'SMYCZ' - DOBITNIE LECZ Z HUMOREM O LUDZKICH SLABOSCIACH

11:53


Jak już wielokrotnie wspominałam rok 2016 ogłosiłam rokiem osobistego, rozwoju kulturalnego. Jego jałowy w tej kwestii poprzednik nie spisał się najlepiej i przy końcowym podsumowaniu pustki w kategorii kulturalnej zawstydzająco mieniły się wśród innych zapisków. Nie wszyscy preferują spędzanie sobotnich wieczorów w teatrze aczkolwiek dla mnie jest to najwyższa forma relaksu połączonego z poszukiwaniem inspiracji. Smycz w reżyserii Natalii Korczakowskiej chciałam zobaczyć już dawno, ale było tak wiele ważnych spraw siedzących na  moich barkach i chcących wejść na czubek głowy, że wizyta w teatrze zawsze była zmuszona  czemuś ustąpić. Na szczęście od czego są przyjaciele i ich moc motywacji! W zeszłą sobotę zostawiając cały "plan działania" z dala od sceny kameralnej mogłam w końcu zobaczyć intrygujący mnie spektakl.
  
Smycz wyreżyserowana przez Natalię Korczakowską to spektakl wyjątkowy bowiem blisko osiem postaci gra wyłącznie jeden aktor - fenomenalny Bartosz Porczyk, który od 2006 roku związany jest z Teatrem Polskim we Wrocławiu. Przedstawienie zainspirowane było piosenką zespołu Maanam pt. Smycz. Według opisu tytuł spektaklu ma symbolizować zniewolenie współczesnego człowieka po przez jego uzależnienia. Jednakże dla mnie jako odbiorcy była to raczej opowieść o ludzkiej słabości wobec przeróżnych pokus, a także samego świata. Być może te dwa wyjaśnienia brzmią podobnie, ale sprawne oko (a może powinnam użyć słowa: dusza?) wyczuje różnicę. 

Spektakl rozpoczyna trudny do interpretacji monolog, który mnie osobiście przeraził, a konkretnie przypuszczenie, że całość okaże się równie zawiła. Jednak w niedługim czasie rozpoczyna się akcja i żywa, bardzo emocjonalna gra. Aktor w zaskakującym tempie wciela się w kolejne postacie i nie opuszczając sceny zmienia swoją charakterystykę. Począwszy od cwaniakowatego włamywacza przez pracoholika, klienta sklepu, niezbyt lotnego partnera, zakochanego nastolatka, aż do człowieka-małpy, surowego księdza, na zabawnej prostytutce poprzestając. Ta niesamowita ewolucja postaci wprawia człowieka w pewnego rodzaju pozytywne zagubienie i oczekiwanie na dalszą reakcję. Bartosz Porczyk w rewelacyjny sposób wcielił się w każdego z bohaterów i na próżno było szukać poprzedników w nowym charakterze. Aktor grał całym sobą: głosem, ciałem, twarzą, a nawet oczami! Pierwszy raz w życiu widziałam na scenie taką emocjonalność. Dodatkowo spektakl przyozdobiono wieloma kultowymi piosenkami, które Bartosz Porczyk zaśpiewał równie fenomenalnie. Człowiek renesansu chciałoby się rzec. Ponadto kilkakrotnie zdarzyło się, że aktor wtrącał wypowiedzi nie pojawiające się w scenariuszu co mogliśmy dostrzec dzięki angielskim napisom wyświetlanym we wnętrzu sceny. Każde wtrącenie zostało docenione przez publikę bowiem trudno było przejść obojętnie wobec dowcipnych  dodatków.

Tego typu spektakl wymaga wybrania swojego faworyta nie wśród aktorów, a bohaterów. Moim zdecydowanym ulubieńcem okazała się trudniąca w prostytucji Margaret. Była to już ostatnia i zarazem najzabawniejsza z postaci. Przyznaję, że biegający po scenie w kilkunastocentymetrowych szpilkach aktor zawstydziłby niejedną kobietę obecną na sali. Jednakże wybrałam ten fragment nie tylko ze względu na humor, ale emocjonalny kontrast jaki zafundowali widzom twórcy. Zabawne, przepełnione śmiechem sceny zostały zestawione z tragicznym wyznaniem z życia Margaret. Na sali zapadła głucha, bolesna cisza zupełnie jakby historia wydarzyła się naprawdę. Przez dobre kilka minut widownia nie ośmieliła zaśmiać się nawet na naprawdę dowcipnej wypowiedzi. A spektakl powoli dobiegał już końca i pewnie nie zaskoczę Was mówiąc, że zwieńczyły go owacje na stojąco...

Reasumując Smycz była jednym z lepszych spektakli jakie miałam okazję zobaczyć w swoim życiu. Niezwykle zabawny, inteligenty i emocjonalny spektakl przepełniony inspirującymi sentencjami dopieszczony rewelacyjną grą aktorską i muzyką na wysokim poziomie. Jeśli tylko macie okazję obejrzeć tę perełkę Teatru Polskiego gorąco Was do tego zachęcam.

Fotografia we wpisie: wykonane przy pomocy strony Canva


You Might Also Like

0 komentarze

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe