'POWIEDZ WILKOM, ZE JESTEM W DOMU' - OPOWIESC, KTORA POTRAFI ZATRZYMAC CZAS

14:17



Wizyty w księgarni dzielą się na dwie kategorie; kiedy usilnie i bezskutecznie usiłujesz znaleźć coś co choć trochę zdoła cię zainteresować oraz gdy jakaś pozycja przywoła cię do siebie, a potem zawładnie twoimi myślami na dobre - właśnie tak było w przypadku Powiedz wilkom, że jestem w domu. Tytuł brzmiał interesująco, okładka przyciągała wzrok, a opis na odwrocie zapowiadał naprawdę niezwykłą historię. Książkę kupiłam w wersji elektronicznej, przeleżała na moim czytniku dobre kilka miesięcy, gdyż  cały czas wydawało mi się, że mój obecny nastrój nie jest godny tej opowieści. Aż w końcu któregoś z jesiennych wieczorów otworzyłam plik i przepadłam do reszty. Od czasów Szukając Alaski, żadna książka nie doprowadziła moich myśli do tak dzikiej, przepełnionej zrozumieniem i zarazem żalem gonitwy.

Historia rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych u schyłku zimy lat osiemdziesiątych XX kiedy AIDS stanowi temat tabu. Czternastoletnia June Elbus nierozumiana przez rówieśników i najbliższą rodzinę większość czasu spędza z wyjątkowym w jej mniemaniu  artystą - wujkiem Finnem. Niestety mężczyzna od dłuższego czasu choruje na AIDS, a jego dni na ziemi są policzone. Wydaje się, że tylko młoda June nie traktuje choroby jak i jej nosiciela z podświadomą odrazą. Niesamowita przyjaźń  (granicząca z niepoprawną miłością ze strony czternastolatki) jaka nawiązuje się pomiędzy dwojgiem bohaterów zostaje przerwa w dniu, w którym choroba odbiera Finnowi życie. Kilka dni później kiedy rozpacz dziewczyny sięga zenitu odnajduje ją nijaki Toby, chłopak jej zmarłego wujka. June nigdy wcześniej nie słyszała o "specjalnym przyjacielu" Finna (jak mieli w zwyczaju nazywać go rodzice czternastolatki; słowo "gej"  nie przechodziło im przez usta) znienawidzonym przez resztę rodziny ze względów ideologicznych. Wszyscy bowiem sądzili, że to właśnie on zaraził ich bliskiego wirusem HIV. Początkowo nieufna June z każdym, kolejnym spotkaniem poddaje się więzi, która szybko wytwarza się pomiędzy nią a Tobym. Więzi, tak samo niesamowitej jak w przypadku Fina, którą również zechce przerwać śmierć jaką niesie z sobą AIDS.

Książka porusza bardzo kontrowersyjne kwestie. Choć w dzisiejszych czasach nikogo nie dziwią związki homoseksualne, wzrosła także świadomość tego, że zarażenie wirusem HIV nie jest możliwe poprzez samo przebywanie z osobą chorą, to jednak nadal spory odsetek społeczeństwa ma problem z akceptacją wyżej wymienionych. Dlatego zanim zasiadłam do lektury byłam bardzo ciekawa jakie opinie krążą w internecie, czy tak poważne tematy nie okażą się zbyt trudne dla debiutu literackiego. Nic bardziej mylnego. Książka w żaden sposób nie wymusza na czytelniku tolerancji, jedynie uczy zrozumienia i akceptacji dla odmienności. Myślę, że podstawową lekcją jaką należało wynieść z całej historii to fakt, że ocenienie nieznajomego człowieka może okazać się ogromnym błędem, bowiem puste informacje nie posiadające twarzy nie mogą się równać ze szczerą rozmową. Przyznaję, że ta właśnie nauka niesamowicie mnie oczarowała. Jak do tej pory nie spotkałam się z książką, która przekazałaby tak banalną prawdę w piękny, wręcz magiczny sposób. Ale Powiedz wilkom, że jestem w domu porusza także wiele innych, ważnych tematów jak relacje rodzeństwa, zakazana miłość, prawdziwa przyjaźń, utracone szanse, ambicje rodziców przelewane na dzieci, a także umiejętność radzenia sobie ze śmiercią bliskich. Wszystko to zostało opisane rewelacyjnym językiem adekwatnym do tematu, ale nadal bardzo lekkim i przystępnym. Książkę czyta się w zaskakującym tempie i choć usilnie próbowałam przedłużyć czas spędzony z June i Tobym, ciągle wygrywała ze mną zwykła, ludzka ciekawość.

Na początku posta wspomniałam, że od czasów Szukając Alaski żadna książka nie chwyciła mnie za serce do tego stopnia. A dziś stwierdzam, że powieść Johna Greena będzie musiała ustąpić miejsca w rankingu magicznych książek Powiedz wilkom, że jestem w domu. Gorąco Wam polecam tę pozycję! 

Fotografia we wpisie: kolekcja własna



You Might Also Like

6 komentarze

  1. Niestety nie czytałam :( Ale jeśli chodzi o księgarnie, to lubię właśnie chodzić i szukać książki, która mnie do siebie przyciągnie ;) I ten zapach nowych książek...;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie bardzo tą książką. A skoro już w tym temacie, widziałaś film "Dallas Buyers Club"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, ale już kilkakrotnie spotkałam się z dobrymi opiniami na jej temat. Idą święta, chyba to dobra okazja, żeby podpowiedzieć, co ewentualnie mogłabym dostać :) Ja z całego serca polecam Białą Wilczycę i Długi film o miłości, zdecydowanie moi ostatni ulubieńcy!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mądre spostrzeżenie. Przyznaję, że ja także momentami żałowałam iż zabrałam się za tak smutną książkę, w końcu życie bywa wystarczająco przygnębiające. Ale mimo wszystko polecam lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję bardzo :) Obie książki gorąco polecam, akurat na ten okres długich, ciemnych wieczorów powinny być idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pod wpływem Twojej recenzji zacząłem dość intensywnie szukać tej książki. Zdobyłem ją w końcu i wciągnąłem się na dobre. Dzięki za polecenie! :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe