TYPOWY WOODY ALLEN CZYLI O 'NIERACJONALNYM MEACZYZNIE'

21:08


Gdybym miała wskazać ulubionego reżysera, bez głębszego zastanowienia powiedziałabym; Woody Allen. Nikt tak jak on (i Spike Jonze) nie rozumie mojego specyficznego gustu filmowego. Mając trzynaście lat obejrzałam Vicky, Christina Barcelona i przepadłam w filmografii tego absolutnego geniusza. W jednym z wywiadów dla filmweb, Agnieszka Grochowska nazwała Allena współczesnym Chaplinem. Co prawda nie oglądałam żadnego z filmów Brytyjczyka, ale jest to na pewno nie lada wyróżnienie. I choć tak bardzo cenię sobie twórczość reżysera, to jednak w pewnym momencie dołączyłam do grona malkontentów smęcących "Allen się skończył". Myślę, że kropkę nad "i" postawił w tym temacie denny film Zakochani w Rzymie. Potem było już coraz lepiej, a wraz z wejściem do kin Nieracjonalnego mężczyzny mogę śmiało rzec; dla mnie Woody Allen powrócił!

Nieracjonalny mężczyzna to opowieść o moralności, wewnętrznej walce i egzystencjalnych rozterkach.  Główny bohater; Abe to zagubiony profesor filozofii, który od lat nie jest w stanie odnaleźć sensu życia. Pogrążony w melancholii podejmuje pracę na jednej z amerykańskich uczelni. Wdaje się w podwójny romans z uczelnianą koleżanką oraz studentką, pije i jest gotów stracić życie grając w rosyjską ruletkę. Egzystuje w ten sposób bez żadnej radości, aż któregoś ranka podsłuchując rozmowę w śniadaniowym barze wpada na przerażający pomysł odmienienia nie tylko swojego, ale także cudzego losu. W tym momencie rozpoczyna się moralna walka nasuwająca pytanie: czy można zabić w imię sprawiedliwości?

Woody Allen kolejny raz sięga po sprawdzony motyw egzystencjalnych cierpień i moralnych niepewności. Kreuje zagubioną postać, która usiłuje przekonać nas, że życie samo w sobie nie ma  sensu, zaś idealny świat prawa bytu. Skupia naszą uwagę na każdym słowie bohatera, pozwala zatracić się  wraz z nim w przytłaczającym marazmie, a jednocześnie spuszcza fale inteligentnej rozrywki. Podróż po życiu Abe staje się fascynująca, Allen płynnie przeprowadza nas przez kolejne etapy i doskonale wskazuje moment mający odmienić życie postaci, zupełnie jakby mówił "akcja start". Filmy Woody'ego zakrapiane wątkiem kryminalnym są wyjątkowo urocze. Nikt nie dąży do ambitnej intrygi, nikt nie próbuje nas wprowadzać w błąd, by pod sam koniec zobaczyć zaskoczenie na naszych twarzach. Allen skupia się na mechanizmie podejmowania trudnych decyzji i wewnętrznej walce. Kluczowe jest tu uciszanie wyrzutów sumienia i polemika, czy popełnienie zbrodni w imię sprawiedliwości niweluje zło danego czynu. Ale Nieracjonalny mężczyzna to nie tylko kryminał i egzystencjalne rozterki to także doskonała komedia zachowana w allenowskiej humorystyce. Dodatkowo pojawia się klasyczny dla filmów Wood'ego motyw  toksycznego związku. Allen pokazuje nam różnicę pomiędzy miłością, a pożądaniem sugerując, że to drugie dodaje życiu więcej barw. A co najważniejsze na koniec zasypuje nas lawiną zaskoczenia, bo po jego produkcjach można spodziewać się dosłownie wszystkiego.

Przyznaję, że ja wyszłam z sali kinowej totalnie zauroczona, a jedyne co przychodziło mi namyśl to zdanie, które uczyniłam tytułem tej recenzji. Cały czas towarzyszyło mi wrażenie, iż Allen zaczerpnął ze swoich dotychczasowych filmów najlepsze smaczki i dorzucił je tworząc Nieracjonalnego mężczyznę. Nie sądziłam, że po seansie Ona jakakolwiek inna rola Joaquina Phoenixa zdoła wywrzeć na mnie tak pozytywne wrażenie. Oczywiście świetna  gra Emmy Stone, która jest wręcz stworzona do  występów w filmach Allena. Ta produkcja jak i inne Woody'ego niesie za sobą niesamowity klimat, który trudno wyrazić słowami. Jak już kiedyś pisałam filmy Allena trzeba lubić, a przede wszystkim czuć. Ja uwielbiam je za niepowtarzalność, przesłanie i dużą dawkę allenowości. Nieracjonalnego mężczyznę gorąco Wam polecam.

Ps. Ostatnio na chwilę zniknęłam z blogowej wioski, ale liczę, że uda mi się pogodzić życie szkolne, prywatne i blogowe na tyle by wrócić do pisana dwa razy w tygodniu. Tymczasem życzę wszystkim udanego poniedziałku i kolejnych dni. Do napisania!

Fotografia we wpisie: wykonane przy pomocy strony Canva


You Might Also Like

15 komentarze

  1. na temat filmów wypowiadać się nie będę, bo nie znam i ogólnie mało co lubię oglądać.
    natomiast mam nadzieję, że uda Ci się wszystko pogodzić ze szkołą i blogowaniem, żebyś stąd nie znikała:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam ten film jakiś czas temu, fajnie jest przeczytać taką recenzje. Bardzo ciekawy film, zgodzę się co do Emmy Stone, jej świetna gra aktorska naprawdę zachwycała. I budowane napięcie, zarówno między nimi jak i walką Abea ze sobą i z tym co musi zrobić żeby nie przyznać się do winy i nie trafić do więzienia. Faktycznie film wciąga, końcówka niespodziewana z tą windą i latarką, która go tak naprawdę zabiła :) Tylko w końcówce czegoś mi brakowała i nie wiem za bardzo czego, po prostu czegoś było tam za mało.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, ciekawe, bo ja zraziłam się do Woddy'ego Allena po "Vicky, Christina Barcelona" właśnie. Oczywiście, jak to ja, z filmu nic nie pamiętam - wiem jedynie, że odebrałam bardzo negatywnie mimo Penélope Cruz, która zawsze wybudzała moją sympatię u Almodóvara ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczynając czytać opis filmu pomyślałam - to nie dla mnie, bo bez wątków miłosnych, ale dalej okazało się, że i on tam się znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Filmu nie widziałam, że twoja recenzja jest bardzo zachęcająca, więc muszę chyba nadrobić...

    OdpowiedzUsuń
  6. vicky cristina barcelona widziałam , nie zapomnę... jak tylko pomyślę o tym filmie widzę tę scenę jak Penelope z bronią wparowała:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam chyba każdy film Woody'ego Allena. Na tym jeszcze nie byłam, ale to kwestia czasu. Dodatkowo muszę powiedzieć że połączenie Allen-Wilson uważam za najlepsze jakie można było kiedykolwiek stworzyć! O północy w Paryżu -KOCHAM! <3 Oby więcej ich współpracy! Obserwuję, Pozdrawiam i zapraszam, melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Również uwielbiam Woody'ego Allena, jego filmy są pełne magii ... Muszę obejrzeć "Nieracjonalnego mężczyznę" - zupełnie wypadło mi z głowy, że ten film już jest.

    OdpowiedzUsuń
  9. Woody Allen to kultowe nazwisko i każdy je chyba kojarzy, chociażby tylko ze słyszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś go uwielbiałam, ale z biegiem czasu mi się zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też kocham Allena! I myślę, że naprawdę poznanie jego twórczości pozwala przymykać oko na jego "powtarzanie się". Ja w ogóle lubię znać twórców od podszewki i lubię to uczucie, kiedy widzę niektóre motywy w wielu dziełach (przykłady literackie - Murakami i np. Bukowski). Zresztą Allen przeszedł dużą ewolucję - od wczesnych komedii z absurdalnym humorem (przecież do trzydziestki, zanim zajął się filmami, był komikiem) przez komedie romantyczne i dramaty aż po komedie kryminalne. Moja ulubiona scena z "Nieracjonalnego..." to jak Emma wrzuca Joaquina do windy :D Może to miało być tragiczne, ale dla mnie było tragikomiczne, aż zaśmiałam się w głos w kinie... Akurat rola Emmy mi się średnio podobała (chociaż outfity miała fantastyczne, tak samo jak w Magic in the Moonlight!), ale trzeba przyznać, że Joaquin jest bardzo dobrym aktorem i udowodnił to już w Gladiatorze, natomiast kompletnie mnie on nie kręci fizycznie, jest dla mnie raczej dość odrzucającym "twarzowcem" :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim ulubionym reżyserem zdecydowanie jest Quentin Tarantino- zdecydowanie jego filmy wpasowują się w moje poczucie humoru :)
    Oglądałam ze dwa filmy Allen'a i to niestety nie to... :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja rzadko oglądam jakieś produkcje filmowe. Jestem bardzo wybredna. Nie znoszę płytkich filmów o tym samym. Lubię filmy mądre i takie, które coś wnoszą do życia. Allena lubię, pomimo, ze nie widziałam wszystkich filmów jego autorstwa. Podoba mi się Twój blog. Będę częściej zaglądać. Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale je też tak mam idę, idę, a potem mi sie odechce :D Chyba tylko w wypadku Allena nie pozwalam sobi na leństwo ;)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe