DZIESIATKA KLASYKOW CZYLI MOJE PODSTAWY GARDEROBY

20:55


Ostatnim czasem zaproponowałam na blogu posty kulturalne, dlatego dziś w ramach równowagi zapraszam na bardzo lekki, wręcz błahy wpis modowy. Przeglądając strony skupiające się na wspomnianej tematyce zaobserwowałam, że notorycznie używane jest określenie "podstawy garderoby". Oczywiście każdy z nas ma takowe, ale w zależności od naszego stylu życia, upodobań, a nawet ideologii jakimi się kierujemy, są to zupełnie inne ubrania. W związku z tym nie mogę pojąć dlaczego stwierdzeniu "podstawy garderoby" towarzyszy wymowne: "każda kobieta powinna mieć..." lub "...to absolutny must have". 

W swojej książce Slow Fashion - Modowa Rewolucja Joanna Glogaza obala mit piaskowego trencza i białej koszuli proponując indywidualne rozwiązania. Uważam, że ta niczym niepohamowana wolność artystyczna XXI wieku, powinna zachęcać nas do subiektywnej oceny i szczerej selekcji naszych ubrań, tak abyśmy czuli się w nich mówiąc kolokwialnie po swojemu. Idąc tym tropem postanowiłam przejrzeć własną szafę i zastanowić się, które jej części stanowią mój absolutny niezbędnik. Zadanie wykonałam zaskakująco szybko i z radością stwierdzam, że moje podstawy garderoby pozwalają mi na skomponowanie fajnego stroju nawet wtedy, gdy nie pozostaje mi na tę czynność zbyt wiele czasu. Oczywiście zestawienie, które znajdziecie poniżej ogranicza się do ubrań jakie mogę nosić zarówno w sezonie wiosennym jak i zimowym.

1. CZARNA KOSZULA [Terranova] - wbrew ogólnie przyjętej zasadzie jakoby biała koszula była niezastąpionym elementem naszej garderoby ja stawiam na jej czarny odpowiednik. W białej eleganckiej górze zazwyczaj czuję się jak uczennica podstawówki na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego, a tego efektu nie lubię. Muszę zaznaczyć, że  nie posiadam klasycznej, czarnej koszuli. Tył tej, która zamieszkuje moją szafę jest przezroczysty, a ponadto zdobią go białe groszki. To wykończenie pozwala mi stworzyć niebanalny zestaw nawet jeśli w całości składa się on  z czarnych elementów.

2. BIAŁY T-SHIRT Z CZARNYM NADRUKIEM [Reserved] - można powiedzieć, że do T-shirów wróciłam po latach. Praktycznie przez całe gimnazjum byłam bardzo mocno uprzedzona do tej części garderoby, a niechęć ustała dopiero, gdy rozpoczęłam naukę w liceum. Mimo wszystko do T-shirtów nadal podchodzę z dużą rezerwą, a moją sympatię zaskarbiły sobie wyłącznie te w kolorze białym, ozdobione czarnym napisem. Tego rodzaju bluzki łączę zwykle z marynarką bądź ramoneską. Kiedy goni mnie czas zwykle sięgam po właśnie takie rozwiązanie. 

3. CZERWONY SWETER [C&A] - nie wyobrażam sobie istnienia mojej garderoby bez dużego, ciepłego swetra. Z biegiem lat zaobserwowałam, że najchętniej sięgam po te w kolorze czerwonym, lub bordowym. Idealnie pasują do większości spodni znajdujących się w mojej szafie, a ponadto przełamują mieszankę bieli i czerni, do której mam niesamowitą słabość. Poza tym swym kolorem wprawiają mnie w klimat świąt Bożego Narodzenia.

4. GRANATOWE DŻINSY [Zara] -  większość książek poświęconych paryskiej modzie wskazuje granatowe dżinsy jako nieodłączny element  garderoby tamtejszych kobiet. Francuski wiedzą co dobre, to mistrzynie  klasycznego stylu, który próbują kopiować nie tylko Europejki, ale również Amerykanki. Granatowe dżinsy doskonale komponują się z tradycyjnymi "górami", ale mogą również stanowić bazę dla bardziej eklektycznych elementów stroju. Mają tę przewagę nad czarnymi spodniami, że nie tracą tak szybko koloru. Większość tego rodzaju dżinsów już po pół roku nadaje się do wyrzucenia, zaś ich granatowe odpowiedniki śmiało przetrwają nawet dwa-trzy lata.


5. CZARNA, UNIWERSALNA SUKIENKA [H&M] - mała czarna swój fenomen zawdzięcza zjawiskowej Coco Chanel, której projekty do dziś spędzają sen z powiek niejednej marzycielce. Ja również nie wyobrażam sobie istnienia mojej garderoby bez klasycznej czarnej sukienki, ale stawiam jej istotny warunek: musi być uniwersalna. Jako, że w mój tygodniowy harmonogram nie wpisują się eleganckie przyjęcia, zbyt wystawna sukienka przewisiałaby swój żywot w szafie, dlatego musi nadawać się również na co dzień. Moją ulubioną "małą czarną" otrzymałam w prezencie urodzinowym dwa lata temu i do tej pory potrafi mnie urzec. Założyłam ją do szpilek na uroczyste zakończenie gimnazjum (co prawda przez większą część ceremonii ukrywała się pod granatową togą absolwenta), do tenisówek na całodzienne zwiedzanie Rzymu, no i oczywiście miałam ją na sobie wbiegając w pole lawendy. To jedno z tych ubrań z duszą...

6. CZARNA MARYNARKA [Stradivarius] - pamiętam, że marynarki zaczęły przeżywać swoją kolejną, wielką młodość kiedy ja zdałam do gimnazjum. Moja tamtejsza garderoba składająca się prawie w całości z T-shirtów z nadrukami (był to czas jeszcze przed wielką rewolucją  mojej szafy) potrzebowała by ktoś tchnął w nią trochę elegancji. Pierwsza marynarka miała kolor szary, a ja nosiłam ją tak długo, aż podszewka uległa rozdarciu. Dla jej następczyni wybrałam bardziej klasyczny i uniwersalny kolor - czarny. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie życia bez marynarki. Noszę ją głównie do spodni, zestawiam z koszulami i T-shirtami. Każdemu zestawowi doda odrobiny niewymuszonej elegancji. 

7.  RAMONESKA [Primark] - skórzane kurtki tego rodzaju, zawdzięczają swoją nazwę grupie muzycznej Ramones, powstałej w 1974 roku, uważnej za prekursora punk rocka. W tym czasie ramoneski przestały się kojarzyć wyłącznie z kurtkami motocyklowymi i stały się symbolem osób związanych z różnymi odmianami muzyki rockowej. Ja swoją pierwszą ramoneskę kupiłam mając trzynaście lat. Był to czas mojego nastoletniego buntu, kiedy do skórzanej kurtki dobierałam bransoletę z ćwiekami tzw. pieszczochę, botki stylizowane na glany, ponadto byłam wielką fanką Nirvany, Rammsteinu, a mój  pokój tonął w plakatach Evanescence.  Dziś po tamtejszym okresie została mi tylko miłość do ramonesek (no mam też słabość do kilku utworów Nirvany). Moja obecna ramoneska to oczywiście eko-skóra, ale i tak ją bardzo lubię. Zakładam praktycznie do wszystkiego, w szczególności uwielbiam przełamywać nią delikatność moich sukienek.



8. BIAŁE TRAMPKI PRZED KOSTKĘ [Primark] - pierwsze skojarzenie z białymi trampkami to oczywiście Baby z Dirty Dancing. Jak już wspominałam trochę się zagapiłam i tę absolutną perełkę filmową obejrzałam po raz pierwszy dopiero kilka miesięcy temu. Zakochałam się nie tylko w samej roztańczonej i jakże romantycznej historii, ale także w stylu głównej bohaterki. Ubiór Baby inspirował mnie  podczas tegorocznych wakacji kiedy kompletnie oszalałam na punkcie białych trampek. Dziś nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek wyjazdu bez nich. Są niesamowicie dziewczęce i pasują do większości moich ubrań. W okresie lata najchętniej zestawiałam je z biało-czarnymi sukienkami

9. CZARNE SZTYBLETY NA OBCASIE [H&M] - gdybym miała wskazać jeden rodzaj butów, bez których nie wyobrażam sobie życia bez wątpienia wytypowałabym sztyblety - pasują dosłownie do wszystkiego. Na dzień dzisiejszy jestem posiadaczką dwóch par, pierwsze na płaskiej podeszwie zakupiłam w Primarku, drugie ulokowane na pięciocentymetrowym, klockowym obcasie pochodzą z H&M i to właśnie one są absolutną podstawą mojej garderoby. Kiedy jest się takim kurduplem ja jak (jeszcze centymetr i będę miała 1,60 m) obcasy stają się nieodłączną częścią życia. Swoje pierwsze buty na podwyższeniu dostałam jako czternastolatka i przez minione cztery lata opanowałam sztukę chodzenia w nich prawie, że do perfekcji. Dziś nie wyobrażam sobie istnienia mojej szafy bez chociażby jednej pary butów na obcasie, najchętniej takim w kształcie klocka, bo jest to wybawienie kiedy chcemy połączyć wygodę z "wysokością". 

10. CZARNA TOREBKA ŚREDNIEJ WIELKOŚCI [Stradivarius] - podobno z torebką jesteśmy związane bliżej niż z naszym partnerem, w końcu to jej powierzamy nasze wszystkie sekrety. We Francuskim Szyku wyczytamy, że tandetna torebka może pozbawić nas tytułu stylowej. Myślę, że nie ma na świecie kobiety, która nie marzyłaby o torebce od projektanta, ale niestety większość z nas musi zadowolić się sieciówkowymi imitacjami. Osobiście nie widzę w tym nic złego jeżeli torebka jest faktycznie ładna. Mnie marzy się może trochę oklepana, ale na pewno przepiękna Selma od Michaela Korsa. Nie miałabym jednak sumienia dźwigać w niej książek do szkoły, dlatego zaczekam z zakupem do czasu, aż torebka przestanie służyć mi za tragarza. Obecnie mój niezbędnik stanowi czarna torba średniej wielkości, która będzie pasować  do każdej stylizacji, a gdy już się "znosi" nie będę po niej rozpaczać. Osobiście uważam, że ten model ze Stradivariusa jest naprawdę ładny i dobrze się z nim czuję.





 Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło) + kolekcja własna


You Might Also Like

21 komentarze

  1. Widzę, że niezależnie od różnicy pokoleń mamy w szafie podobne MUST HAVE, może kolory nieco inne, ale zgadzam się, że jak jeansy to niebieskie. Koszuli nie wybrałabym czarnej, bo czarnego nie lubię, ale podobają mi się tzw. klasyki z jakimś smaczkiem, klasyczne nie musi być nudne. Marynarki mam, ale wole miękkie kardigany z dzianiny do bluzek, T-shirtów, topów. Ale mój must have to jakaś fajna biżuteria, niekoniecznie szlachetna, byle ciekawa...Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje klasyki wyglądają bardzo podobnie :) Tylko że ja mam akurat białą koszulę, nie czarną no i dodałabym koszulę w kratę. Uwielbiam koszule w kratę :D A tak to dosłownie wszystko nam się dubluje :D nawet kolor swetrów, gdyż jakoś mi pasuje do moich blond włosów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och i ja również jestem fanką koszuli w kratę! :))

      Usuń
  3. Cieszę się, że do Ciebie zajrzałam i będę chętnie wracać :) Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty na temat "must-have'ów" w szafie. Także bardzo podobała mi się książka Joasi i cieszyłam się, że ona także sądzi, że to głupie. W sumie gdyby każdy w szafie miałby to samo, to wszyscy wyglądalibyśmy identycznie :D Twoje podstawy są dość podobne do moich, podoba mi się, że niemal wszystko masz czarne - to taki dostojny kolor i każdy dobrze w nim wygląda. Moje podstawy szafy to czarne, dopasowane spodnie (nie rurki), wygodne męskie koszule, szaliki i marynarki. W sumie to bardzo ciekawe zagadnienie, zachęciłaś mnie do zastanowienia się na poważnie bez czego się nie obejdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy pomysł, ale powiem Ci szczerze, że zwykle przed wyjazdem biorę wszystko to, co najbardziej lubię i co jest wygodne. I jakoś daję radę :)

      Usuń
  4. Hmm, zniknął mi komentarz po opublikowaniu :( Chyba coś popsułam :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Buty - jedna para wysokich białych Reeboków Freestyle (mój ukochany model od 2008 ;)) i od kilku lat czarne sztyblety ze spiczastym noskiem. Spodnie tylko ultra-wąskie + luźne koszule. Same koszule od białych po niebieskie stanowią zdecydowaną większość wśród tych, które posiadam. Torba koniecznie duża, bo z innymi czuję się jakoś dziwnie ;) Póki co mam dwie - jedną burgundową z Modalu (model Phoebe) i drugą z Whistles ze skórzaną czarno-białą plecionką. Nno i ogólnie odpadają buty i torebki z czegoś innego niż skóra ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. z tego zestawienia w moim guście jedynie ramoneska, ale za to jaka fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Klasyka nigdy nie wychodzi z mody, moja lista pewnie wyglądałaby bardzo podobnie :)
    zapraszamy w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne ciuchy. Uwielbiam takie ramoneski i białe trampki :) Latem takie trampki są wprost wymarzone. Sztyblety to moja miłość :D a te Twoje są wyglądają super. Fajna klasyka, takie ubrania się najlepsze bo można je dopasować do wszystkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie klasyki wspaniale sprawdzają się, kiedy nie ma się wiele czasu na kombinowanie z ubiorem. Dodałabym jeszcze szary t-shirt :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem Ci, że naprawdę spodobał mi się Twój blog, także dołączyłam do grona Twoich obserwatorów, moja droga (#23) :) Co do ulubieńców to widzę, że mamy podobne typy, ostatnio też nie wyobrażam sobie stylizacji bez botków/sztybletów na obcasie (a wiedz, że jestem trochę niższa niż Ty :)), genialnie pasują do wszystkiego oraz zawsze to parę centymetrów więcej :)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo mi się podoba Twoje 10 klasyków! czarna ramoneska, sukienka, białe trampki i torebka znajdują się i na moje liście - są niezastąpione! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarna ramoneska, sukienka, białe trampki i torebka to chyba takie klasyki wśród klasyków ;))

      Usuń
  12. U mnie podstawą są bluzki/t-shirty, które mają nadruk oraz te, które go nie mają :D Tak jak w Twoim przypadku, dochodzą do tego trampki i skórzana ramoneska ;) Co do spodni... Nie mam jednych ulubionych, takiej podstawy, a do sukienki rzadko noszę, ale chcę się poprawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. uwielbiam takie torebki :)
    moje klasyki wygladaja bardzo podobnie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie wyobrażam sb mojej szafy bez jeansów i długich kardiganów. Luźnych bluzek, butów sportowych, topów .

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeansy, trampki, czarny gładki T-shirt oraz czarna bluzka z długim rękawem, taki sam zestaw dotyczy bieli. Do tego szary kardigan. Czarna spora torba mieszcząca A4 i beżowa sukienka z rozkloszowanym dołem.- To zdecydowanie muszę mieć zawsze i wszędzie :D melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moja torebka także musi pomieścić format a4 :)

      Usuń
  16. A w mojej szafie orgia kolorów ;)
    I sukienki - to bez nich absolutnie nie mogłabym się obyć.
    Białą koszulę owszem mam, ale prawie nigdy jej nie noszę (dlatego, że biała. I dlatego, że oficjalna, a ze mnie wolny duch, który nie lubi "mundurków").

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeej myślałam, że tylko ja mam "awersję" do tych torebek, które swoją drogą, szalenie mi się podobały (i podobają oczywiście, aczkolwiek przeczekam aż ten boom przejdzie). Do tego miliony zdjęć na Instagramie z logo torebki robionym techniką makro ;)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe