"GRIMM: CZARNY SNIEG" - SZTUKA, W KTORAWPISANE JEST ZAGUBIENIE

11:18



Dziś zapraszam Was na wyjątkowy, dla mnie wręcz dziewiczy post. Zasłużył on sobie na te znaczące epitety z prostej przyczyny, że nigdy wcześniej nie miałam okazji recenzować sztuki teatralnej. Dlatego za nim przejdę do meritum pragnę prosić Was o wyrozumiałość. Jak dotąd nie znalazłam sposobności, aby poruszyć na blogu temat teatru. Wspominałam już, że rok 2015 był dla mnie niezwykle jałowy w kwestii poszerzania horyzontów kulturalno-poglądowych. Nie chcąc powielać dotychczasowych błędów tym razem już na samym początku postanowiłam zatroszczyć się o swój rozwój kulturalny kupując bilety do teatru. W podjęciu decyzji pomógł mi intrygujący afisz  teatralny, dzięki któremu zagłębiłam się w opis fabuły, a ta wydała się niezwykle fascynująca.
  
Spektakl Grimm: czarny śnieg w reżyserii Łukasza Twarkowskiego miałam okazję obejrzeć w Teatrze Polskim we Wrocławiu przy ulicy Zapolskiej. To inspirujące miejsce okazało się być idealnym do przeżywania emocji jakie zafundowała widzom sztuka. Ciężko jednoznacznie określić o czym rozprawiał spektakl, nie posiadał konkretnej fabuły, a postacie były sobie zarówno bliskie jak i dalekie. Na stronie Teatru Polskiego możemy przeczytać, że sztuka posiłkując się baśniami braci Grimm opowie nam o współczesnych demonach, dorastaniu, lęku i bólu jaki każdy z nas w sobie nosi. Już na samym wstępie storytellerka (w tej roli fenomenalna Krzesisława Dubielówna) zapowiada widzom, iż każdy z nich będzie w stanie odnaleźć siebie w prezentowanej historii. Faktycznie tak się dzieje.

Co ciekawe twórcy zaskakują nas nie tylko niebanalną fabułą, ale także rewelacyjną scenografią łącząc żywą grę z filmem. Ci sami aktorzy ukazują się nam w wielkim półkolu na kształt lustra, które znienacka zjawia się na scenie. Siedzą w kuchni w przedziwnych plastikowych maskach. Dwie osoby trzymają w ręce smartfony - jedna przygląda się małpie jedzącej banana, druga zaś skomplikowanym obliczeniom matematycznym, wspaniale ze sobą kontrastują, nadal siedzą niewzruszeni otoczeniem. Mężczyzna z kobietą ruszają w stronę piekarnika, żegnają się i drzwiczkami wchodzą w jego wnętrze. Pojawiają się na scenie w płynny sposób zupełnie jakby naprawdę wyszli z pieca. Spektakl rozpoczyna nagość. Nagi, młody mężczyzna i naga, młoda kobieta "tarzają" się po scenie do czasu aż ona znajdzie się w szklanej trumnie, aby przespać sto lat - świat zdoła się zmienić lecz kobieta pozostanie taka sama. W sztuce pojawia się doskonałe zestawienie dwóch związków. Pierwszy, płomienny, zmysłowy oparty głównie na cielesności pomiędzy dwojgiem młodych osób. Drugi zaś stanowi para (może małżeństwo) w średnim wieku. Nie umiejący żyć ze sobą i bez siebie, zupełnie ostudzony związek, pozbawiony wszelkiego romansu. Dowiadujemy się, że straszy mężczyzna jest ojcem młodszego. Chłopak oskarża go o nieudolność się w roli rodzica lecz do  starszego mężczyzny nic nie dociera. Syn wielokrotnie zarzuca ojcu, iż ten nie nauczył go jak się bić. Wnioskuję, iż była to alegoria całej relacji ojciec-syn. To właśnie w tej konwersacji pada moje ulubione stwierdzenie brzmiące mniej więcej tak: "Też chciałbym nazywać metaforą wszystko to co mi nie pasuje". Ojciec dużo wie. Sypie barwnymi anegdotami i ogólnie rzecz ujmując, talentem kaznodziejskim osłania się przed uzewnętrznieniem prawdziwych uczuć. Ponadto w sztuce pojawia się także wątek chorej, braterskiej relacji - plątanina złości, wyrzutu, zazdrości, ale także pokręconej miłości.

Spektakl opowiada o wszystkim. Wytyka nam brak umiejętności wykorzystania chwili szczęścia, usilne pragnienie, aby pozostać takim samym w nadziei, że to świat ulegnie zmianie, związki przechodzące od cielesności do obojętności, chore relacje z najbliższymi, zazdrość, chęć wejścia w cudze ciało. Storytellerka miała rację. Ktoś zajrzał nam do głów i wyjął z nich wszelkie brudy, które usilnie chowamy łudząc się, że należą tylko do nas. Prawdę mówiąc po wyjściu z teatru czułam się sobą lekko załamana, sądziłam, że nie zrozumiałam sensu spektaklu i marny ze mnie odbiorca. Z ulgą przyjęłam, więc fakt, że nie ja jedyna miałam podobne odczucia. Z czasem przetwarzając wszystko w głowie utworzyłam swój własny sens. I chyba właśnie o to chodziło, aby widz samodzielnie wydedukował jaki przekaz niosła za sobą sztuka. Spektakl opisałabym jako nowatorski, trochę abstrakcyjny i na pewno inspirujący. Serdecznie polecam go osobom lubiącym sztukę nieoczywistą i zakręconą. Na pewno warta uwagi.

Fotografia we wpisie: wykonane przy pomocy strony Canva




You Might Also Like

23 komentarze

  1. Uwielbiam teatr! Kiedyś stale w nim gościłam. Ostatnimi laty zaniedbałam się jednak pod tym kątem. Ale nic to! Również postanowiłam to zmienić i w sobotę ruszam Do Teatru Współczesnego w Szczecinie na "Seks dla opornych". Sztuka jest ponoć świetna, koleżanka była już na niej parę razy, także nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tej sztuce i ponoć naprawdę dobra także jestem ciekawa jakie będą wrażenia :))

      Usuń
    2. Pewnie również podzielę się nimi na blogu :)

      Usuń
    3. W pełni potwierdzam fajność! Widziałem co prawda w "Bagateli", ale tamtejszy wariant zapewne nie odbiega zbytnio od szczecińskiego.

      Usuń
    4. Teraz to już w ogóle narobiliście mi apetytu na dzisiejszy wieczór w teatrze :)!

      Usuń
  2. Kiedyś grałam w teatrze. ^^ Ale to jako nastolatka. Poza tym, od tego czasu styczności w ową sztuką nie miałam. A szkoda, bo czytając Twój opis zapragnęłam odwiedzić teatr i to z perspektywy widza. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, taka wizyta mocno inspiruje :)
      Ja z kolei grałam jako dziecko i sumie żałuję, że tak szybko zrezygnowałam

      Usuń
  3. Niestety nie znam, ale myślę, że jeśli spektakl zrobił na tobie wrażenie i miałaś o czym myśleć na długo po obejrzeniu, to bardzo dobrze świadczy o twórcach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam recenzję i muszę powiedzieć, że sztuka wydaje się niezwykle ciekawa. Bardzo lubię teatr, ostatnio też byłam, ale na komedii. Komedie sytuacyjne i taki rodzaj humoru w teatrze uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swoim wpisem przypomniałaś mi, że nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w teatrze, trzeba to zmienić ;) A co do tej sztuki to brzmi naprawdę ciekawie, dalej ją grają we Wrocławiu? :)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Całe wieki nie byłam w amfiteatrze. Chętnie bym się odchamiła.
    + Zgadzam się. Wszystkie inne - Garniery szczególnie i te biedronkowe z BeBeauty strasznie podrażniał moją cerę. Aż miałam ranki na powiekach! oO

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedstawienie teatralne tak samo jak operowe to niesamowite przeżycie, niestety nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na sztuce :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam musicale ;) Teatr ROMA w Warszawie jest dla mnie ulubionym teatrem i mam nadzieję, że uda mi się pójść na 'Mamma Mia" zanim przestaną to grać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam na "Metrze" - świetny musical, bardzo mi się podobał :)

      Usuń
  9. dawno nie byłam w teatrze:(

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję Ci za ten post bo przypomniałaś mi ostatnią wizytę w teatrze, która była zdecydowanie zbyt dawno temu! Muszę się koniecznie niebawem wybrać na jakąś sztukę, może podsunę mojemu chłopakowi pomysł na drobny prezent na walentynki albo inną okazję, bo fajnie poszerzać kulturowe horyzonty, jeszcze fajniej robić to z kimś bliskim! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w teatrze, chyba w liceum... Trochę głupio ;) Tłumaczę się że nie mam z kim.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niw byłam w teatrze, dlatego trudno mi powiedzieć, czy lubię nieoczywiste spektakle, bo po prostu tego nie wiem. Jednak z chęcią bym się wybrała, choćby po to, aby przekonać się czy mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  13. Dawno nie byłam w teatrze, ale lubię tam chodzić i jestem ciekawa tej zaskakującej sztuki. ;]

    OdpowiedzUsuń
  14. Idąc na studia przeprowadziłam się do większego miasta, miałam wtedy nadzieję, iż ubogacę moje życie kulturalne. No i jak do tej się nie udało:( czas wziąć się za siebie

    OdpowiedzUsuń
  15. Teatr to magia! Po prostu.
    Uwielbiam wszelkie nawiązania do baśni w popkulturze. Serio. Nawet te freudowskie analizy. Co do sztuki, o której piszesz - nie widziałam jej i mówiąc absolutnie szczerze, być może nawet: zbyt szczerze, mam wrażenie, że mogłaby mi się nie spodobać, a przynajmniej nie spodobać tak bardzo. Jestem bowiem bardzo wybredna i choć uwielbiam zamierzoną groteskę, niezamierzona jest dla mnie tylko powodem do śmiechu. A takie właśnie nieoczywiste spektakle zawsze balansują na cienkiej granicy między głębią a zbędnym patosem (matko, ile ja razy już używałam tego zwrotu w różnych rozmowach :D). A mnie ten właśnie zbędny patos zawsze razi. Choć, jak już mówiłam, nie widziałam tej sztuki, więc w sumie nie powinnam się wypowiadać, ale czasem lubię się powymądrzać :P
    Czy ten komentarz wychodzi bardzo narcystycznie?
    Dziękuję za miłe słowa w Otchłani i życzę jeszcze więcej teatru :D
    Chwała!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  16. W Teatrze byłam zaledwie raz, ale na chciałbym jeszcze kiedyś wybrać i pewnie będę mieć taką możliwość :)

    A co do spektaklu musiał być bardzo wyjątkowy i niepowtarzalny :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe