiadro emocji aby doprowadzić do jakiegokolwiek podsumowania. Tu mówienie pokrótce jest po prostu niemożliwe. Kończąc ten wpis czuję smutek, jako kobieta, człowieka, obywatel Polski, wiem bowiem, że jak raz odbierze się prawo swobody to później będzie już coraz prościej. Może zakażemy używania środków antykoncepcyjny albo odbierzemy kobiecie prawa wyborcze? Czuję się potwornie skonfundowana... i chyba również czuję stres przed  Waszą reakcją na ten wpis.  Mam jednak nadzieję, że zmusiłam Was do refleksji na temat aborcji i zechcecie zabrać głos w dyskusji. Proszę jednak by bez względu na poglądy wypowiedzi były kulturalne i nikogo nie obrażały, za co z góry dziękuję.

Edit: Zapraszam również do przeczytania artykułu (link) Weroniki Rokickiej, warto znać skutki pewnych postępowań!

A więc jak brzmi Twoje stanowisko?
________________________________________________________________________
Chcesz być na bieżąco z nowymi postami? Nic prostszego! Dołącz do obserwatorów Definiuję na bloggerze, fanpage'u (definiujeblog) oraz instagramie i snapchacie (definiuje_blog)

42 komentarze:

  1. Chciałbym wierzyć, że kwestie, o których piszesz, są do tego stopnia elementarne, że nikt nie śmie ich w ogóle podważać. Ostatnimi czasy boleśnie się jednak przekonuję, że nasz kraj – w moim mniemaniu – strasznie się uwstecznia. Trudno mi sobie wyobrazić, by moralizowanie (a raczej pseudomoralizowanie) obywateli poprzez tworzenie drakońskich przepisów mogło przynieść pozytywny skutek, lecz najwyraźniej wielu osobom takie postępowanie zdaje się odpowiadać. Jedyne słowo, jakie w związku z tym ciśnie mi się na usta to hipokryzja. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że wielu Polaków ucieka się dziś do niej, bowiem – zasłaniając się jakąś przedziwną świętoszkowatością – pragną dokonać bolesnego odwetu na politycznych przeciwnikach. Co gorsza, taki stan może się z powodzeniem bardzo długo utrzymywać przy życiu, bo dopóki chory system nie dobierze się Kowalskiemu (czy może bardziej Kowalskiej) bezpośrednio do skóry, może on spokojnie żyć w przekonaniu, że tego typu sprawy go w ogóle nie dotyczą.

    Zdaję sobie sprawy, że łatwo odeprzeć moje zarzuty stwierdzeniem, że nie mieszkam obecnie w Polsce, więc nie znam jej realiów, osądzam po pozorach albo wręcz (mój ulubiony argument) jestem skażony zachodnioeuropejską, przesadnie zliberalizowaną wizją świata. Być może nawet jest w tym trochę racji, ale nie zmienia to faktu, że ostatnimi czasy jestem Polską pod wieloma względami po prostu rozczarowany. I coś mi się widzi, że zaostrzenie tzw. "ustawy aborcyjnej" (o ile dojdzie do skutku) rozczaruje tym krajem bardzo wiele osób w kraju i na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako mieszkanka Polski jak najbardziej potwierdzam - uwsteczniamy się. Osobiście z przerażeniem obserwuję naszą scenę polityczną jednocześnie z wdzięcznością przekreślając pierwszy rok kadencji obecnego rządu, jeszcze tylko kilka lat...

      Ostatnio na stronie #CzarnegoProtestu natrafiłam na komentarz pana, który twierdzi, że kazał by swojej żonie donosić dziecko z gwałtu. No cóż idzie tylko współczuć małżonka. Ale faktem jest, że najwięcej do powiedzenia mają Ci, których cała sprawa nie dotyczy, no ale jak faktycznie chory system dobierze się do ich skór to może zmienią śpiewkę...

      Usuń
  2. Najgorsze w tym wszystkim jest także takie uogólnienie, wrzucenie do jednego worka. Przypadki są różne i nie można każdego w nich traktować powierzchownie. Nie można się na to godzić. Nie można dopuszczać do tego, żeby kobiety odczuwały strach. Państwo nie może tak działać.
    Nie masz powodu do odczuwania strachu wyrażając swoje emocje, opinie. Ważne jest, aby nie być biernym na to, co się dzieje wokół nas. Dobrze, że społeczeństwo się uaktywnia w tak ważnych sprawach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo dumna z organizatorów wszelkich wieców, pikiet i każdej zaangażowanej w sprawę osoby, naprawdę dobrze wiedzieć, że społeczeństwo jest dziś aktywne, sama wybieram się na protest i mam nadzieję, że będzie nas więcej :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą kiedyś nawet widziałam cytat jakiegoś polityka, który stwierdził, że dziewczynka będąca ofiarą gwałtu musi urodzić dziecko. To brzmi strasznie! Przecież to zostawia piętno na tej osobie. Więc mówię stanowcze nie, aby dzieci rodziły dzieci i mówię nie dla braku możliwości dokonania aborcji przez ofiary gwałtów. Według mnie te prawa przede wszystkim powinny być zagwarantowane. A reszta? Uważam, że kobieta powinna móc decydować o sobie. Dlaczego ktoś ma podejmować decyzję za nią? Mężczyźni z kolei powinni się w ogóle nie decydować w sprawach, które ich nie dotyczą. Według mnie każda kobieta powinna móc dokonać wyboru. Chce zrobić aborcję, proszę bardzo, ale niech będzie świadoma z czym to się wiąże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pozostawmy decyzję sumieniu kobiety jako istoty myślącej i nie bawmy się w sędziego wszechświata, bo to nie tędy droga...

      Usuń
  4. Karolino na początku gratuluję Ci odwagi:) Z całą pewnością zdajesz sobie sprawę jak trudny temat poruszyłaś. Musisz się liczyć z lawiną różnorakich komentarzy - nie tylko pozytywnych. Wiem coś o tym, pisząc swoje posty teologiczne. No ale przecież po to są nasze blogi, żebyśmy mogli kwestie światopoglądowe swobodnie wygłaszać /mamy w końcu wolność słowa/:)
    Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką aborcji. Myślę, że wynika to z mojej wiary oraz Bożego Dekalogu i przykazania "Nie zabijaj", które w mojej interpretacji odnosi się zarówno do życia poczętego, jak również człowieka sensu "stricte". Rzadko kiedy zdarza się, żeby kobieta dokonywała aborcji kilka, czy nawet kilkanaście dni po zapłodnieniu. Zazwyczaj jest to miesiąc, a nawet kilka miesięcy po zajściu w ciążę. Wtedy zdecydowanie nie możemy już używać słowa zygota, lecz mówimy o prawie ukształtowanym maleńkim człowieku, posiadającym w zasadzie wszystkie narządy niezbędne do życia.
    A dokonując aborcji - zabijamy to życie.
    Nie chcę zagłębiać się w kwestie okoliczności poczęcia dziecka /gwałt, wady genetyczne/ - to troszkę odrębny temat/, ale w przypadku świadomej aborcji mówię zdecydowanie - NIE!
    Karolino jesteś jeszcze młodą, dopiero co wkraczającą w dorosłe życie osobą. Przypuszczam, że kiedy zostaniesz mamą - zmienisz zdanie:) Tymczasem jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego dojrzałego analizowania otaczającej nas rzeczywistości i mimo młodego wieku - życiowej mądrości.
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i zachęcam do dalszego, odważnego wygłaszania swoich poglądów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :) Bardzo bym chciała aby blog był nie tylko miejscem lekkim, miłym i przyjemnym, ale także poruszał kwestie istotne dla społeczeństwa. Oczywiście liczę się, z tym że trafię na różne komentarze i jak najbardziej chcę aby każdy wyraził tu swoje zdanie pod warunkiem, że zachowa kulturę wypowiedzi.

      Prawdę mówiąc wątpię, że zmienię zdanie zostając mamą, bo znam wiele matek, których decyzja pozostaje identyczna. Chciałabym jedynie, jeśli kiedyś dane będzie mi zajść w ciąże spędzić ten czas w cudownej atmosferze bez lęku i strachu i boję się, że możliwe okaże się to jedynie za granicą.

      Usuń
    2. Chciałbym zwrócić uwagę na pewne istotne rozróżnienie – bycie przeciwnikiem aborcji a bycie przeciwnikiem prawa do aborcji to dwie zupełnie odrębne kwestie. Podejrzewam zresztą, że większość ludzi to przeciwnicy aborcji. W końcu aborcja to nie wycięcie wyrostka i (chyba?) wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Nie sposób poddać się temu zabiegowi, a potem z uśmiechem na twarzy wrócić do swoich spraw, jak gdyby nigdy nic. Pytanie brzmi, czy odbieranie prawa do aborcji w pewnych uzasadnionych przypadkach jest właściwe. Czy jesteśmy zwolennikami bądź przeciwnikami tego, by takie prawo w ogóle istniało? Dobrze wiemy, że istnieją kraje, w których karalne jest nawet cudzołóstwo. O ile się nie mylę, pośród Dekalogu nie ma przykazań o różnym ciężarze gatunkowym. Dlaczego więc w Polsce wybieramy sobie przykazanie, które będziemy narzucać wszystkim obywatelom w formie prawa stanowionego?

      Usuń
    3. Dokładnie, bardziej bym się zgodzić nie mogła

      Usuń
  5. Karolino, uwielbiam Cię za ten post. Naprawdę.
    Pięknie to opisałaś, mądrze, racjonalnie i szczerze. Mam takie samo stanowisko - powinnyśmy mieć prawo wyboru. Przeraża mnie to, że życie zarodka (czyli dopiero zalążka życia, to jeszcze nie jest osobna forma życia, cały organizm) stawia się wyżej niż dorosłej, żywej osoby. Przeraża mnie to, że kobiety pozbawia się wyboru. Przeraża mnie, że państwo chce decydować o jej ciele. Przeraża mnie, że kobieta będzie musiała cierpieć, rodząc dziecko gwałciciela. Przeraża mnie, że może ryzykować życiem lub zdrowiem, rodząc dziecko, które może urodzić się z dwoma głowami.
    Dla mnie to, że kobieta może dokonać aborcji, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, płód ma defekt albo życie matki jest zagrożona, jest oczywiste. Rozumiem jeszcze wątpliwości dotyczące innych wypadków, jestem w stanie, okej. Sama mam mieszane uczucia, to jest, sumienie rodziców, dobra, ale uważam, że to nie powinno być formą antykoncepcji... Sądzę za to, że powinno się edukować społeczeństwo pod względem antykoncepcji, bo potem okazuje się, że niewiedza jest zatrważająca i przybywa nastoletnich matek... wracając do tematu: mogę zrozumieć czyjeś wątpliwości, ale odmawiać w tych trzech przypadkach? ,,Obrona życia"? A co z życiem matki, na które poród może mieć zgubny wpływ, zarówno fizyczny, jak i psychiczny? Przecież to wręcz okrutne. Łatwo wypowiadać opinie, gdy samemu nie doznało się nieszczęścia. A ja proponuję, żeby postawić się w cudzej sytuacji. Wyobrazić sobie, że ktoś Tobie bliski zaszedł w ciążę będącą wynikiem gwałtu. Oczywiście Boże broń, ale tylko wyobrazić sobie, jak byś się czuł. Po prostu postarać się zrozumieć drugą osobę. A potem wyrazić swoje zdanie.
    Jak dla mnie każdy ma prawo wyboru. Nie chcesz robić aborcji? Nie rób jej. Ale nie odbieraj innym prawa do decyzji.
    Również jestem chrześcijanką. Wierzę w Boga i w miłość. Ale nie słucham się we wszystkim ślepo Kościoła, bo jak pięknie napisałaś - jestem wolną, myślącą jednostką. Zadaję sobie pytania. Mam wiele wątpliwości. Myślę. A w tym wypadku sumienie mówi mi, że to zwyczajnie niesprawiedliwe i niehumanitarne.

    Winszuję mądrego posta i odwagi do poruszenia tak trudnego tematu. I to jeszcze w tak taktowny, inteligentny sposób:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, Pola dziękuję Ci ogromnie! Po raz kolejny nie dowierzam, że jesteś tak młodą osobą i wielki szacunek za taką dojrzałość :)

      Ja problem nadmiaru aborcji rozwiązałabym tak, jeśli ciąża nie jest zagrożeniem życia matki, efektem gwałtu, a płód jest w pełni zdrowy to zabieg powinien być bardzo, bardzo kosztowny. Jak raz, drugi trzeci Iksowi przyjdzie zapłacić za wybryki syna to młody szybko na imprezę nie wyjdzie.

      A edukacja jak najbardziej i to z osobami przeszkolonymi! Pamiętam jak w podstawówce miałam zajęcia z WDŻ z katechetką, która naskoczyła na dziewczynę kiedy ta poparła wspólne mieszkanie bez ślubu. Od czego są godziny wychowawcze? Proszę zaprosić ginekologów, seksuologów, psychologów, osoby u których słowa "penis" czy "wagina" nie wywołuje wstydu i szkolić młodzież aby później dziewczyna nie myślała, że stosunek przerywany uchroni ja przed ciążą.

      Usuń
  6. Jestem kobietą, jestem matką, mam nadzieję być babcią, nie wiem czy kiedykolwiek zdecydowałabym się na aborcję, ale JESTEM PRZECIWNA podejmowaniu za kobiety takich decyzji!
    Dlaczego o życiu kobiet decydować mają ustawy ustalane przez ludzi, których to wszystko nie dotyczy?
    Brawo za zabranie głosu w tej kwestii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)

      Otóż to, jak mawia moja nauczycielka od wos-u: życie jest ciekawsze niż prawo dlaczego więc ustawy mają zastąpić proces myślenia?

      Usuń
  7. Temat wraca jak bumerang. Ja popieram twoje poglądy.
    Jednak zastanawiam się (odnośnie Twojego ostatniego komentarza), czy ma sens edukacja seksualna nawet jeśli mówimy o osobach wykształconych w tym kierunku. W krajach, w których to istnieje na wysokim poziomie nie ma mniejszej liczby zachodzeń w ciąże u młodych dziewczyn niż u nas w Polsce. Jest wręcz przeciwnie. Myślę, że problem polega na tym, że w tych czasach jest bardzo mały szacunek dla nauczyciela jako osoby, która posiada wiedzę. Poza tym cześć tej wiedzy jest w Internecie, jeśli ktoś chce to może się z nią zapoznać. Z drugiej strony cześć informacji w Internecie jest błędna, źle przekazana lub młodzi ludzie źle ją rozumieją. Jednak to właśnie tam ludzie szukają informacji o sprawach, o których boją się zapytać na lekcji lub po lekcji nawet jeśli nauczyciel od wdżr ma u nich zaufanie. Kolejna sprawa w liceum takie zajęcia są nadobowiązkowe. I cześć osób nie chce marnować czasu, żeby zostawać po godzinach w szkole.

    Co do lekcji wychowawczych, to u mnie w liceum opierały się one tylko na tym, żeby przynieść usprawiedliwienie i pouczyć się na sprawdzian, który jest na następnej lekcji. Natomiast wiem, że teraz zaproszenie osoby spoza szkoły musi być za zgodą dyrekcji. I wierz mi wystarczy jeden rodzić, który się zdenerwuje, że na lekcji wychowawczej jego dziecko jest uczone o środkach zapobiegania ciąży i jest mega afera z tego. Dlatego szkoły tak ostrożnie podchodzą do tej sprawy i nawet na sam wdżr rodzic musi wyrazić zgodę (przynajmniej jest tak w liceum).

    Nie wiem, czy nie lepiej uzmysłowić przede wszystkim dziewczynom poszanowanie własnego ciała i uzmysłowić im, że jedna decyzja może zmienić ich życie. Nauczyć ich mówienia "nie" jeśli czegoś nie chcą lub nie są do tego przekonane. Ich wysoka samoocena może spowodować, że nie będą manipulowane w tej kwestii przez chłopaków. Jednak myślę, że najwięcej pracy musieliby wykonać tutaj rodzice a nie szkoła, która ma dość mały wpływ na nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda niestety wielu rodziców chce chować swoje dzieci w zaciemnieniu i faktycznie tu może pojawić się problem z godzinami wychowawczymi. Ja sama nie uczęszczam na WDŻ podobnie jak cała moja klasa, bo to w końcu dwie dodatkowe godziny, które można wykorzystać na naukę... Z resztą nie wydaje mi się bym osobiście mogła usłyszeć coś nowego, jestem w tym temacie dobrze wyedukowana, w moim domu nigdy nie było tematów tabu i wychowano mnie w duchu szacunku do samej siebie. Ubolewam, że tak wiele dziewczyn wynosi z rodzinnych sfer zupełnie inny bagaż i faktycznie jak rodzic nie chce to nie pośle na zajęcia dokształcające. Godziny wychowawcze byłyby dobrym momentem na takie sprawy, bo ja w liceum lepię na tak owych wieżę z makaronu (wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jednak)... Nie wzięłam jednak pod uwagę oporu poniektórych kręgów.

      Usuń
  8. Córeczko przede wszystkim jestem z Ciebie dumna,że masz własne zdanie, przemyślenia i potrafisz to w sposób kulturalny wyrazić. Moje zdanie na ten temat znasz, jestem przeciwna tej ustawie.Aborcja nie powinna być antykoncepcją, ale w takich wypadkach jak gwałt, zdrowie matki czy uszkodzony płód nie zgadzam się aby taka ustawa weszła w życie. Jestem wolnym człowiekiem i to ja decyduję o sobie, nikt nie będzie mi mówił co mam robić! Tragiczne jest to że decydują w większości o tym starsi ludzie i chcą ustawiać nam przyszłość. Nie będą już rodzić dzieci, gwałtem nie muszą się przejmować, a straszne wydaje mi się to, że zgotują taki los swoim dzieciom czy wnukom. Dobrze kiedyś zapytała Anja Rubik naszego obecnego prezydenta - czy chciałby pan patrzeć na swoją córkę, która musi urodzić dziecko z gwałtu, patrzeć na jej cierpienie przez dziewięć miesięcy, a potem na skrzywioną psychikę przez całe życie? Taki gwałciciel wyjdzie po trzech latach i być może zgwałci następną kobietę a one będą całe życie z traumą. Może będzie miał z tego jeszcze większą przyjemność, bo nie dość, że skrzywdził ją gwałcąc to jeszcze ona będzie musiała męczyć się z tym przez całe życie. A co z matką, której ciąża stanowi dla niej zagrożenie, co z dziećmi, które pozostawione w domu, kochające ją i tęskniące dowiadują się, że mama już nie wróci? Chory system, chore państwo, chory rząd. Nie decydujcie za kobiety, których ten problem może dotyczyć. Dajcie im o sobie decydować, to one być może zapłacą za to w przyszłości nie wy. Chociaż sama jestem katoliczką, jednak bardziej z Bogiem niż z księdzem to uważam, że kościół zaczyna się za bardzo panoszyć. A co ludźmi niewierzącymi, dlaczego oni mają ponosić konsekwencje za coś w co nie wierzą. Poza tym wielu katolików to hipokryci, życie poczęte bez względu ma być chronione, a co z Waszą nienawiścią do Żydów, homoseksualistów, wszak to też istoty ludzkie. Beż względu jakie mam zdanie na temat homoseksualistów nie da się zaprzeczyć, że to też ludzie a Pan Bóg w dekalogu zaznaczył nie tylko nie zabijaj, ale i kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to miód na moje serce :))

      Dokładnie Kościół po prostu się panoszy i marzy o czasach potęgi jaką miał w okresie krucjat. Tętent koni, miecze podniesione na "grzesznika", a w rytm walki słychać śpiew Bogurodzica... Od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że wierzę w zupełnie innego Boga niż ta instytucja, która wybiera z pism i nakazań tylko to co samej jej się podoba, a miłości do bliźniego nie uznają kiedy bliźni jest np. homoseksualistą. Żenujące.

      Usuń
  9. Brawo za odwagę i poruszenie tak ważnego tematu! Bardzo podoba mi sie sposób w jaki to napisałaś.
    Całkowicie zgadzam się z Twoimi poglądami. Nie można wkładać wszystkich do tego samego worka, a rozliczaniem moralnym ludzi nie może zajmować się rząd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, obszerny temat, bardzo. Krótko mówiąc, uważam, że każdy powinien mieć prawo wyboru, więc odbieranie go kobietom nie zgadza się z tym, co podobno otrzymujemy właśnie jako ludzie.

      Usuń
    2. Dokładnie, przeczy to prawom człowieka, mam nadzieję, że UE nie zostawi nas w tym okrucieństwie i pojawi się ostra reakcja.

      Usuń
  10. Chciałabym jakoś skomentować Twój wpis, napisać coś na temat tego, co dzieje się teraz w naszym kraju, ale po prostu nie mogę. Nie mogę uwierzyć w to, że to się dzieje, w XXI wieku, w środku Europy, w cywilizowanym kraju. Nie mogę uwierzyć w to, że nie mogę w żaden sposób wpłynąć na to, co będzie miało się dziać z moim ciałem. Jestem zniesmaczona i przerażona tym, jak bardzo chore założenia przyświecają tej całej idei, jak bardzo trzeba być skrzywionym człowiekiem, aby nie widzieć absurdu i krzywdy, jaką w ten sposób wyrządza się nie tylko kobietom, ale całemu społeczeństwu - ojcom, którzy będą zmuszeni wychowywać ciężko chore, upośledzone dzieci, rodzinom zgwałconych kobiet... Czuję się oszukana, bo uwierzyłam w to, że jako kobieta mogę być pełnoprawnym człowiekiem - a jak widać w tym kraju nie jest to możliwe. Ile czasu jeszcze będzie musiało minąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co masz na myśli, ja pisząc ten post dosłownie tonęłam w emocjach... Odchodząc od komputera czułam jak bardzo trzęsą mi się dłonie. Nie ma we mnie zgody na to jawne barbarzyństwo, a jednocześnie wiem jak niewiele mogę zrobić jako jednostka. Wciąż jednak staram się być dobrej myśli, w końcu jest naprawdę dużo i muszę się liczyć z tą masą oporu.

      Usuń
  11. Mi jest zwyczajnie przykro, że tyle osób (a wśród nich kobiety!) tak zażarcie chce całkowitego zakazu aborcji. I nie dlatego, że uważam aborcję za metodę antykoncepcji. Chodzi mi o to, że bronią istoty w brzuchu, a gdy się już urodzi, to mają wywalone. W takim razie dlaczego nie zdeklarują się, że w razie ciężkiej choroby narodzonego dziecka, adoptują je na przykład? I co to za hasła, że w przypadku gwałtu ofiarą jest dziecko, które się zabije? Jestem zdecydowanie przeciwko pakowaniu się ludziom w ich prywatne sprawy, znajdowaniu tematów zastępczych, a w tak zwanym międzyczasie rujnowaniu gospodarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Wczoraj przeczytałam świetny wpis, który podlinkuję za tydzień w podsumowaniu kulturalnym, dziewczyna pisze o dzieciach skazanych na życie, o ciężko chorych istotkach, za które ktoś podjął decyzje, że mają żyć i cierpieć. Rząd nie powinien bawić się w Boga.

      Usuń
  12. Karolina, pierwszy raz komentuję, choc czytam Cię regularnie. Nie komentowałam wcześniej, żeby mnie o nepotyzm nie posądzano :-) Jestem bardzo dumna z Twojej odwagi i dojrzalości w podejściu do tematu. Zgadzam się z Tobą - aborcja to nie antykoncepcja, ale nie wierzę, żeby jakakolwiek normalna, zdrowa psychicznie kobieta tak ją traktowała. Prawo do stanowienia o sobie jest podstawowym prawem każdej jednostki. Płakać mi się chce, kiedy widzę z jaką pogardą traktowane są kobiety w naszym kraju. Bo poziom dyskusji i sama propozycja zaostrzenia ustawy świadczą o tym jak bardzo kobieta jako człowiek się nie liczy - vide rodząca w Kielcach 12-latka i komentarze niektórych polityków i księży po tym wydarzeniu.
    Czas przestać milczeć, kiedy politycy wsadzają swoje brudne łapska w nasze najintymniejsze sprawy chcąc w ten sposób zbić polityczny kapitał!
    Dziękuję Ci za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zapraszam do komentowania, w końcu wyrażanie opinii to wcale nie nepotyzm ;)

      Doskonałe podsumowanie, wsadzają łapy w nasze najintymniejsze sprawy. Nie rozumie dlaczego tyle lat po upadku komunizmu nasz kraj wciąż nie potrafi zbliżyć się do zachodu. Czemu tak wiele osób nie potrafi cieszyć się wolnością, czy od tego 1772 roku naprawdę tak bardzo przyzwyczailiśmy się do niewoli, że zaczyna nam to pasować, znów chcemy się schować pod żelazną kurtyną? I jak tu się dziwić, że ludzie emigrują skoro we własnym państwie nie mogą czuć się bezpieczni i muszą uciekać.

      Usuń
  13. Uważam, że każda kobieta powinna decydować o sobie. Każda bez wyjątku. A już nie wspomnę o wypowiedziach bodajże w Sejmie na temat dziewczynki , która ma 12 lat, zaszla w ciążę i lepsze będzie dla niej urodzenie dziecka. Chyba ten świat zwariował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdecydowanie zwariował, przecież ciało takiej 12 latki jeszcze nie jest gotowe na ciąże, poród w tak młodym wieku może być dla niej doświadczeniem traumatycznym.

      Usuń
  14. To strasznie smutne, że wywalczone przez kobiety prawa dla nas nie są nam dane raz na zawsze... Że musimy o nie walczyć każdego dnia. A najsmutniejsze, że przykładają do tego rękę także inne kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie! Kobieta kobiecie zgotuje piekło, a gdzie ta cała solidarność jajników?!

      Usuń
  15. Bardzo cieszę się, że poruszyłaś ten temat, ponieważ całkowicie się z Tobą zgadzam - czemu ktoś (czytaj politycy i księża) mają wpływać na naszą wolność, tj. odbierają nam wolność do tego, żeby każda z nas miała szansę podjęcia decyzji, czy chce donosić swoje dziecko, w szczególności kiedy np. chodzi o kobietę, która została zgwałcona i czuje się tak jak piszesz - "jak kawałek mięsa" i na pewno będzie czuła się tak samo podczas kolejnych 9 miesięcy ciąży. Tak samo jak ta 12-latka z Kielc - nie wiedziała co się z nią dzieje, nie rozumiała, że "rodzi", trauma na całe życie jak nic.

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie co musi czuć takie dziecko rodząc dziecko, nie wyobrażam sobie jakim katem trzeba być aby je do tego zmuszać...

      Usuń
  16. Nie zagłębiam się publicznie w moje poglądy, ale moim zdaniem już na wstępie widzę błąd w logice myślenia. Dziecko w Twoim łonie także jest człowiekiem, ma prawo do życia, wolności, bezpieczeństwa i wszystkiego tego, o czym napisałaś.

    Nie powinno się także jako argument przytaczać samic zwierząt, które "pozbywają się" młodych. Człowiek a zwierzę to dwie różne kwestie, które właśnie we wstępie rozgraniczyłaś.

    Moim zdaniem, obecny stan prawny jest najbardziej optymalny i nie jestem za upowszechnieniem aborcji jeśli chodzi o inne przypadki.

    Sama kiedyś próbowałam rozstrzygać kwestie chrześcijańskie, wiary, za pomocą umysłu i toku rozumowania, myślenia. Ale wiara to nie wiedza. Wiara to wiara. Wierzysz. Nie tyle wiesz, co wierzysz. To jest sedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja też widzę błąd w logice jeśli chodzi o Twój komentarz. W łonie żyje płód, nie człowiek, tak więc nie mogą przysługiwać mu prawa należne człowiekowi. Skoro zwierzęciu odbiera się prawo do życia, bo chcemy jeść mięso to znaczy, że nie ma także prawa do wolności i bezpieczeństwa. A dlaczego, bo nie jest człowiekiem, podobnie jak płód. Bo czy na jajko mówimy kurczaczek?

      Zwolennicy idei pro-life krzyczą za prawami naturalnymi, no więc ja chciałam pokazać jak działa natura, stąd ten przykład.

      Dla mnie Kościół i jego filozofia nie jest synonimem Boga, a wierzę w Boga, nie w kościół.

      Usuń
    2. A płód ewoluuje w człowieka i staje się dzięki temu zupełnie innym "pokemonem"? Dla mnie od momentu poczęcia jest człowiek, nie rozgraniczam na zapłodnione komórki, zarodki, zygotę, płód i dopiero od któregoś tam tygodnia człowieka (swoją drogą, załóżmy, że od 30 tygodnia jest już człowiek i ten 30 tydzień rozpoczyna się w poniedziałek - to dzień wcześniej, w 29-ym tygodniu w niedzielę jeszcze tym człowiekiem nie jest? :D). Nie bardzo rozumiem tego rozgraniczania - człowiek-nie człowiek, ale postaram się jakoś to pojąć i zaakceptować, jeśli rozwiniesz tę kwestię :)
      Jajko jest jak komórka jajowa. Nie mówimy na nie kurczaczek, bo nie jest zapłodnione. To nie życie. Na okres też nie mówi się zarodek :D

      Też negowałam Kościół, dopóki zrozumiałam, że Kościół to wspólnota chrześcijan, składa się z grzeszników - ja nim jestem, ksiądz także, biskup, papież - każdy. Wiem, że istnieje kolesiostwo i hierarchia, pedofilia i inne takie rzeczy - izoluję to od wspólnoty. Wśród lekarzy też jest korupcja, a mimo wszystko się do nich chodzi. Nie chcę nikogo namawiać, dzielę się moimi refleksjami, bo także różne stany swojej wiary przeżywałam - i wiem, że nadal wiele mi brakuje w tej kwestii :)

      Usuń
    3. Osobiście wierzę naukowcom, biologom i lekarzom, rozumiem cały proces rozwoju, jest to dla mnie czymś tak logicznym, że nie umiem tego wytłumaczyć, bo albo coś się pojmuje albo nie, po prostu prościej się nie da. Człowiek to istota, która żyje samodzielnie, po za organizmem nosicielki w tym wypadku już matki. Myślę, że gdyby to nazewnictwo nie miało znaczenia to nikt by się nie wysilał aby je wymyślać... a tak to możemy rozgraniczyć pomiędzy jakim okresem mamy do czynienia z zygotą, zarodkiem, płodem.

      W porządku, ale lekarz nie służy Bogu, a ksiądz owszem... Nie twierdzę, że w związku z tym ma być bezgrzeszny, ale wymaga się od niego znacznie więcej. To trochę tak jakby chodzić do lekarza, który źle wykonuje swój fach. Niestety ja nie spotkałam jeszcze takiego księdza, który kochałby ludzi i nie dzielił ich na grupy. Wierzę, że tacy istnieją, ale najwyraźniej nie w moim otoczeniu.

      Usuń
  17. Mnie najbardziej denerwuje to, że zwolennicy nowej ustawy uważają, że ci, którzy nie chcę tej ustawy, zaczną masowo mordować nienarodzone dzieci... Nikt nie powiedział, że jak zostawią starą ustawę, to się porobią kolejki, jakby każdy chciał pójść na fundusz do okulisty. To wszystko jest śmieszne. Kiedy napisałam koledze z Rosji, co sie u nas teraz dzieje, odpisał "That's just stupid". Tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wątpię by jakikolwiek człowiek przy zdrowych zmysłach traktował aborcję jak rodzaj antykoncepcji ostatniego ratunku, my tu mówimy o wypadkach skrajnych, które powinny być zapewnione w każdym, cywilizowanym kraju.

      Usuń

Drogi czytelniku,
niezmiernie mi miło, że odwiedziłeś bloga Definiuję, zapraszam Cię do komentowania, Twoja wypowiedź to istotna część tej strony, w końcu tworzymy ją razem. Śmiało dodaj coś od siebie! :)

*Spam czyli komentarze służące wyłącznie autoreklamie nie będą publikowane



JESTEM KOBIETĄ, JESTEM CZŁOWIEKIEM, JESTEM WOLNA



Powszechna deklaracja praw człowieka uchwalona w 1948 gwarantuje mi prawo do życia, do wolności i bezpieczeństwa. Niniejszy dokument zapewnia mi równość pod względem godności i posiadanych praw, zabrania się ingerencji w moje życie prywatne, rodzinne, domowe, uwłaczaniu mojemu honorowi lub dobremu imieniu. Otrzymałam te wszystkie prawa ponieważ jestem człowiekiem i fakt bycia kobietą w żadnym razie nie powinien ich ode mnie odsuwać. Właśnie teraz, gdzieś, ktoś obraduje. Obraduje nad moim losem and moim życiem, nad moim organizmem. Nade mną i nad Tobą droga Czytelniczko. Jestem kobietą i mówię stanowcze NIE  dla pozbawienia nas najważniejszej, życiowej decyzji: czy chcemy donosić ciążę

Długo nosiłam się z zamiarem wyrażenia swojej opinii w tym temacie, ale że już samo hasło aborcja jest niemałą kontrowersją,  czułam się nieswojo nawet na myśl o poruszaniu tej kwestii na blogu. Inni się tym zajmą - myślałam, ale przez kilka ostatnich dni nie mogę sobie dać rady z całym wulkanem emocji, które drzemią we mnie gotowe do eksplozji. Tyle raz podkreślałam jak ważna jest społeczna interwencja, a teraz sama postanawiam schować głowę w piasek i umościć się na wygodnym lifestylu. Zrobiło mi się wstyd, przed samą sobą i przed Wami drodzy czytelnicy. Sumienie i dusza skłonna do porywów nie pozwalają mi zasłonić się dziś lekkim, przyjemnym tematem. Czas złapać byka za rogi i dać wyraz sprzeciwu wobec odebrania kobietom prawa wyboru. Na wstępie chciałabym jednak zaznaczyć, że owy wpis jest wyłącznie moją własną refleksją, nikogo nie nakłaniam do zamiany przekonań, nie zamierzam obrażać żadnej, konkretnej osoby ani grupy osób, szanuję różniące się, odmienne opinie, jednocześnie oczekując podobnej reakcji ze strony ludzi o zdaniu innym niż moje. Niestety na oczekiwaniach poprzestało, bowiem ustawa zabraniająca mi swobody działań w zakresie życia prywatnego właśnie słodko spoczywa na sali obrad.

Na początek krótki przykład, który najlepiej obrazuje położenie kobiet przeciwnych zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Wyobraźmy sobie, że weganie zdobywszy moc inicjatywy ustawodawczej (zebranie 100 tys podpisów) zmuszają ogół społeczeństwa polskiego do zaprzestania spożywania mięsa i produktów odzwierzęcych gdyż w ten sposób ratują życie naszych tzw. braci mniejszych. Za dopuszczenie się owego występku miałaby grozić kara pozbawienia wolności do lat trzech. W tym momencie chciałabym zobaczyć minę przeciętnego Iksa, któremu odbiera się możliwość spożycia schabowego. Dokładnie taki wyraz twarzy mają kobiety słyszące o barbarzyńskim pozbawieniu ich prawa wyboru, decyzji o własnym życiu i ciele. Należy bowiem kilkakrotnie podkreślić, że polskie prawo zezwala na aborcje jedynie w trzech, skrajnych przypadkach: ciąża będąca efektem gwałtu, zagrożeniem dla zdrowia lub życia nosicielki oraz defekt płodu. Sama myśl o zawężeniu tak niewielkiej przestrzeni elementarnej wydaje się abstrakcją na miarę rozwiniętej formy życia na Saturnie. A jednak science-fiction właśnie rozgrywa się na naszych oczach! Dlatego ubolewam nad faktem, że podmiotem inicjatywy ustawodawczej jest 100 tys obywateli bez względu na rodzaj projektu ustawy. Moim zdaniem o zakazie aborcji nie powinni wypowiadać się przede wszystkim mężczyźni, bo o kobiecym organizmie wiedzą tyle co pies o jeździe konnej. Na dobrą sprawę pod projektem powinny podpisać wyłącznie kobiety w wieku reprodukcyjnym będące jednocześnie wegankami - pacyfistkami jako obrończynie KAŻDEGO życia, w innym wypadku wyczuwam hipokryzje...

Nie mam wykształcenia medycznego i biologicznego, ale cztery lata zajęć z zakresu funkcjonowania ludzkiego organizmu pozwalają mi stwierdzić iż od momentu poczęcia czyli połączenia plemnika z komórką jajową do momentu powstania organizmu przypominjącego ludzki musi minąć wiele czasu. Bowiem na początku jest zarodek, zlepek komórek w niczym nieprzypominający słodkiego, pulchnego bobasa jakiego zapewne mają na myśli zwolennicy zaostrzenia ustawy dotyczącej aborcji. Wielu z nich woła: "Ty też kiedyś tak wyglądałeś!", "Co byś czuł gdyby Ciebie usunięto?!" Otóż czułabym nic, jedno, wielkie nic, gdyż na tym etapie rozwoju trudno mowić o złożonych uczuciach, oczywiście pomijając fakt, że pytanie z zasady nie ma sensu. Trudno byłoby mieć zdanie w jakimkolwiek obszarze jeśli się po prostu nie istnieje. Wyznawcy idei pro-life zakładają jednak, że już w momencie triumfalnego zdobycia komórki jajowej przez plemnik mówimy o nowej formie życia per człowiek i w swej ustawie przewidują zaniechanie powszechnego użycia słów zarodek czy płód. Oj biada tym co zdawać będą maturę z biologii, teraz to dopiero zatonął w chaosie faktów. Ponadto przeciwnicy aborcji uważają proces za wynaturzenie, ale czy samica wiedząc, że nie wykarmi wszystkich młodych, albo, że jedno jest najsłabsze z miotu nie dokonuje ostatecznego? W pełni rozwinięte, żywe potomstwo, a my tu mówimy jedynie o zarodku, w końcu nie bez powodu wegetarianie wciąż jedzą jajka... No chyba, że od dziś uznajemy jajecznicę za potrawkę z kurczaka.

Wracając jednak do sedna; owa koncepcja posiłkuje się założeniami religijnymi: poczęcie - człowiek. Warto więc poświęcić chwilę temu zagadnieniu bo w myśl zasady powinniśmy zrezygnować z uznania procesu ewolucji.  Czytając Biblię wprost powinniśmy uznać, że człowieka od dinozaura dzieli zaledwie kilka dni, a kobieta jest podwładna mężczyźnie (nieco sarkastyczni dorzuciliby: "tak, a w jej żyłach płynie płyn do naczyń"). Nie lubię poruszać kwestii wiary, bo jest to sprawa nadzwyczaj indywidualna, ale aby przedstawić swoje stanowisko muszę zaznaczyć iż zostałam wychowana w wierze katolickiej i nadal jestem chrześcijanką. Aczkolwiek moje poglądy mocno odbiegają od stanowiska isnstytucji Kościoła, nie ze względu na własną wygodę, ale bycie odrębną, myślącą jednostką. Pewne prawa muszą odejść w zapomnienie z powodu wzrostu ludzkiej świadomości.  Warto zauważyć, że wiele lata temu we mszy nie mogła uczestniczyć kobieta w czasie menstruacji bowiem uznano ją za nieczystą. W końcu jednak Kościół zmuszony był uznać górę biologii. I być może znów warto pochylić się nad pewnymi zagadnieniami.... Nie zapominajmy jednak, że w Polsce istnieje rozdzielność państwa od kościoła. Na świecie występuje już kilka krajów teokratycznych, w których prawo religijne jednocześnie staje się prawem obowiązującym w całym państwie, ale jak pokazała historia brak separacji tych dwóch obszarów może być tragiczne w skutkach. Nie chciejmy przekonać się o tym na własnej skórze

W przyszłości chciałabym zostać matką i kiedy w moim życiu pojawi się dziecko będę je kochać i rozpieszczać, ale nie zmienia to faktu, że chcę mieć wybór, a raczej poczucie bezpieczeństwa. Osobiście jestem za całkowitą legalizacją aborcji jako czynnikiem umacniającym wolność osobistą kobiety (niestety jak już wiadomo projekt ten został odrzucony). Sama nie popieram przerwania ciąży jako pewnego rodzaju antykoncepcji, ale tę kwestię pozostawiam wyłącznie sumieniu przyszłych rodziców. Jednak bardziej od nikłej swobody w tym zagadnieniu martwi mnie fakt, że chce się nas jej w ogóle pozbawić (o zgrozo jak już wiemy projekt antyaborcyjny przeszedł pod dalsze rozważania). Wiele osób twierdzi że kobieta mimo zagrożenia własnego życia będzie musiała urodzić, ja czytając projekt ustawy wywnioskowałam, że to miałby być jedyny przypadek dopuszczający właśnie przerwanie ciąży, ale od razu nasuwa się pytanie czy lekarze wystraszeni odpowiedzialnością karną nie będą wystarczająco długo odwlekać zabiegu aborcji... Pewnym jest jednak, że ustawa odbierze nam prawo do usunięcia uszkodzonego płodu. Prawdę mówiąc zakrapia to o brutalność, bo trudno mówić o postępowaniu humanitarnym jeśli choroba okazuje się na tyle ciężka, że pojawiający się na świecie człowiek będzie czuł jedynie ból i znosił męki... no ale cóż podobno cierpienie uszlachetnia. Najbardziej przerażające jest jednak pozbawienie kobiety możliwości usunięcia ciąży będącej skutkiem gwałtu. Kiedy słucha się lub czyta relacje zgwałconych zwykle pada zadanie: "Czułam się jak kawał mięsa". I tak o to skazujemy skrzywdzoną na dziewięć niemiłosiernie, długich miesięcy czucia się w opisany sposób. Wyobraź sobie najdroższą Ci kobietę, córkę, matkę, siostrę, dziewczynę i pomyśl, że to ona (nie daj Boże) przez ten czas zmuszona jest znosić ten ból, to brzemię, czuć w sobie poruszającą się cząstkę oprawcy, a na koniec znieść jeszcze traumatyczny poród, po którym ujrzy potomka potwora, który odebrał jej godność. W tym momencie istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ciężarna targnie się na swoje życie... Teraz tracimy nie tylko płód, tracimy żywego człowieka - nosicielkę.

Najsmutniejszy z tego wszystkiego jest fakt, że jeszcze bardziej rozwinie się aborcja w tak zwanym podziemiu. Od razu mam przed oczami scenę z kultowego Dirty Dancing kiedy przyjaciel Penny mówi o przeżytym przez nią zabiegu aborcji mniej więcej tak: "Miał rokładane łóźko i brudny nóż, a ona tak bardzo krzyczała". Ojciec Baby ratując życie umierającej Penny spytał kto posłał ciężarną pod "nóż rzeźnika"... Usunięcie ciąży tak jak antykoncepcja (podobno w średniowieczu za prezerwatywy służyły wnętrzności byka) nie jest nowym zjawiskiem, nie można więc mówić o degeneracji XXI wieku, trzeba by było pociągnąć do odpowiedzialności setki tysięcy istnień, całą ludzkość. Jeśli projekt stanie się ustawą ciąża z pięknego okresu przemieni się w horror, bo nagle ciężarna z nieco za ciężką torebką na ramieniu może zostać uznana za kobietę celowo powodującą poronienie. Jest to oczywiście nieco przerysowany przykład, ale z drugiej strony kto wie... Nie wyobrażam sobie jak miałby wyglądać proces dochodzenia czy utrata płodu była celowym działaniem czy może efektem nieumyślnego postępowania lub problemów zdrowotnych. Kobieta, która przeżyła piekło poronienia miałaby być ponadto przesłuchiwana? Wychodzi na to, że stan błogosławiony powinien być przez nas niemal w całości przeleżany... Czyli od momentu poczęcia do rozwiązania to wyłącznie panowie będą zarabiać, gotować, sprzątać, prać, prasować, robić zakupy, a my będziemy siedzieć i pachnieć. W sumie czemu, nie?

Reasumując musiałabym jeszcze raz wylać całe wiadro emocji aby doprowadzić do jakiegokolwiek podsumowania. Tu mówienie pokrótce jest po prostu niemożliwe. Kończąc ten wpis czuję smutek, jako kobieta, człowieka, obywatel Polski, wiem bowiem, że jak raz odbierze się prawo swobody to później będzie już coraz prościej. Może zakażemy używania środków antykoncepcyjny albo odbierzemy kobiecie prawa wyborcze? Czuję się potwornie skonfundowana... i chyba również czuję stres przed  Waszą reakcją na ten wpis.  Mam jednak nadzieję, że zmusiłam Was do refleksji na temat aborcji i zechcecie zabrać głos w dyskusji. Proszę jednak by bez względu na poglądy wypowiedzi były kulturalne i nikogo nie obrażały, za co z góry dziękuję.

Edit: Zapraszam również do przeczytania artykułu (link) Weroniki Rokickiej, warto znać skutki pewnych postępowań!

A więc jak brzmi Twoje stanowisko?
________________________________________________________________________
Chcesz być na bieżąco z nowymi postami? Nic prostszego! Dołącz do obserwatorów Definiuję na bloggerze, fanpage'u (definiujeblog) oraz instagramie i snapchacie (definiuje_blog)

Share This Article:

CONVERSATION

42 komentarze :

  1. Chciałbym wierzyć, że kwestie, o których piszesz, są do tego stopnia elementarne, że nikt nie śmie ich w ogóle podważać. Ostatnimi czasy boleśnie się jednak przekonuję, że nasz kraj – w moim mniemaniu – strasznie się uwstecznia. Trudno mi sobie wyobrazić, by moralizowanie (a raczej pseudomoralizowanie) obywateli poprzez tworzenie drakońskich przepisów mogło przynieść pozytywny skutek, lecz najwyraźniej wielu osobom takie postępowanie zdaje się odpowiadać. Jedyne słowo, jakie w związku z tym ciśnie mi się na usta to hipokryzja. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że wielu Polaków ucieka się dziś do niej, bowiem – zasłaniając się jakąś przedziwną świętoszkowatością – pragną dokonać bolesnego odwetu na politycznych przeciwnikach. Co gorsza, taki stan może się z powodzeniem bardzo długo utrzymywać przy życiu, bo dopóki chory system nie dobierze się Kowalskiemu (czy może bardziej Kowalskiej) bezpośrednio do skóry, może on spokojnie żyć w przekonaniu, że tego typu sprawy go w ogóle nie dotyczą.

    Zdaję sobie sprawy, że łatwo odeprzeć moje zarzuty stwierdzeniem, że nie mieszkam obecnie w Polsce, więc nie znam jej realiów, osądzam po pozorach albo wręcz (mój ulubiony argument) jestem skażony zachodnioeuropejską, przesadnie zliberalizowaną wizją świata. Być może nawet jest w tym trochę racji, ale nie zmienia to faktu, że ostatnimi czasy jestem Polską pod wieloma względami po prostu rozczarowany. I coś mi się widzi, że zaostrzenie tzw. "ustawy aborcyjnej" (o ile dojdzie do skutku) rozczaruje tym krajem bardzo wiele osób w kraju i na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako mieszkanka Polski jak najbardziej potwierdzam - uwsteczniamy się. Osobiście z przerażeniem obserwuję naszą scenę polityczną jednocześnie z wdzięcznością przekreślając pierwszy rok kadencji obecnego rządu, jeszcze tylko kilka lat...

      Ostatnio na stronie #CzarnegoProtestu natrafiłam na komentarz pana, który twierdzi, że kazał by swojej żonie donosić dziecko z gwałtu. No cóż idzie tylko współczuć małżonka. Ale faktem jest, że najwięcej do powiedzenia mają Ci, których cała sprawa nie dotyczy, no ale jak faktycznie chory system dobierze się do ich skór to może zmienią śpiewkę...

      Usuń
  2. Najgorsze w tym wszystkim jest także takie uogólnienie, wrzucenie do jednego worka. Przypadki są różne i nie można każdego w nich traktować powierzchownie. Nie można się na to godzić. Nie można dopuszczać do tego, żeby kobiety odczuwały strach. Państwo nie może tak działać.
    Nie masz powodu do odczuwania strachu wyrażając swoje emocje, opinie. Ważne jest, aby nie być biernym na to, co się dzieje wokół nas. Dobrze, że społeczeństwo się uaktywnia w tak ważnych sprawach.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo dumna z organizatorów wszelkich wieców, pikiet i każdej zaangażowanej w sprawę osoby, naprawdę dobrze wiedzieć, że społeczeństwo jest dziś aktywne, sama wybieram się na protest i mam nadzieję, że będzie nas więcej :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą kiedyś nawet widziałam cytat jakiegoś polityka, który stwierdził, że dziewczynka będąca ofiarą gwałtu musi urodzić dziecko. To brzmi strasznie! Przecież to zostawia piętno na tej osobie. Więc mówię stanowcze nie, aby dzieci rodziły dzieci i mówię nie dla braku możliwości dokonania aborcji przez ofiary gwałtów. Według mnie te prawa przede wszystkim powinny być zagwarantowane. A reszta? Uważam, że kobieta powinna móc decydować o sobie. Dlaczego ktoś ma podejmować decyzję za nią? Mężczyźni z kolei powinni się w ogóle nie decydować w sprawach, które ich nie dotyczą. Według mnie każda kobieta powinna móc dokonać wyboru. Chce zrobić aborcję, proszę bardzo, ale niech będzie świadoma z czym to się wiąże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, pozostawmy decyzję sumieniu kobiety jako istoty myślącej i nie bawmy się w sędziego wszechświata, bo to nie tędy droga...

      Usuń
  4. Karolino na początku gratuluję Ci odwagi:) Z całą pewnością zdajesz sobie sprawę jak trudny temat poruszyłaś. Musisz się liczyć z lawiną różnorakich komentarzy - nie tylko pozytywnych. Wiem coś o tym, pisząc swoje posty teologiczne. No ale przecież po to są nasze blogi, żebyśmy mogli kwestie światopoglądowe swobodnie wygłaszać /mamy w końcu wolność słowa/:)
    Ja jestem zdecydowaną przeciwniczką aborcji. Myślę, że wynika to z mojej wiary oraz Bożego Dekalogu i przykazania "Nie zabijaj", które w mojej interpretacji odnosi się zarówno do życia poczętego, jak również człowieka sensu "stricte". Rzadko kiedy zdarza się, żeby kobieta dokonywała aborcji kilka, czy nawet kilkanaście dni po zapłodnieniu. Zazwyczaj jest to miesiąc, a nawet kilka miesięcy po zajściu w ciążę. Wtedy zdecydowanie nie możemy już używać słowa zygota, lecz mówimy o prawie ukształtowanym maleńkim człowieku, posiadającym w zasadzie wszystkie narządy niezbędne do życia.
    A dokonując aborcji - zabijamy to życie.
    Nie chcę zagłębiać się w kwestie okoliczności poczęcia dziecka /gwałt, wady genetyczne/ - to troszkę odrębny temat/, ale w przypadku świadomej aborcji mówię zdecydowanie - NIE!
    Karolino jesteś jeszcze młodą, dopiero co wkraczającą w dorosłe życie osobą. Przypuszczam, że kiedy zostaniesz mamą - zmienisz zdanie:) Tymczasem jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego dojrzałego analizowania otaczającej nas rzeczywistości i mimo młodego wieku - życiowej mądrości.
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i zachęcam do dalszego, odważnego wygłaszania swoich poglądów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :) Bardzo bym chciała aby blog był nie tylko miejscem lekkim, miłym i przyjemnym, ale także poruszał kwestie istotne dla społeczeństwa. Oczywiście liczę się, z tym że trafię na różne komentarze i jak najbardziej chcę aby każdy wyraził tu swoje zdanie pod warunkiem, że zachowa kulturę wypowiedzi.

      Prawdę mówiąc wątpię, że zmienię zdanie zostając mamą, bo znam wiele matek, których decyzja pozostaje identyczna. Chciałabym jedynie, jeśli kiedyś dane będzie mi zajść w ciąże spędzić ten czas w cudownej atmosferze bez lęku i strachu i boję się, że możliwe okaże się to jedynie za granicą.

      Usuń
    2. Chciałbym zwrócić uwagę na pewne istotne rozróżnienie – bycie przeciwnikiem aborcji a bycie przeciwnikiem prawa do aborcji to dwie zupełnie odrębne kwestie. Podejrzewam zresztą, że większość ludzi to przeciwnicy aborcji. W końcu aborcja to nie wycięcie wyrostka i (chyba?) wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Nie sposób poddać się temu zabiegowi, a potem z uśmiechem na twarzy wrócić do swoich spraw, jak gdyby nigdy nic. Pytanie brzmi, czy odbieranie prawa do aborcji w pewnych uzasadnionych przypadkach jest właściwe. Czy jesteśmy zwolennikami bądź przeciwnikami tego, by takie prawo w ogóle istniało? Dobrze wiemy, że istnieją kraje, w których karalne jest nawet cudzołóstwo. O ile się nie mylę, pośród Dekalogu nie ma przykazań o różnym ciężarze gatunkowym. Dlaczego więc w Polsce wybieramy sobie przykazanie, które będziemy narzucać wszystkim obywatelom w formie prawa stanowionego?

      Usuń
    3. Dokładnie, bardziej bym się zgodzić nie mogła

      Usuń
  5. Karolino, uwielbiam Cię za ten post. Naprawdę.
    Pięknie to opisałaś, mądrze, racjonalnie i szczerze. Mam takie samo stanowisko - powinnyśmy mieć prawo wyboru. Przeraża mnie to, że życie zarodka (czyli dopiero zalążka życia, to jeszcze nie jest osobna forma życia, cały organizm) stawia się wyżej niż dorosłej, żywej osoby. Przeraża mnie to, że kobiety pozbawia się wyboru. Przeraża mnie, że państwo chce decydować o jej ciele. Przeraża mnie, że kobieta będzie musiała cierpieć, rodząc dziecko gwałciciela. Przeraża mnie, że może ryzykować życiem lub zdrowiem, rodząc dziecko, które może urodzić się z dwoma głowami.
    Dla mnie to, że kobieta może dokonać aborcji, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, płód ma defekt albo życie matki jest zagrożona, jest oczywiste. Rozumiem jeszcze wątpliwości dotyczące innych wypadków, jestem w stanie, okej. Sama mam mieszane uczucia, to jest, sumienie rodziców, dobra, ale uważam, że to nie powinno być formą antykoncepcji... Sądzę za to, że powinno się edukować społeczeństwo pod względem antykoncepcji, bo potem okazuje się, że niewiedza jest zatrważająca i przybywa nastoletnich matek... wracając do tematu: mogę zrozumieć czyjeś wątpliwości, ale odmawiać w tych trzech przypadkach? ,,Obrona życia"? A co z życiem matki, na które poród może mieć zgubny wpływ, zarówno fizyczny, jak i psychiczny? Przecież to wręcz okrutne. Łatwo wypowiadać opinie, gdy samemu nie doznało się nieszczęścia. A ja proponuję, żeby postawić się w cudzej sytuacji. Wyobrazić sobie, że ktoś Tobie bliski zaszedł w ciążę będącą wynikiem gwałtu. Oczywiście Boże broń, ale tylko wyobrazić sobie, jak byś się czuł. Po prostu postarać się zrozumieć drugą osobę. A potem wyrazić swoje zdanie.
    Jak dla mnie każdy ma prawo wyboru. Nie chcesz robić aborcji? Nie rób jej. Ale nie odbieraj innym prawa do decyzji.
    Również jestem chrześcijanką. Wierzę w Boga i w miłość. Ale nie słucham się we wszystkim ślepo Kościoła, bo jak pięknie napisałaś - jestem wolną, myślącą jednostką. Zadaję sobie pytania. Mam wiele wątpliwości. Myślę. A w tym wypadku sumienie mówi mi, że to zwyczajnie niesprawiedliwe i niehumanitarne.

    Winszuję mądrego posta i odwagi do poruszenia tak trudnego tematu. I to jeszcze w tak taktowny, inteligentny sposób:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, Pola dziękuję Ci ogromnie! Po raz kolejny nie dowierzam, że jesteś tak młodą osobą i wielki szacunek za taką dojrzałość :)

      Ja problem nadmiaru aborcji rozwiązałabym tak, jeśli ciąża nie jest zagrożeniem życia matki, efektem gwałtu, a płód jest w pełni zdrowy to zabieg powinien być bardzo, bardzo kosztowny. Jak raz, drugi trzeci Iksowi przyjdzie zapłacić za wybryki syna to młody szybko na imprezę nie wyjdzie.

      A edukacja jak najbardziej i to z osobami przeszkolonymi! Pamiętam jak w podstawówce miałam zajęcia z WDŻ z katechetką, która naskoczyła na dziewczynę kiedy ta poparła wspólne mieszkanie bez ślubu. Od czego są godziny wychowawcze? Proszę zaprosić ginekologów, seksuologów, psychologów, osoby u których słowa "penis" czy "wagina" nie wywołuje wstydu i szkolić młodzież aby później dziewczyna nie myślała, że stosunek przerywany uchroni ja przed ciążą.

      Usuń
  6. Jestem kobietą, jestem matką, mam nadzieję być babcią, nie wiem czy kiedykolwiek zdecydowałabym się na aborcję, ale JESTEM PRZECIWNA podejmowaniu za kobiety takich decyzji!
    Dlaczego o życiu kobiet decydować mają ustawy ustalane przez ludzi, których to wszystko nie dotyczy?
    Brawo za zabranie głosu w tej kwestii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)

      Otóż to, jak mawia moja nauczycielka od wos-u: życie jest ciekawsze niż prawo dlaczego więc ustawy mają zastąpić proces myślenia?

      Usuń
  7. Temat wraca jak bumerang. Ja popieram twoje poglądy.
    Jednak zastanawiam się (odnośnie Twojego ostatniego komentarza), czy ma sens edukacja seksualna nawet jeśli mówimy o osobach wykształconych w tym kierunku. W krajach, w których to istnieje na wysokim poziomie nie ma mniejszej liczby zachodzeń w ciąże u młodych dziewczyn niż u nas w Polsce. Jest wręcz przeciwnie. Myślę, że problem polega na tym, że w tych czasach jest bardzo mały szacunek dla nauczyciela jako osoby, która posiada wiedzę. Poza tym cześć tej wiedzy jest w Internecie, jeśli ktoś chce to może się z nią zapoznać. Z drugiej strony cześć informacji w Internecie jest błędna, źle przekazana lub młodzi ludzie źle ją rozumieją. Jednak to właśnie tam ludzie szukają informacji o sprawach, o których boją się zapytać na lekcji lub po lekcji nawet jeśli nauczyciel od wdżr ma u nich zaufanie. Kolejna sprawa w liceum takie zajęcia są nadobowiązkowe. I cześć osób nie chce marnować czasu, żeby zostawać po godzinach w szkole.

    Co do lekcji wychowawczych, to u mnie w liceum opierały się one tylko na tym, żeby przynieść usprawiedliwienie i pouczyć się na sprawdzian, który jest na następnej lekcji. Natomiast wiem, że teraz zaproszenie osoby spoza szkoły musi być za zgodą dyrekcji. I wierz mi wystarczy jeden rodzić, który się zdenerwuje, że na lekcji wychowawczej jego dziecko jest uczone o środkach zapobiegania ciąży i jest mega afera z tego. Dlatego szkoły tak ostrożnie podchodzą do tej sprawy i nawet na sam wdżr rodzic musi wyrazić zgodę (przynajmniej jest tak w liceum).

    Nie wiem, czy nie lepiej uzmysłowić przede wszystkim dziewczynom poszanowanie własnego ciała i uzmysłowić im, że jedna decyzja może zmienić ich życie. Nauczyć ich mówienia "nie" jeśli czegoś nie chcą lub nie są do tego przekonane. Ich wysoka samoocena może spowodować, że nie będą manipulowane w tej kwestii przez chłopaków. Jednak myślę, że najwięcej pracy musieliby wykonać tutaj rodzice a nie szkoła, która ma dość mały wpływ na nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda niestety wielu rodziców chce chować swoje dzieci w zaciemnieniu i faktycznie tu może pojawić się problem z godzinami wychowawczymi. Ja sama nie uczęszczam na WDŻ podobnie jak cała moja klasa, bo to w końcu dwie dodatkowe godziny, które można wykorzystać na naukę... Z resztą nie wydaje mi się bym osobiście mogła usłyszeć coś nowego, jestem w tym temacie dobrze wyedukowana, w moim domu nigdy nie było tematów tabu i wychowano mnie w duchu szacunku do samej siebie. Ubolewam, że tak wiele dziewczyn wynosi z rodzinnych sfer zupełnie inny bagaż i faktycznie jak rodzic nie chce to nie pośle na zajęcia dokształcające. Godziny wychowawcze byłyby dobrym momentem na takie sprawy, bo ja w liceum lepię na tak owych wieżę z makaronu (wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jednak)... Nie wzięłam jednak pod uwagę oporu poniektórych kręgów.

      Usuń
  8. Córeczko przede wszystkim jestem z Ciebie dumna,że masz własne zdanie, przemyślenia i potrafisz to w sposób kulturalny wyrazić. Moje zdanie na ten temat znasz, jestem przeciwna tej ustawie.Aborcja nie powinna być antykoncepcją, ale w takich wypadkach jak gwałt, zdrowie matki czy uszkodzony płód nie zgadzam się aby taka ustawa weszła w życie. Jestem wolnym człowiekiem i to ja decyduję o sobie, nikt nie będzie mi mówił co mam robić! Tragiczne jest to że decydują w większości o tym starsi ludzie i chcą ustawiać nam przyszłość. Nie będą już rodzić dzieci, gwałtem nie muszą się przejmować, a straszne wydaje mi się to, że zgotują taki los swoim dzieciom czy wnukom. Dobrze kiedyś zapytała Anja Rubik naszego obecnego prezydenta - czy chciałby pan patrzeć na swoją córkę, która musi urodzić dziecko z gwałtu, patrzeć na jej cierpienie przez dziewięć miesięcy, a potem na skrzywioną psychikę przez całe życie? Taki gwałciciel wyjdzie po trzech latach i być może zgwałci następną kobietę a one będą całe życie z traumą. Może będzie miał z tego jeszcze większą przyjemność, bo nie dość, że skrzywdził ją gwałcąc to jeszcze ona będzie musiała męczyć się z tym przez całe życie. A co z matką, której ciąża stanowi dla niej zagrożenie, co z dziećmi, które pozostawione w domu, kochające ją i tęskniące dowiadują się, że mama już nie wróci? Chory system, chore państwo, chory rząd. Nie decydujcie za kobiety, których ten problem może dotyczyć. Dajcie im o sobie decydować, to one być może zapłacą za to w przyszłości nie wy. Chociaż sama jestem katoliczką, jednak bardziej z Bogiem niż z księdzem to uważam, że kościół zaczyna się za bardzo panoszyć. A co ludźmi niewierzącymi, dlaczego oni mają ponosić konsekwencje za coś w co nie wierzą. Poza tym wielu katolików to hipokryci, życie poczęte bez względu ma być chronione, a co z Waszą nienawiścią do Żydów, homoseksualistów, wszak to też istoty ludzkie. Beż względu jakie mam zdanie na temat homoseksualistów nie da się zaprzeczyć, że to też ludzie a Pan Bóg w dekalogu zaznaczył nie tylko nie zabijaj, ale i kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to miód na moje serce :))

      Dokładnie Kościół po prostu się panoszy i marzy o czasach potęgi jaką miał w okresie krucjat. Tętent koni, miecze podniesione na "grzesznika", a w rytm walki słychać śpiew Bogurodzica... Od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że wierzę w zupełnie innego Boga niż ta instytucja, która wybiera z pism i nakazań tylko to co samej jej się podoba, a miłości do bliźniego nie uznają kiedy bliźni jest np. homoseksualistą. Żenujące.

      Usuń
  9. Brawo za odwagę i poruszenie tak ważnego tematu! Bardzo podoba mi sie sposób w jaki to napisałaś.
    Całkowicie zgadzam się z Twoimi poglądami. Nie można wkładać wszystkich do tego samego worka, a rozliczaniem moralnym ludzi nie może zajmować się rząd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, obszerny temat, bardzo. Krótko mówiąc, uważam, że każdy powinien mieć prawo wyboru, więc odbieranie go kobietom nie zgadza się z tym, co podobno otrzymujemy właśnie jako ludzie.

      Usuń
    2. Dokładnie, przeczy to prawom człowieka, mam nadzieję, że UE nie zostawi nas w tym okrucieństwie i pojawi się ostra reakcja.

      Usuń
  10. Chciałabym jakoś skomentować Twój wpis, napisać coś na temat tego, co dzieje się teraz w naszym kraju, ale po prostu nie mogę. Nie mogę uwierzyć w to, że to się dzieje, w XXI wieku, w środku Europy, w cywilizowanym kraju. Nie mogę uwierzyć w to, że nie mogę w żaden sposób wpłynąć na to, co będzie miało się dziać z moim ciałem. Jestem zniesmaczona i przerażona tym, jak bardzo chore założenia przyświecają tej całej idei, jak bardzo trzeba być skrzywionym człowiekiem, aby nie widzieć absurdu i krzywdy, jaką w ten sposób wyrządza się nie tylko kobietom, ale całemu społeczeństwu - ojcom, którzy będą zmuszeni wychowywać ciężko chore, upośledzone dzieci, rodzinom zgwałconych kobiet... Czuję się oszukana, bo uwierzyłam w to, że jako kobieta mogę być pełnoprawnym człowiekiem - a jak widać w tym kraju nie jest to możliwe. Ile czasu jeszcze będzie musiało minąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co masz na myśli, ja pisząc ten post dosłownie tonęłam w emocjach... Odchodząc od komputera czułam jak bardzo trzęsą mi się dłonie. Nie ma we mnie zgody na to jawne barbarzyństwo, a jednocześnie wiem jak niewiele mogę zrobić jako jednostka. Wciąż jednak staram się być dobrej myśli, w końcu jest naprawdę dużo i muszę się liczyć z tą masą oporu.

      Usuń
  11. Mi jest zwyczajnie przykro, że tyle osób (a wśród nich kobiety!) tak zażarcie chce całkowitego zakazu aborcji. I nie dlatego, że uważam aborcję za metodę antykoncepcji. Chodzi mi o to, że bronią istoty w brzuchu, a gdy się już urodzi, to mają wywalone. W takim razie dlaczego nie zdeklarują się, że w razie ciężkiej choroby narodzonego dziecka, adoptują je na przykład? I co to za hasła, że w przypadku gwałtu ofiarą jest dziecko, które się zabije? Jestem zdecydowanie przeciwko pakowaniu się ludziom w ich prywatne sprawy, znajdowaniu tematów zastępczych, a w tak zwanym międzyczasie rujnowaniu gospodarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Wczoraj przeczytałam świetny wpis, który podlinkuję za tydzień w podsumowaniu kulturalnym, dziewczyna pisze o dzieciach skazanych na życie, o ciężko chorych istotkach, za które ktoś podjął decyzje, że mają żyć i cierpieć. Rząd nie powinien bawić się w Boga.

      Usuń
  12. Karolina, pierwszy raz komentuję, choc czytam Cię regularnie. Nie komentowałam wcześniej, żeby mnie o nepotyzm nie posądzano :-) Jestem bardzo dumna z Twojej odwagi i dojrzalości w podejściu do tematu. Zgadzam się z Tobą - aborcja to nie antykoncepcja, ale nie wierzę, żeby jakakolwiek normalna, zdrowa psychicznie kobieta tak ją traktowała. Prawo do stanowienia o sobie jest podstawowym prawem każdej jednostki. Płakać mi się chce, kiedy widzę z jaką pogardą traktowane są kobiety w naszym kraju. Bo poziom dyskusji i sama propozycja zaostrzenia ustawy świadczą o tym jak bardzo kobieta jako człowiek się nie liczy - vide rodząca w Kielcach 12-latka i komentarze niektórych polityków i księży po tym wydarzeniu.
    Czas przestać milczeć, kiedy politycy wsadzają swoje brudne łapska w nasze najintymniejsze sprawy chcąc w ten sposób zbić polityczny kapitał!
    Dziękuję Ci za ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ zapraszam do komentowania, w końcu wyrażanie opinii to wcale nie nepotyzm ;)

      Doskonałe podsumowanie, wsadzają łapy w nasze najintymniejsze sprawy. Nie rozumie dlaczego tyle lat po upadku komunizmu nasz kraj wciąż nie potrafi zbliżyć się do zachodu. Czemu tak wiele osób nie potrafi cieszyć się wolnością, czy od tego 1772 roku naprawdę tak bardzo przyzwyczailiśmy się do niewoli, że zaczyna nam to pasować, znów chcemy się schować pod żelazną kurtyną? I jak tu się dziwić, że ludzie emigrują skoro we własnym państwie nie mogą czuć się bezpieczni i muszą uciekać.

      Usuń
  13. Uważam, że każda kobieta powinna decydować o sobie. Każda bez wyjątku. A już nie wspomnę o wypowiedziach bodajże w Sejmie na temat dziewczynki , która ma 12 lat, zaszla w ciążę i lepsze będzie dla niej urodzenie dziecka. Chyba ten świat zwariował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zdecydowanie zwariował, przecież ciało takiej 12 latki jeszcze nie jest gotowe na ciąże, poród w tak młodym wieku może być dla niej doświadczeniem traumatycznym.

      Usuń
  14. To strasznie smutne, że wywalczone przez kobiety prawa dla nas nie są nam dane raz na zawsze... Że musimy o nie walczyć każdego dnia. A najsmutniejsze, że przykładają do tego rękę także inne kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie! Kobieta kobiecie zgotuje piekło, a gdzie ta cała solidarność jajników?!

      Usuń
  15. Bardzo cieszę się, że poruszyłaś ten temat, ponieważ całkowicie się z Tobą zgadzam - czemu ktoś (czytaj politycy i księża) mają wpływać na naszą wolność, tj. odbierają nam wolność do tego, żeby każda z nas miała szansę podjęcia decyzji, czy chce donosić swoje dziecko, w szczególności kiedy np. chodzi o kobietę, która została zgwałcona i czuje się tak jak piszesz - "jak kawałek mięsa" i na pewno będzie czuła się tak samo podczas kolejnych 9 miesięcy ciąży. Tak samo jak ta 12-latka z Kielc - nie wiedziała co się z nią dzieje, nie rozumiała, że "rodzi", trauma na całe życie jak nic.

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyobrażam sobie co musi czuć takie dziecko rodząc dziecko, nie wyobrażam sobie jakim katem trzeba być aby je do tego zmuszać...

      Usuń
  16. Nie zagłębiam się publicznie w moje poglądy, ale moim zdaniem już na wstępie widzę błąd w logice myślenia. Dziecko w Twoim łonie także jest człowiekiem, ma prawo do życia, wolności, bezpieczeństwa i wszystkiego tego, o czym napisałaś.

    Nie powinno się także jako argument przytaczać samic zwierząt, które "pozbywają się" młodych. Człowiek a zwierzę to dwie różne kwestie, które właśnie we wstępie rozgraniczyłaś.

    Moim zdaniem, obecny stan prawny jest najbardziej optymalny i nie jestem za upowszechnieniem aborcji jeśli chodzi o inne przypadki.

    Sama kiedyś próbowałam rozstrzygać kwestie chrześcijańskie, wiary, za pomocą umysłu i toku rozumowania, myślenia. Ale wiara to nie wiedza. Wiara to wiara. Wierzysz. Nie tyle wiesz, co wierzysz. To jest sedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja też widzę błąd w logice jeśli chodzi o Twój komentarz. W łonie żyje płód, nie człowiek, tak więc nie mogą przysługiwać mu prawa należne człowiekowi. Skoro zwierzęciu odbiera się prawo do życia, bo chcemy jeść mięso to znaczy, że nie ma także prawa do wolności i bezpieczeństwa. A dlaczego, bo nie jest człowiekiem, podobnie jak płód. Bo czy na jajko mówimy kurczaczek?

      Zwolennicy idei pro-life krzyczą za prawami naturalnymi, no więc ja chciałam pokazać jak działa natura, stąd ten przykład.

      Dla mnie Kościół i jego filozofia nie jest synonimem Boga, a wierzę w Boga, nie w kościół.

      Usuń
    2. A płód ewoluuje w człowieka i staje się dzięki temu zupełnie innym "pokemonem"? Dla mnie od momentu poczęcia jest człowiek, nie rozgraniczam na zapłodnione komórki, zarodki, zygotę, płód i dopiero od któregoś tam tygodnia człowieka (swoją drogą, załóżmy, że od 30 tygodnia jest już człowiek i ten 30 tydzień rozpoczyna się w poniedziałek - to dzień wcześniej, w 29-ym tygodniu w niedzielę jeszcze tym człowiekiem nie jest? :D). Nie bardzo rozumiem tego rozgraniczania - człowiek-nie człowiek, ale postaram się jakoś to pojąć i zaakceptować, jeśli rozwiniesz tę kwestię :)
      Jajko jest jak komórka jajowa. Nie mówimy na nie kurczaczek, bo nie jest zapłodnione. To nie życie. Na okres też nie mówi się zarodek :D

      Też negowałam Kościół, dopóki zrozumiałam, że Kościół to wspólnota chrześcijan, składa się z grzeszników - ja nim jestem, ksiądz także, biskup, papież - każdy. Wiem, że istnieje kolesiostwo i hierarchia, pedofilia i inne takie rzeczy - izoluję to od wspólnoty. Wśród lekarzy też jest korupcja, a mimo wszystko się do nich chodzi. Nie chcę nikogo namawiać, dzielę się moimi refleksjami, bo także różne stany swojej wiary przeżywałam - i wiem, że nadal wiele mi brakuje w tej kwestii :)

      Usuń
    3. Osobiście wierzę naukowcom, biologom i lekarzom, rozumiem cały proces rozwoju, jest to dla mnie czymś tak logicznym, że nie umiem tego wytłumaczyć, bo albo coś się pojmuje albo nie, po prostu prościej się nie da. Człowiek to istota, która żyje samodzielnie, po za organizmem nosicielki w tym wypadku już matki. Myślę, że gdyby to nazewnictwo nie miało znaczenia to nikt by się nie wysilał aby je wymyślać... a tak to możemy rozgraniczyć pomiędzy jakim okresem mamy do czynienia z zygotą, zarodkiem, płodem.

      W porządku, ale lekarz nie służy Bogu, a ksiądz owszem... Nie twierdzę, że w związku z tym ma być bezgrzeszny, ale wymaga się od niego znacznie więcej. To trochę tak jakby chodzić do lekarza, który źle wykonuje swój fach. Niestety ja nie spotkałam jeszcze takiego księdza, który kochałby ludzi i nie dzielił ich na grupy. Wierzę, że tacy istnieją, ale najwyraźniej nie w moim otoczeniu.

      Usuń
  17. Mnie najbardziej denerwuje to, że zwolennicy nowej ustawy uważają, że ci, którzy nie chcę tej ustawy, zaczną masowo mordować nienarodzone dzieci... Nikt nie powiedział, że jak zostawią starą ustawę, to się porobią kolejki, jakby każdy chciał pójść na fundusz do okulisty. To wszystko jest śmieszne. Kiedy napisałam koledze z Rosji, co sie u nas teraz dzieje, odpisał "That's just stupid". Tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, wątpię by jakikolwiek człowiek przy zdrowych zmysłach traktował aborcję jak rodzaj antykoncepcji ostatniego ratunku, my tu mówimy o wypadkach skrajnych, które powinny być zapewnione w każdym, cywilizowanym kraju.

      Usuń

Drogi czytelniku,
niezmiernie mi miło, że odwiedziłeś bloga Definiuję, zapraszam Cię do komentowania, Twoja wypowiedź to istotna część tej strony, w końcu tworzymy ją razem. Śmiało dodaj coś od siebie! :)

*Spam czyli komentarze służące wyłącznie autoreklamie nie będą publikowane