'WIELKA MAGIA' CZYLI PRZEPIS NA KREATYWNOSC

16:19


Choć całym sercem kocham stronę, którą tworzę wspólnie z Wami, to czasem nie mogę oprzeć się pokusie bycia offline. Miło jest mieć możliwość zlekceważenia internetowych obowiązków i pożyć trochę w realnym świecie. Niestety albo na szczęście bloggerskie uzależnienie zapędza mnie do pisania szybciej niż by sobie tego życzył mój wewnętrzny leniwiec. Kilka ostatnich dni spędzonych w Rzymie pozwoliło mi na maksymalny relaks dzięki czemu wracam do Was z zapasem energii i inspiracji. Dlatego dziś weźmiemy na tapetę książkę, której celem samym w sobie jest obudzenie w czytelniku kreatywności, odwagi i wspomnianej inspiracji do artystycznego rzemiosła z naciskiem na kunszt pisarza. Jeśli interesuje Was ta tematyka zapraszam do dalszej części posta.

Książka Elizabeth Gilbert wpadła w moje ręce przypadkiem, który wiązał się z tradycją grudniowych mikołajek. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Wielkiej magiico jest zaskakujące zważywszy na popularność tej pozycji w gronie bloggerów. Niewiedza dodatkowo podsycała moją ciekawość toteż z przyjemnością zasiadłam do lektury. Opis znajdujący się na tyle nietuzinkowej okładki zapewnia czytelnika o oryginalności i pomysłowości dzieła, które powinno okazać się idealnym dla wszystkich poszukiwaczy inspiracji, kreatywności i pasji w życiu codziennym. Dodatkowo książka reklamowana jest jako kolejny hit autorki superbestsellera Jedź, módl się, kochaj (który mam nadzieję niedługo przeczytać). Pozytywnej opinii o lekturze nie poszczędził również Harper's Bazaar. Zapowiadała się naprawdę dobra pozycja. A jak było naprawdę? Już zmierzam do sedna. 

Choć swoją przygodę z Wielką magią zakończyłam niecały miesiąc temu już dostrzegam wyraźne braki w pamięci dotyczące samej fabuły. Trudno jednoznacznie określić o czym rozprawiała książka. Na dobrą sprawę był to zbiór artykułów zawierających przemyślenia autorki na temat pracy twórczej. Lektura została podzielona na sześć części: odwaga, czary, pozwolenie, wytrwałość, zaufanie i boskość. Wielką magię rozpoczyna krótka historia życia mało znanego poety Jacka Gilbera. Autorka wspomina o twórcy, ponieważ nie dość, że oboje nosili to samo nazwisko, to jeszcze pracowali dokładnie na tej samej uczelni, dokładnie na tym samym wydziale, dokładnie na tym samym stanowisku, które Elizabeth objęła właśnie po odejściu Jacka. Tych dwoje nigdy nie miało okazji poznać się osobiście bowiem pan Gilbert zmarł w 2012 roku. Mimo to autorka była zafascynowana twórczością i opowieściami o poecie, jego oryginalnym podejściu do kwestii kreatywnego pisania. Studenci wspominali, że była to osoba żyjąca w ciągłym zachwycie, która nie uczyła jak pisać, lecz dlaczego warto to robić.

Po tej krótkiej opowieści autorka zmierza do przedstawienia się, pokrótce opowiada o sobie, o tym jak bardzo zalęknionym dzieckiem była niegdyś, definiuje pojęcie twórczego życia i zaczyna wchodzić w rejony sarkazmu. Przede wszystkim wymienia najrozmaitsze powody, dla których ludzie nie tworzą. Znalazła się tu też moja zmora: "Boisz się, że jesteś zbyt młody, żeby zacząć". Były powody zrozumiałe jak obawa o talent, odbiór czy brak dyscypliny, ale również te mające się nijak do kreatywności, na przykład strach, że ma się zbyt dużą nadwagę, aby tworzyć (ani autorka ani ja nie możemy pojąć, tego zjawiska aczkolwiek jak się okazało bywa to przeszkodą dla wielu). Następnym krokiem pisarki było delikatne wyśmianie wszystkich stereotypowych artystów, uskarżających się na swój trudny żywot. Przytoczyła tu wiele trafnych przykładów, w tym słowa jednego z pisarzy, który podczas spotkania autorskiego doradził swemu niezadowolonemu z braku sławy odbiorcy, by ten skończył z pisaniem skoro okazało się być męką.

W dalszej części książki autorka dzieli się z czytelnikami własną koncepcją na  temat weny. Według niej dobre pomysły przychodzą do nas same, więc kiedy my nie chcemy dać im opieki szukają nowego żywiciela, właśnie dlatego tak wiele dzieł jest do siebie podobnych mimo, że ujrzały światło dzienne w tym samym lub podobnym czasie. Tu autorka przytacza historię własnej  powieści rozgrywającej się w brazylijskiej dżungli, którą zaniedbała, a następnie usłyszała niemalże identyczną opowieść od swojej koleżanki również pisarki nie mającej dostępu do jej notatek. Gilbert wspominała także o wielu zarzutach wobec niej samej, jakoby książka Jedz, módl się, kochaj miała być napisana na podstawie cudzej historii. Swoją drogą to naprawdę fascynujące zjawisko. Z Wielkiej magii dowiadujemy się również, że autorka uważa kreatywność i przypływ pomysłów za dar, dar, który należy pielęgnować, uwodzić, dbać i zawsze dziękować za jego obecność.  Pokrótce według autorki tworzenie dla sławy i pieniędzy nie ma sensu, bo kluczem jest czerpanie przyjemności z procesu powstawania.

Muszę przyznać, że wyjątkowo ciężko jest mi ustosunkować się do tej pozycji. Sama koncepcja jak najbardziej  trafiona, lekkiego i zręcznego pióra również nie można odmówić autorce, a jednak momentami czułam, że książce czegoś brakuje. Powagi? Myślę, że to całkiem dobre określenie. O ile na początku autorka sypie sarkazmem i dobrym humorem o tyle im dalej tym treść robi się coraz bardziej infantylna. Wyjątkowo drażniło mnie nieustanne powtarzanie jak wielkim darem jest kreatywności i czego to nie trzeba robić by ją przy sobie utrzymać. Dajmy na to; ubierz się najpiękniej jak to możliwe, umaluj i w ten sposób uwodź swoją inspirację... O ile nie jest nią człowiek, ciężko mi sobie wyobrazić cały proces. Ponadto autorka usilnie przekonuje nas, że tę książkę pisze głównie dla siebie, a to, że inni ją przeczytają to tylko dodatek, w co naprawdę trudno mi uwierzyć. Uznajmy, że książka była dobra tak mniej więcej do połowy, później innymi słowami i zdaniami otrzymujemy dokładnie to samo co mogliśmy przeczytać wcześniej. Niestety odnoszę wrażenie, że jest to trochę pisanie dla samego pisania i ten temat można byłoby rozpracować nieco lepiej. Po obejrzeniu filmu Jedz, módl się, kochaj byłam przekonana o niezwykłej dojrzałości Elizabeth, zaś Wielka magia pozostawiła  mnie w stanie  pewnego skonfundowania. Nie mniej jednak samo czytanie dostarcza wiele przyjemności, pozycja prosta w odbiorze, momentami zagrzewająca do działania, po prostu miła lektura na wolniejsze popołudnie. Oczekiwałam czegoś innego aczkolwiek przy książce mogłam się naprawdę zrelaksować. Polecam przetestować samemu.

Fotografia we wpisie: wykonana przy pomocy strony Canva



You Might Also Like

35 komentarze

  1. Ciekawi mnie ta książka od dłuższego czasu, ale jakoś ciągle mi umyka na rzecz innych pozycji w księgarniach...
    Jednakże coś podejrzewam, że nie trafi w moje ręce, wolę bardziej rzeczowe książki. Chyba, że tak jak Ty - dostałabym ją w prezencie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie znam, film na podstawie wcześniejszej widziałam i książkę czytałam. Jedno i drugie świetne, chociaż Julia Roberts w roli głównej średnio mi pasowała, nie powinnam czytać , a potem oglądać...
    Pozycja, o której piszesz zawiera wiele istotnych porad, a pisanie dla siebie też się pewnie zdarza, co widać gdy czyta się niektóre książki.
    Jeśli potraktować ją jako poradnik, to myślę, że zawsze możemy wybrać coś dla siebie i zastanowić się co możemy zmienić, a to już dużo...
    Co do uwodzenia inspiracji: rozumiem to jako próbę wejścia w rolę, każdy z nas odgrywa w życiu jakieś role - matki, kochanki, uczennicy, pielęgniarki, zakonnicy. Jeśli na co dzień jestem szarą myszą w wygodnych butach, to ubierając czerwoną sukienkę i szpilki mogę poczuć się inaczej, a nuż wstąpi we mnie nowy duch i wymyślę coś zaskakującego?
    Wniosek: książka jednak coś w sobie ma, skoro sprowokowała dyskusje...
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie książki! Muszę ją kupić! No i ta okładka! No po prostu boska!

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam tą książkę w księgarni i zainteresowała mnie okładka. Po przeczytaniu o czym jest odłożyłam ją, ponieważ nie przepadam za poradnikami. Po Twojej recenzji nie żałuję, niczym by mnie pewnie nie zaskoczyła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wygląda mi to tak trochę na "motywator" a od takich książek po prostu uciekam. Podobnie jak od romansideł... i obyczajówek, ale już mniejsza o to. Po prostu, jeśli mam sięgnąć po coś do "kształcenia się" o wiele bardziej przekonują mnie osoby, które osiągnęły coś w dziedzinach filozofii, ekonomii... no, psychologii już nieco mniej :) W takich pierwszych lepszych osobach nie widzę po prostu autorytetu, a to ich szukam, gdy chcę się czegoś dowiedzieć, czy wyrobić sobie poglądy.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam ochote przeczytać na początku posta. Przeszło mi po tym, jak miałabym sie ubrać by uwodzić moją kreatywność :p choć na te pierwszą połowe mogłabym sie skusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym momencie miałam wielką ochotę pożegnać się z książką aczkolwiek nie lubię zostawiać niedoczytanych pozycji ;)

      Usuń
  7. Nie słyszałam wcześniej o tej książce i po przeczytaniu pierwszych akapitów Twojej recenzji byłam mocno zaintrygowana, szkoda, że okazało się, że tytuł nie jest tak ciekawy na jaki się zapowiadał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tylko na chwilę człowiek odejdzie od komputera, bo się innymi sprawami musi zająć, a tu widzę koleżanka zdążyła do Rzymu pojechać i wrócić zanim mojego posta z praktycznymi wskazówkami wrzuciłam :D! Zazdroszczę wyjazdu, chętnie bym znów wyskoczyła do tego magicznego miasta, choćby na weekend :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, miałam przez chwilę mała obawę, że to kolejna książka ze stajni "zniszcz ten dziennik" ostatnio natworzylo sie tego tyle, ze aż mi bardzo źle gdy widzę kolejne tego typu twory... Ale widac, ze książka może być ciekawa... z racji tego że sama ostatnio popełniłam post i wenie i inspiracji mniej więcej wiem, ze ta książka by mi się przydała, liczę ze ktoś może sprawi mi ja jako prezent ;)

      Usuń
  9. Czytałam książkę tej autorki, Jedz, módl się i kochaj i byłam nią zachwycona :)
    O tej książce jeszcze nie słyszałam, ale brzmi bardzo zachęcająco.

    Ale super miałaś wyjazd, nic tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie muszę przeczytać "Jedz, módl się, kocha", ostatnio widziałam film i byłam oczarowana zwłaszcza tą włoską częścią mam nadzieję, że książka okaże się równie piękna :)

      Usuń
  10. Okładka jest niezwykle ciekawa i czarująca, taka "magia kolorów" :) nie czytałam książki i sama już nie wiem czy po nią sięgnąć. Bardzo lubię recenzje książek, bo można trafić na prawdziwe perłki. Tutaj zapowiadało się świetnie, ale koniec końców szkoda, że książka okazała się być niczym szczególnym.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale po przeczytaniu Twojej recenzji wiem, że chcę ją mieć! Mam tyle wymówek przeciw.. choćby nawet myśleniu o spełnieniu najskrytszego marzenia napisania książki, że Wielka magia to chyba lektura przeznaczona dla mnie. Troszkę tym infantylizmem autorki, który kłuje w oczy mnie odstraszasz, ale i tak mam ochotę przekonać się na własnej skórze "co między kartkami piszczy".

    Pozdrowienia z Po drugiej stronie książki od Książniczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie daje mi spokoju myśl o tej książce!

      + obserwuję ;)

      Usuń
  12. Kurczę, szczerze? Brzmi trochę jak te standardowe motywacyjne dyrdymały. ''Rób to co kochasz i rusz dupę!'' Okładka rzeczywiście całkiem zachęcająca, ale czy zdobędę się na lekturę. Zostaję tutaj na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kreatywność jest dzisiaj nadużywanym słowem. Zaciekawiłaś mnie opisem, szkoda tylko, że w miarę czytania autorka pisze infantylnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie czytałam Jedz, módl się, kochaj, ani nie widziałam filmu. Z tego, co kojarzę, to jest to historia o szukaniu siebie i dążeniu do równowagi. A przynajmniej tyle kojarzę z trailera.
    Nie wiem, czy miałam kiedykolwiek okazję poznać twórczość Elizabeth Gilbert, bo, o ile nie czytam książki dobrze znanego mi autora, albo książka wyjątkowo mnie nie poruszy, rzadko zwracam na to uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna recenzja, zaintrygowałaś mnie tą pozycją :) Być może sięgną po nią na wakacjach :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    www.evelinebison.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. "Jedz, módl się i kochaj" było bardzo inspirujące. Tę pewnie też przeczytam, choć nie będę sobie po niej wiele obiecywać.

    OdpowiedzUsuń
  17. dobrze wiedziec, ze nie tylko ja mam problem z pamietaniem fabuly ksiazki po jakims czasie ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Z Twojej recenzji wynika, że jest to książka napisana w stylu typowo amerykańskim. Oni, niestety już tak mają, że każdą sensowną treść muszą opakować w różne "ochy" "achy" i odwołania do Boga. Ciężko z tego wyłuskać, to co naprawdę ważne i istotne. Wiele amerykańskich książek, które porywają na początku, w końcówce bardzo się psują. Bardziej fascynują mnie książki, które są oparte na badaniach, a nie na jednostkowych przeżyciach, więc Gilbert nie czytałem, ale sądzę, że dla wielu może być źródłem inspiracji.

    OdpowiedzUsuń
  19. Przyznam się bez bicia, że pierwszy raz o pozycji słyszę :3 Okładka i tytuł zachęcają niezmiernie do sięgnięcia po książkę, ale kiedy wczytałam się w fabułę... Hmm, że tak powiem miałam wrażenie, że autorka chce nam narzucić własną koncepcję pisarstwa. Spodobała mi się natomiast jej teoria "weny", jako swojego rodzaju olśnienia, nawiedzającego różnych ludzi i szukającego u nich spełnienia :) Teoretycznie od poradników trzymam się z daleka, jednak to nie jest typowy poradnik, prawda? :) Może i warto przeczytać, może i kiedyś to zrobię, jeśli napatoczy mi się do rąk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm ja bym ją bardziej sklasyfikowała jako zbiór artykułów niż poradnik, który bądź co bądź naprawdę dobrze się czytało ;)

      Usuń
  20. Nie miałam okazji przeczytać, ale przyciągnęło mnie tutaj to pierwsze zdjęcie. Świetne!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam mieszane uczucia co do Elizabeth Gilbert. O ile jej "Jedź, módl się, kochaj" i "Botanika duszy" bardzo mi się podobały, o tyle już "I że Cię nie opuszczę, czyli love story" było w moim odczuciu totalną klapą. Tym bardziej jestem ciekawa "Wielkiej magii" - czy autorka znów zachwyci, czy też rozczaruje. PS. Zachwyciła mnie za to na pewno szata graficzna Twojego bloga i wstawiane przez Ciebie kolorowe zdjęcia. Zostaję fanem i będę Cię często odwiedzać. Pozdrawiam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie mi miło i zapraszam :))

      Usuń
    2. Dziękuję, na pewno nie raz jeszcze skorzystam z zaproszenia. :-))

      Usuń
  22. Hm... Odnoszę się sceptycznie do poradników, bo często są one pisane przez osoby, które tak naprawdę średnio wiedzą, co mogły by człowiekowi poradzić. Niemniej jednak niektóre słowa tej pisarki, te które przetoczyłaś (sama bowiem tej książki nie czytałam) są naprawdę celne, szkoda tylko, że powtarzała je do znudzenia. Moja polonistka zawsze się denerwuje, jak ktoś "leje wodę" i nie skupia się na konkretach.
    Jako początkujący gryzipiórek mam problem typu "to nie ma sensu, bo co tworzyć opowiadania bez jakiegoś przesłania?" przy czym uwielbiam pisać takie właśnie absurdalne twory, w rezultacie nie piszę nic. Potem jest jeszcze "aj. aj. To tak kiepsko brzmi. Poprawię, poprawię, usunę" i nic nie posuwa się do przodu, ech! Nie czuję jednak potrzeby, by sięgać po taki poradnik skoro, jak mówisz, denerwuje czytelnika.

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    PS. Robisz bardzo zacne zdjęcia książek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)

      Chyba każda polonistka cierpi widząc naciągane historie. Pamiętam, że moja nauczycielka polskiego z gimnazjum pisała ludziom na kartce H2O jako znaj tej lejącej wody ;)

      Usuń
  23. Ja co prawda nie przepadam za takiego typu książkami, ale na ten tytuł z przyjemnością bym się skusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Zgaszam się, dobrze się czasem wyłączyć :) Niestety nie czytałam żadnej książki tej autorki. Jak nadrobię zaległości, postaram się zaznajomić :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Chyba lektura na razie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Pierwsze zdanie to totalnie ja, haha! Dla mnie jednak to życie "normalne" często wygrywa, a nie chcę się zmuszać do pisania niczego. No cóż, najwyżej nie będę nigdy znaną blogerką :)
    Książki "Jedz, módl się, kochaj" nie czytałam - za to oglądałam film i całkiem dobrze mi się go oglądało. Niestety "Wielka magia" średnio do mnie przemawia, nie jestem wielką fanką takich książek. Chociaż kto wie, może gdybym ją przejrzała, coś by mnie olśniło? Jak będę w Empiku, zerknę na to wydanie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Byłam rocznikiem maturalnym, na którym jeszcze pisało się 'referat' na jakiś temat i mówiło się o tym na ustnym polskim. Miałam temat o literaturze feministycznej i jedną z książek, które omawiałam z tym kontekście, była "Jedz, módl się, kochaj". Polecam, nie jest jakimś arcydziełem, ale przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe