"TEATRALNE" WYMOWKI CZYLI NIE STRONIMY OD SZTUKI

20:00


Jakkolwiek patetycznie to zabrzmi; czasem miewam trudności w nadążeniu za życiem. Zupełnie jakbym włożyła na nogi wysokie szpilki kiedy ono śmiga w najlepszej klasy obuwiu sportowym. Tak wiele rzeczy dzieje się wokół, energia staje się mniejsza wręcz równa zeru, a siły umykają z każdym kolejnym oddechem. Muszę przyznać, że momentami nawet trudno jest stworzyć coś godnego publikacji na blogu bez chwili na autoregenerację. Osobiście przypomina mi to walkę z rozładowującym się telefonem, kiedy wiesz, że jesteś na przegranej pozycji. Ze zmęczeniem nie ma żartów, każdy potrzebuje czasem chwili relaksu. Zwykle w przytłaczającym nas natłoku myśli i obowiązków wybieramy coś odmóżdżającego, jak filmiki na snapchacie, słabe reality show czy odtwórczą gierkę na komórce. Nikogo nie osądzam, ba zupełnie mnie to nie dziwi gdyż momentami sama tracę cenny czas na tego typu rozrywkę nie mogąc zmusić się do ambitniejszego działania... A jednak są dni kiedy postanawiam zawalczyć z ogarniającą mnie falą marazmu i zmęczenia, odkładam wszelkie powinności na późniejszy okres aby danego wieczoru zatonąć w innym świecie - świecie teatru i sztuki. I wierzcie lub nie, ale w żadnym innym miejscu nie czuję się równie zrelaksowana i odprężona jak w trakcie poznawania nowej sztuki. Ten magiczny czas, w którym chłonę nowe historie to prawdziwy dar, dar znajdujący się w zasięgu ręki każdego... więc dziś postaram Ci się udowodnić, że kolejny wieczór obcowania ze sztuką może być Twój.

Wydaje mi się, że każdy mieszkaniec cywilizowanego świata choć raz zawitał w progach teatru, może było to lata temu podczas szkolnej wycieczki edukacyjnej. Jako dzieci wynieśliśmy z tego wyjątkowego miejsca różne wspomnienia, jedni oniemieli z zachwytu marząc o karierze aktorskiej, inni zaś z ulgą opuścili miejsce na widowni. Jako mała dziewczynka nie przepadałam zbytnio za wizytami w teatrze - większość spektakli dla dzieci traktowało młodych odbiorców jak osoby pozbawione zdolności poznawczych, przez co zamiast rozbawienia czułam zażenowanie iż przyszło mi oglądać coś tak niewydarzonego. Później przez lata kręciłam nosem i wymigiwałam się z wyjść do teatru nie chcąc marnować czasu na paraprzedstawień. Zdawało mi się, że w XXI wieku nie można natrafić na spektakl godny uwagi. Wszystko zmieniło się kiedy pięć lat temu znalazłam się w warszawskim teatrze Buffo. Była to jedna z wycieczek szkolnych przy okazji, której "zmusili" nas do obcowania z kulturą. Wcześniej nie pofatygowałam się nawet o sprawdzenie o czym traktuje spektakl Metro (tak, dziś wiem, że to jeden z najsłynniejszych musicali, lecz wtedy cierpiałam na chroniczną ignorancję), zajęłam miejsce w drugim rzędzie, a kiedy przedstawienie dobiegło końca wyszłam z rozpalonymi policzkami marząc o karierze aktorskiej (prawie trafiłam do liceum teatralnego). Od tamtej pory nie znalazłam na ziemi bardziej magicznego miejsca, które sprawia, że czas zastyga na dobre kilka godzin. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy musi czuć tak samo, nie każdy musi lubić teatr, ale jak mawiają matki, najpierw spróbuj. Utarło się w naszym społeczeństwie kilka dobrych wymówek teatralnych, a ja zaraz spróbuję je obalić!

NIE STAĆ MNIE NA KULTURĘ
To chyba jedna z najpopularniejszych i zarazem najczęstszych wymówek jakie stosujemy nawet nie sprawdziwszy uprzednio faktycznych, cenowych realiów. Oczywistością jest, że w warszawskim Teatrze Narodowym chwytliwe tytuły jak np. Tango potrafią nadszarpnąć miesięczny budżet, ale oprócz teatralnych klasyków istnieje jeszcze cała masa innych spektakli. Osobiście najczęściej bywam we wrocławskim Teatrze Narodowy gdzie jako osoba nadal ucząca się, mam prawo zakupić bilet ulgowy. Jego ceny wahają się w zależności od spektaklu i wybranych miejsc, ale jak do tej pory nie zapłaciłam więcej niż 36 zł. W wypadku osób, którym zniżki już nie przysługują ceny są wyższe o zaledwie kilka złotych,  zwykle nie więcej niż 10 zł.. Można więc uznać, że średnio bilet do teatru kosztuje ok 30 zł, a to tyle co słabej jakości t-shirt z sieciówki. Wydaje mi się, że czasem warto zrezygnować z kolejnej bluzki i za zaoszczędzone pieniądze kupić bilet do teatru. Wiem, że ubranie zostanie z nami na dłużej, ale uwierzcie mi doświadczenie i obycie w świecie jest warte o wiele więcej niż szmatka przerzucona przez wieszak i zamknięta w szafie.

NIE MAM ODPOWIEDNICH UBRAŃ 
Czasy nadmiernego strojenia się na kulturalne wyjścia dobiegły końca. Z jednej strony jest to smutne, bo widok pięknych sukien i smokingów pasuje do teatralnych przeżyć, ale dzięki temu sztuka staje się dostępna także dla zwykłych zjadaczy chleba. W teatrach nie obowiązują przymusowe dress cody aczkolwiek przyjście w dresie czy t-shircie z głupawym napisem będzie trochę nie na miejscu. Na co więc postawić? Na swobodną elegancję. W przypadku pań świetnie sprawdzi się delikatna sukienka, spódnica połączona z ładną bluzką, ale również dżinsy jeśli dobierzemy do nich nieco bardziej elegancką koszulę. Tego dnia zrezygnujmy z krótkich dołów i głębokich dekoltów - teatr to nie klub nocny. Panowie zaś mogą postawić na zestaw podobny do ostatniej propozycji dla pań czyli dżinsy połączone z koszulą. Sprawdzi się tu również basicowy t-shirt zestawiony z ciemnymi spodniami i obowiązkowo elegancką marynarką bądź swetrem. To zaledwie kilka z setek podobnych propozycji, nic wymyślnego, prostota i klasyka, którą na pewno znajdziemy w każdej szafie.

Teatr Polski we Wrocławiu - w oczekiwaniu na spektakl Grimm: czarny śnieg

NIE ZNAM SIĘ NA SZTUCE
Człowiek ma tendencje do powtarzania nie umiem, nie potrafię, nie znam się nauczono nas, że lepiej być przesadnie skromnym i nie wychlać się zanadto, bo to o wiele bezpieczniejsze opcje. Jednak jeśli wykluczymy lęki, nerwice czy inne schorzenia psychiczne utwierdzanie się w przekonaniu, że czegoś nie potrafimy lub nie rozumiemy jest zwyczajnym wygodnictwem. O ile nie jesteśmy uznanymi krytykami sztuki albo stałymi bywalcami w teatrach raczej trudno będzie nam "poznać się" na sztuce... Większość populacji wybiera spektakle w ciemno lub korzysta z poleceń, nie ma w tym zupełnie nic skomplikowanego. Być może znajomy zachwalał sztukę, którą oglądał ostatnio lub obił Ci się o uszy głośny ciekawy tytuł? Osobiście śledzę profil Teatru Polskiego na instagramie, obserwuję także ich fanpage, a kilka razy w tygodniu zaglądam na stronę główną, gdzie mogę przejrzeć repertuar na najbliższe dwa/trzy miesiące i zawsze wpadam na coś ciekawego. Największy problem jest zwykle z brakiem miejsc (co naprawdę dobrze świadczy o naszym społeczeństwie) i wyborem - zbyt wiele interesujących pozycji chciałoby się obejrzeć.

NIE MAM GŁOWY DO TEATRU
Zdaję sobie również sprawę z tego, że wiele osób boi się iż nie zrozumie danego spektaklu. Współcześni twórcy sięgają po coraz to ciekawsze metafory, ale czasem ich spektakle są doskonałym przykładem przerostu formy nad treścią. Ale to co w sztuce najpiękniejsze to możliwość własnej interpretacji dzieła. Być może autor nie będzie miał nic głębokiego na myśli, a my stworzymy własną specyficzną metaforę - i to właśnie jest piękne. Jak wspomniałam na wstępie każdy z nas potrzebuje czasem porządnej dawki prymitywnej rozrywki (zdradzę Wam sekret - jestem Karolina i zdarza mi się oglądać program Szkoła). Wtedy nasz mózg "odpoczywa" od tego co wyczerpujące, ale nie możemy przyzwyczajać go zanadto do podobnych sytuacji, ćwiczenie obu półkul jest nadzwyczaj istotną kwestią jeśli nie chcemy utracić kontroli z rzeczywistością w podeszłym wieku. Musimy myśleć, a sztuka doskonale nam to zadanie ułatwia. 

NIE LUBIĘ TEATRU
Rozumiem, że nie każdy musi być amatorem sztuk teatralnych, ale stare porzekadło wkładane nam do głów, głównie przez nasze mamy ma w sobie wiele prawdy. Nie powinniśmy mówić, że coś nam nie odpowiada dopóki naprawdę nie spróbujemy wolni od uprzedzeń. Większość z nas jest zrażona do sztuk teatralnych po nieudanych przedstawieniach dla dzieci, na które byliśmy zabierani w ramach lekcji. Jak pisałam na samym początku również padłam ofiarą podobnych paraspektakli nie posiadających nawet najmniejszych puent. Nie rozumiem czemu nie tworzymy inspirujących sztuk dla dzieciaków, choćby odtwórcze pokazanie baśni Andersena bez przedziwnych ulepszeń i cięć byłoby pięknym przeżyciem... A kiedy już pojawia się dobre przedstawienie, szkoły wolą postawić na tanią chałturę niż coś naprawdę inspirującego. Choć sam fakt jest przykry nie należy poddawać się zakorzenionym w nas uprzedzeniom. Przez te kilka lat naszej nieobecności w teatrze wiele mogło się zmienić i warto to sprawdzić.

Fotografia we wpisie: kolekcja własna


You Might Also Like

27 komentarze

  1. Nic dodać, nic ująć. Bardzo mądry tekst! Zgadzam się praktycznie z każdym słowem. Teatr bywa różny, czasem bardzo trudny, wręcz nieznośny, ale nigdy nie pozostawia obojętnym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Teatr ma dla mnie w sobie coś magicznego i urzekającego. Nie mogę powiedzieć, żebym odwiedzała go bardzo często, chociaż zdecydowanie bardzo bym chciała i mam zamiar wcielić to w życie, ale uwielbiam chodzenie na spektakle. Niesamowite jest dla mnie oglądanie aktorów na żywo, to niewiarygodne przeżycie. Magia. Głównie chodzę do Teatru Wybrzeże, wszystkie sztuki, które tam widziałam, były naprawdę niesamowite. Najbardziej podobała mi się chyba ,,Maria Stuart" z Katarzyną Figurą i Dorotą Kolak, coś niesamowitego. Aha i jeszcze ,,Na początku był dom"- również genialne.
    Ostatnio szkoła zorganizowała wyjście do teatru, na ,,Krzyżaków". Pomysł na sztukę był ciekawy, bowiem scenografia przypominała wykopaliska, a aktorzy mieli gliniane lalki. Za ich plecami, na ekranie, wyświetlano zbliżenia, kręcone na żywo kamerą przez aktorów, ale również filmowe wstawki. Szczerze mówiąc, spektakl wywołał u mnie bardzo mieszane uczucia, pomysł nawet interesujący, ale jak dla mnie nie bardzo to zagrało, spektakl nie bardzo zapadał w pamięć, a kilka rzeczy wydawało się jednak za bardzo przekombinowanych. Sama nie wiem... sztuka nawet niezła, ale mimo wszystko jakoś mnie nie zachwyciła, nie zapadła w pamięć.
    Ale wybacz, rozpisałam się...
    W każdym razie, teatr jest świetny, klimatyczny i magiczny, zdecydowanie muszę częściej chodzić!
    Każdy potrzebuje czasem odmóżdżenia, zrelaksowania się, to naturalne:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uwielbiam teatr i choć w moim mieście nie ma teatru, korzystam z przedstawień, które do nas przyjeżdżają, a raz w roku mamy festiwal teatrów niezależnych. Cudowny. Bo teatr daje nam to, czego nawet najlepsze kino nam nie da.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie to napisałaś, masz rację - dla chętnych nie ma żadnej wymówki...dodam jedynie, że teatr, poezja i galerie sztuki nie są dla wszystkich, bo jeśli ktoś "nie czuje bluesa" to go do takich fanaberii nie przekonamy i trudno :-)
    Pozdrawiam, bardzo fajnie się czytało :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż mogę napisać? Chyba tylko to, że jestem oczarowana Twoim tekstem. Świetne ujęcie tematu, wyczerpujące - czytałam z wielką uwagą i zainteresowaniem. Chylę czoła przed młodą AUTORKĄ 😉 i niech nikt nie narzeka na młode pokolenie, bo Twoje wpisy są dowodem na to, że młodzież jest mądra, twórcza i na odpowiednim poziomie. Miło mi, że mogę czytać Twoje teksty. No i oczywiście zgadzam się w stu procentach z Twoimi rozważaniami. Pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem dla osoby, która zupełnie na co dzień nie stawia na sztukę najgorzej jest zacząć. Jest to swego rodzaju przełamanie własnej strefy komfortu. A bo nie wiem jak się ubrać do teatru, a bo może tam nie pasuje, a bo może sztuki nie zrozumiem i pieniądze pójdą w błoto. Nigdy nie pójdą. Poza tym w szkołach też moim zdaniem mało w dzieciach zaszczepia się miłość do teatru, albo idzie się na sztuki podrzędne, nudne, albo wybiera się kino.
    Choć sama przyznam, że czasem zdarza mi się iść na sztukę, która mnie rozczaruje. Jak kiedyś poszłam na swój ukochany "Proces" Kafki w nieco odmłodzonej wersji to szczerze nie mogłam wytrzymać do końca, przerost formy nad treścią i przekazem, zdecydowanie.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje doświadczenia z teatrem są raczej pozytywne, ale niewyczerpujące - mogłabym chodzić o wiele, wiele częściej. Zawsze cieszyłam się na klasowe wyjście, a szczególnie, gdy to teatr muzyczny. Masz rację, że ceny biletów nie są AŻ tak wysokie, raz na jakiś czas warto postawić na coś innego niż ciuszki :) Wrażenia są o wiele bardziej wartościowe niż kolejne przedmioty! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie, podobnie jak jednej z przedmówczyń, nie jest wszystko jedno na co idę - i, równie ważne, kto będzie grał. I nie chodzi mi o topowe nazwiska, patrzę jednak na obsadę, bo czasem mimo dobrego tekstu jakoś nie tak to wychodzi... Co do Twoich wskazań - super. Tylko dobry teatr, dla dwóch osób, bez zniżek, to już nie jest 30 złotych... no i dżinsów w teatrze też po prostu nie lubię, chociaż rozumiem sytuację wielu osób. Co do reszty - pełna zgoda. Natomiast dostaję szału od nie wyłączonych, a tylko wyciszonych komórek ( bo to słychać w ciszy), są niestety osoby, które chyba pomyliły kino z teatrem i próbują jeść ( chociaż ja jedzenia nie toleruję w żadnych tego typu miejscach, a smród popcornu skutecznie zniechęca mnie do kina). No i lubię siedzieć blisko sceny - wzrok i słuch są ważne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawe, że poruszyłaś temat "wchodzenia w sztukę" - bardzo to lubię, i daję się wciągać:):)

      Usuń
  9. Niestety mieszkam w prowincjonalnej Bydgoszczy i o dobry teatr tu trudno, ale chodzę, oceniam, raz nawet zdarzyło mi się szczęśliwie być w teatrze muzycznym w Gdyni.
    Najbardziej lubię w teatrze właśnie... elitarność. Może to zabrzmiało snobistycznie, ale teatr sam w sobie wymusza na ludziach pewne zachowania. W teatrze nie ma hałaśliwych, młodych chamów którzy myślą, że mogą wszystkim świecić po oczach swoimi telefonami, jeść chipsy i przeszkadzać. Do teatru ludzie nie przychodzą w brudnych dresach i codziennych koszulkach To jest dla mnie piękne, bo teatr przez samą swoją "legendę" zmusza ludzi do zachowywania się inaczej, niż na co dzień, i właśnie w tych smokingach, kapeluszach, dystyngowanych starszych paniach i ciszy ja widzę magię teatru. Teatr jako miejsce, w którym możemy być kimś innym. Nie zabieganym korposzczurem z XXI wieku tylko pięknymi damami i kawalerami z XIX-wiecznej arystokracji ;) Dla samego tego klimatu zachęcam do chodzenia do teatru.
    Poza tym wkurza mnie, gdy ludzie mówią, że sztuka wyższa jest "nie dla nich". Myślą, że sztuka wyższa to jakiś wysublimowany potwór, w którym są same skomplikowane opisy przyrody i metafory których nikt nie rozumie. A przecież sztuka wyższa to takie same ludzie uczucia i emocje, jak sztuka popularna. Chodźmy do teatru, żeby go odczarować, a jednocześnie poczuć jego magię :D
    Ceny- ceny to nie kłopot. U mnie niedługo będzie akcja, podczas której można kupić bilet za 400 groszy. Niektóre spektakle są po 20 zł. Zawsze są jakieś zniżki uczniowskie czy coś. A najlepszą i najprostszą metodą jest wolontariat oraz znajomości. W tym pierwszym-jeżeli jest w danym teatrze- wystarczy poświęcić jakąś godzinkę na miesiąc i już masz bilet za darmo. Co do znajomości- pracownicy teatru i uczniowie niektórych szkół mają zniżki i darmowe bilety, wystarczy popytać wśród krewnych i znajomych, czy ktoś nie jest jednym z uprzywilejowanych. Ja tak chodziłam wiele razu do teatru, opery, filharmonii...

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzadko kiedy tak rzeczowe teksty czyta się na blogach. Zatem dalsze gratulacje za rozsądne podejście do sztuki i kultury. Szacun, Kobieto.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam inną wymówkę, czyli "Nie mam z kim chodzić". Inną sprawą jest to, że nie wiem, czy to forma rozrywki odpowiednia dla mnie. Może to z czym mam problem mega dziwnie zabrzmi, ale przejaskrawione i nienaturalne zachowania aktorów na scenie działają mi na nerwy. Wiem, że taki jest ich zamysł, ale kurczę... no jakoś nie do końca potrafię to zaakceptować.
    A co do doświadczeń najbardziej chyba pamiętam jak w czasach liceum chodziliśmy ze szkoły na spektakle w języku angielskim. Niby spoko, ale trudniej pewne rzeczy wyhaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo wartościowy tekst, dobrze, że poruszasz takie tematy :)
    Teatr ma w sobie niepowtarzalne piękno, byłam na wycieczce klasowej parę lat temu w Teatrze Narodowym w Warszawie i bardzo dobrze wspominam ten czas.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś chodziłam częściej do teatru, ale z biegiem czasu narodziły się nowe pasje, które uznałam za bardziej pociągające, jakkolwiek to brzmi. Jeśli chodzi o bywanie w teatrze w ogóle, to rozumiem ludzi, którzy stawiają ponad to bywanie w kinie. Ma to wiele zalet - można pójść "z marszu", nie trzeba się zbyt dbale/odświętnie ubierać i bilet jest tańszy. Za 30 zł to tylko wejściówkę można mieć w moim ulubionym teatrze. Generalnie wybór innej formy "odchamiania" nie wymaga tyle zachodu, co pójście do teatru. Po za tym nie każdy czuje taką potrzebę. Tak, jak nie każdy przepada za malarstwem czy tkaniem kilimów. I gdzie jest powiedziane, że teatr to obowiązkowy elementarz.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, tania rozrywka w jakim sensie?

      Usuń
    2. Ostatnio koleżanka uświadamiała mnie, że programy paradokumentalne pokazują prawdę o życiu, jakim jest. Nie oglądam i nie będę oglądała, bo wolę przeznaczyć wolny czas na coś bardziej mnie satysfakcjonującego. A co do odmóżdżających rozrywek w ogóle to bardzo popularne resetowanie mózgu.

      Usuń
  14. Teatr uwielbiam. Zarówno ten tradycyjny jak i modne w lecie spektakle pod chmurką, które zupełnie są darmową formą rozrywki często jakością w ogóle nie odbiegająca od tradycyjnego spektaklu. Tak naprawdę do mnie kompletnie nie docierają takie argumenty jak brak pieniędzy, czasu, czy stroju by wybrać się na przedstawienie. To tak naprawdę szukanie dziury w całym. Wystarczą chęci i odrobina wysiłku by móc obcować ze sztuką. Tak naprawdę muzea czy galerie także oferują wiele darmowych wystaw. Wystarczy tylko poszukać i skorzystać z pojawiających się okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niegdysiejsze Teatry Telewizji to świetne sztuki we wspaniałej obsadzie. I wtedy już żadnej wymówki nie było! Ale cóż, skończyły się wraz z misją.
    Masz rację, trzeba próbować, chociaż nie namawiałabym do tego wszystkich.
    Co do dress codu- obowiązuje smart casual, a to jednak wyklucza dżinsy.
    Pozdrawiam tęskniąc za teatrem.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wygląda na to, że chyba nie jestem mieszkańcem cywilizowanego świata. Nigdy nie byłam w teatrze, pewnie dlatego, że u mnie w mieście go nie ma, więc musiałabym jechać do innego miasta, a poza tym istnieje jeszcze kwestia towarzystwa, bo samej raczej mi się nie uśmiecha iść. Może brzmi to jak wymówki, ale tak jest. Liczyłam na to, że załapię się na wycieczkę klasową do teatru, ale nic z tego nie wyszło. Raz mieliśmy w planach pójść na spektakl, ale że sztuka była po węgiersku, zrezygnowaliśmy. Jedynie brałam udział w przedstawieniach odbywających się w moim mieście, gdzie po prostu zapraszali ludzi z danego teatru.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny tekst, wyczerpujący, rzeczowy i rewelacyjnie obaliłaś krążące mity. Ja ostatnio jestem trochę na bakier ze sztuką, ale głównie dlatego, że z dwójką maluszków ciężko wyrwać się czasem nawet do kina:-). Wiem jednak, że to kwestia czasu i kiedy pociechy podrosną, będę nadrabiać:-). Dla mnie teatr to takie spotkanie "oko w oko", które tworzy niesamowitą atmosferę i klimat. Ja wyznaję zasadę, że dla chcącego nic trudnego. Z teatrem i wymówkami to jest też troszkę tak jak generalnie z tematem posiadania pasji, kiedy uważa się, że nie ma się na nią czasu itp. Czas jest, tylko trzeba odpowiednio go zorganizować i spożytkować:-). Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Staram się pójść na jakiś spektakl przynajmniej raz na kwartał. W tym roku z ogromną przyjemnością oglądałam "Jakcyl&Hyde" (polecam!) i "Koguta w rosole". A na tę niedzielę w Teatrze Śląskim w Katowicach mam wykupiony bilet na "Lot nad kukułczym gniazdem" <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och ciekawa jestem jak zostanie przedstawiony ten "Lot nad kukułczym gniazdem"! Może przewidujesz jakąś recenzję na swoim blogu? Bo ja jestem chętna na tak ową ;)

      Usuń
  19. Teatr lubiłem, opery nie znosiłem nigdy. Tęsknię za wyjściami do teatru, ale kilka razy spróbowałem w łódzkich teatrach niestety jest kiepsko lub bardzo kiepsko :(

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak to czasami słyszę od znajomych i rodziny: "Ty i kultura"... Także tego, chyba zostanę w blogosferze :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dokładnie, jak się połknie bakcyle to potem już idzie ;)

    Pozdrowienia z Europy :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Całe szczęście, że mam wielki dystans do siebie. To mnie ratuje przed wszelkimi "padalcami" i innymi "żmijami"...:D

    OdpowiedzUsuń
  23. PS. Napisałam do Ciebie e-mail :) Proszę o szybką odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe