W METALOWYM USMIECHU CZYLI JAK SIE PRZYGOTOWAĆ DO ZALOZENIA APARATU ORTODONTYCZNEGO

21:28


Jestem z powrotem! Ostatnio mam straszny problem ze znalezieniem czasu i energii na pisanie postów. Mam nadzieję, że nadchodzące święta zmobilizują mnie do działania i nie popadnę w zimowy marazm. Co się zdarzyło przez ten czas? Na dniach minął rok odkąd moje zęby zostały uwięzione w metalowym uścisku. Długo nosiłam się z zamiarem założenia aparatu ortodontycznego i nieustannie wymyślałam powody przez, które należało opóźnić cały proces. Jak większość dzieciaków pierwotnie nosiłam marną imitację w postaci aparatu wkładanego, który przez siedem lat kuracji nie przyniósł żadnych efektów. W końcu postanowiłam odpuścić, a moi rodzice nie naciskali w kwestii aparatu stałego. Czas leciał, a ja odkładałam decyzję na kolejne lata i dopiero rozpoczęcie nauki w liceum zmotywowało mnie do zrobienia kroku naprzód w stronę lepszej wersji siebie. Jednak zanim zdecydowałam się umówić na pierwszą wizytę u ortodonty przekopałam internet w poszukiwaniu informacji dotyczących całego procesu. Niestety trafiałam głównie na fora sprzed lat albo oferty klinik ortodontycznych. Dlatego przy okazji pierwszej rocznicy postanowiłam zebrać wszystkie ważniejsze informacje, które mogą okazać się pomocne przy zakładaniu aparatu. 

ODPOWIEDNI MOMENT:
Nie odkryję Ameryki jeśli napiszę, że każdy rozumie co innego pod pojęciem "odpowiedni moment" Nie ma sensu robić niczego na siłę i poganiać samego siebie. Na pewno istotną kwestię będzie stanowiło zaplecze finansowe. Aparat ortodontyczny nie jest rzeczą nieosiągalną, ale jednocześnie  nie można uznać go za tanią inwestycję. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że zarówno góra jak i dół wyniosły mnie 1600 zł, czyli cały aparat kosztował 3200 zł. Za każdą wizytę, na której wymieniany jest drut i gumki płacę 100 zł. Odpowiedni moment to jednak nie tylko kwestie finansowe. Nie mam pewności jak sytuacja wygląda dziś, ale jeszcze kilka lat temu do szkół teatralnych nie przyjmowano osobób z aparatami ortodontycznymi. Dlatego jeśli ktoś ma zamiar kształcić się w tym kierunku warto założyć aparat najpóźniej na początku drugiej klasy liceum lub dopiero po zakończeniu studiów. Nie warto robić tego tuż przed świętami, urodzinami, wyjazdem, a przede wszystkim przed ważnym egzaminem. Może się to skończyć zepsuciem tych wspaniałych okazji i z powodu niemożności jedzenia i zawaleniem egzaminu przez ból szczęki, głowy, uszu... W ogóle jeśli istniej taka możliwość warto uzbroić się w aparat przed weekendem bądź zrobić sobie kilka dni wolnego po jego założeniu. 

WYBÓR ORTODONTY:
Wybór ortodonty może okazać się pozornie błahą sprawą. Jest to jednak niezwykle istotna kwestia. Pamiętajmy, że takie wizyty odbywają się raz w miesiącu przez mniej więcej dwa lata i trwają około trzydziestu minut. Nie ma sensu użerać się z niesympatycznym bądź niedelikatnym lekarzem, dlatego jeśli już przy pierwszej wizycie czujecie się niekomfortowo warto odpuścić i szukać dalej. W dobie internetu znalezienie ortodonty nie stanowi żadnego problemu, ale zanim zaczniemy poszukiwania w nieznane warto najpierw zainteresować się osobami z polecenia. Zawsze można  podpytać znajomych noszących aparat albo stomatologa. Ja kontakt do swojego obecnego lekarza otrzymałam od ortodonty, która zajmowała się moimi zębami w dzieciństwie. Bardzo istotną kwestią jest również cennik. Po rozmowach ze znajomymi noszącymi aparat mogę śmiało rzec, że w tej branży istnieją spore rozbieżności cenowe.

PROCES PRZED ZAŁOŻENIEM APARATU:
Nie mam pojęcia jak wygląda "proces przed" w innych miejscach (choć wydaje mi się, że bardzo podobnie), więc opowiem Wam jak było w moim przypadku. Pierwsza wizyta jest można by rzec wizytą zapoznawczą, na której ortodonta orientuje się z czym ma do czynienia. W tym momencie dowiedziałam się między innymi, że jestem posiadaczką szczęki wysokokątowej, a jej leczenie nie należy do najprostszych. Kolejnym krokiem było zrobienie prześwietlenia całego uzębienia. Nie jest to proces bolesnych, ale na pewno nie należy do przyjemnych. Ponieważ moja ortodonta nie pracuje w klinice, tylko ma prywatny gabinet, prześwietlenie musiałam wykonać w innym miejscu. Jeżeli chodzi o Wrocław mogę podpowiedzieć, że taki punkt znajduje się w budynku Arkad Wrocławskich. Zanim jednak wybierzecie się na prześwietlenie warto pamiętać o czymś co mi kompletnie wyleciało z głowy. Otóż upinanie wysokich koków, które będą podtrzymywane przez armię wsuwek jest wielkim błędem. Wygrzebywanie tych małych spineczek z włosów (w końcu ich obecność podczas prześwietlania jest zabroniona) było prawdziwym wyzwaniem. Co istotne zdjęcia dostałam od ręki, więc nie musiałam już po nie wracać.  Ostatnim i jednocześnie najgorszym etapem był odlew szczęki. Wygląda to mniej więcej tak, że na klika sekund do górnego i dolnego rzędu zębów przykładane jest narzędzie w kształcie podkowy, które pokrywa klejąca mazia przypominająca modelinę. Teraz już tylko czekać na proces docelowy!


AKCJA "ZAKŁADANIE APARATU":
Czy zakładanie aparatu boli? Myślę, że wszystko zależy od odporności na ból jaką ma każdy z nas. Dla mnie samo uzbrajanie zębów w druty w ogóle nie było bolesne. Jedyny dyskomfort sprawiał mi rozpychacz szczęki nieprzyjemnie wrzynający się w dziąsła, które mocno odchorowały cały proces. W moim wypadku (jak w większości) zakładanie aparatu było podzielone na dwa etapy. Najpierw założono mi górę i o dziwo mój organizm dość szybko przyzwyczaił się do jej obecności, a po sześciu miesiącach przyszedł czas na dół. Po szybkiej aklimatyzacji z pierwszą częścią byłam bardzo dobrej myśli i to było błędem, bowiem dół aparatu dał mi nieźle w kość, a raczej w zęby.

PODOBNO BÓL USZLACHETNIA:
Paragraf wyżej wspomniałam, że zakładanie aparatu okazało się bezbolesnym procesem. Górna szczęka szybko oswoiła się z obecnością żelastwa i jedna tabletka przeciwbólowa okazała się wystarczająca. Przyznaję, że na początku miałam problemy z jedzeniem, ale już po tygodniu powróciłam do normalnego gryzienia pokarmu. Dużo więcej problemu przysporzył mi za to dół aparatu. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej zęby bolały mnie do tego stopnia. Tabletki okazywały się bezskuteczne, a ja myślałam, że zaraz zacznę chodzić po ścianach. Dodatkowo niemiłosiernie swędziały mnie dziąsła. Nie było mowy o żadnym jedzeniu, a jedyną rzeczą jaką się ratowałam to uwaga, drewniane patyczki do lodów. Już sprostowuję, nie, nie jadłam ich, po prostu gryzłam, co poniekąd przynosiło mi jakąś tam ulgę. Jeżeli chodzi o stan zębów po każdej, kolejnej wizycie mogę śmiało rzec, że  sprawowały się bezboleśnie. Tę rolę przejęły za to uszy. I nie jestem pewna czy nie wolałam jednak bólu szczęki, bo kto cierpiał przynajmniej raz na zapalenie ucha ten wie, że można oszaleć. Dyskomfort był tak silny, że momentami nie mogłam spać, a mycie włosów stawało się wyzwaniem. Uszy zaczynały boleć mniej więcej dwa-trzy dni po wizycie u ortodonty i zmianie drutów, a stan ten utrzymywał się około trzech dni, a w skrajnych przypadkach trwał  nawet do tygodnia. Obecnie z bólem uszu nie zetknęłam się już od pięciu miesięcy i mam nadzieję, że tak zostanie aż do samego końca. Kolejną bolesną kwestią są dziąsła, które uwierzcie też mogą dać popalić. Jeżeli czujecie, że drut aparatu wrzyna się w policzek nie zwlekajcie i sięgnijcie po wosk ortodontyczny. Takie opakowanie powinien Wam dać ortodonta, ale jeśli nie jest w posiadaniu, takowy dostaniecie w sklepie stomatologicznym za ok 10-12 zł. Niestety, przynajmniej we wrocławskich aptekach wosk nie jest obecny. Jeśli chodzi o wspomniany sklep we Wrocławiu znajdziecie go na Placu Legionów. Zakładanie wosku nie należy do najłatwiejszych bowiem pod wpływem śliny jego konsystencja staje się miękka i trudno zakleić nią ostre miejsce. Jeśli jednak dziąsło już jest otarte warto zaopatrzyć się w maści łagodzące dyskomfort. Mi pomagały: sachol, salumin activ oraz płynny dentosept a. Zaś na obrzęki i zajdy wokół ust, które mogą pojawić się podczas noszenia aparatu stosowałam maść z witaminą b.

KWESTIE ŻYWIENIOWE:
Niestety całe to strasznie z serii "jedzenie twoim wrogiem" jest prawdziwe. W początkowej fazie proces żywienia może sprawiać ból. Dlatego gorąco polecam porządnie się najeść póki jeszcze można. Ostatni posiłek przed założeniem aparatu powinien być duży i sycący. A co później? Większość osób poleca jogurty i serki homogenizowane, ale jeśli tak jak ja nie należycie do fanów tego typu jedzenia zawsze można postawić na kruche herbatniki maczane w herbacie, kakao czy kawie (na początku nie radzę gryźć suchego ciastka, próbowałam i nie polecam). Doskonale sprawdzi się także banan, to dość sycący owoc i na szczęście nie wymaga precyzyjnego przeżucia. Na obiad najlepiej przygotować coś płynnego na przykład zupę, albo makaron.

W dzisiejszym poście to już wszystko. Mam nadzieję, że zabrane informacje okażą się choć trochę pomocne. Za wszystkich przyszłych "aparatowiczów" mocno trzymam kciuki. Za jakiś czas przygotuję kolejny post z tej serii, tym razem o mitach dotyczących zakładania i noszenia aparatu. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania, to śmiało piszcie, postaram się odpowiedzieć :)

Fotografia we wpisie: kolekcja własna


You Might Also Like

7 komentarze

  1. Właśnie zaglądałam do Ciebie w tygodniu i widziałam, że "gdzieś uciekłaś" ;)

    Nosiłam aparat przez ok. rok czasu, a "motywacją" było smęcenie dentystów, że mam coś nie tak ze zgryzem i należałoby to skorygować. Zęby miałam naturalnie proste od zawsze, więc szczerze mówiąc, jakoś specjalnie mi na tym całym aparacie nie zależało :P I tak naprawdę, to czasami zastanawiam się, czy faktycznie był on mi niezbędny ;)

    Najgorsze w noszeniu aparatu są... sny! Praktycznie codziennie śniło mi się, że wypadają mi zęby :D Nigdy wcześniej, ani nigdy po zdjęciu "żelaznej szczęki" tego typu snów nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też noszę aparaty stałe, już ponad rok. :) Cóż, nie miałam aż tak bolesnych przeżyć, ale bez bólu się nie obeszło. Moim pierwszym błędem było pojechanie na założenie góry (też miałam najpierw górę zakładaną, a po 2 miesiącach dół) niemal bez zjedzenia czegokolwiek i po powrocie do domu rzucenie się na...tosty. Ała! Mimo iż nie przeszkadza mi sam aparat, mycie zębów (to dokłaaadne szorowanie by i aparat był idealnie czysty) i noszenie gumek - noszę je cały czas, a zdejmuję jedynie do jedzenia, nie wiem czy również takie masz?- bywa irytujące. A brak możliwości spokojnego zjedzenia choćby pizzy bez jedzenia utrzymującego się w aparacie po "fakcie dokonanym" wyjątkowo mnie denerwuje. Mam ochotę się już moich metalowych "przyjacieli" pozbyć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie nosiłam aparatu, ale widziałam jak moja przyjaciółka cierpiała po założeniu jego założeniu. Bolało i nie mogła swobodnie jeść. Ale, co najważniejsze, objawy z czasem mijają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Och u mnie to naprawdę trochę potrwa, ponieważ 'zaplecze finansowe' chce sobie zapewnić w sporej części sama. To wiąże się ze znalezieniem pracy, a tej będę szukać dopiero na drugim roku studiów, czyli za rok. Ale jeśli będzie okazja (patrz - dalej będę siedzieć w blogach), to na pewno wrócę do Ciebie i Twojego posta i podzielę się Tobą swoimi odczuciami :D

    A co do blogmas to wstyd? Kochana! Ja też jestem wielką fanką vlogmasów, stąd u mnie ich blogowa wersja :)
    Bardzo mi miło i zapraszam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Też będę miała aparat (niestety). Ładnie wyszłaś na tym zdjęciu. Ogólnie ładny design i zdjęcia.
    imbirkowy-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety przed tym będzie operacja>.<

      Usuń
  6. W moim przypadku wyglądało to bardzo podobnie :) ale masz piękne ząbki, zazdroszczę! Ja niestety właśnie jestem pod koniec leczenia już drugim w moim życiu stałym aparatem i wciąż nie jestem zadowolona z efektu :(

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe