OBYCIE W SWIECIE

20:10


Któregoś dnia skończyłam czternaście lat. Zdmuchnęłam świeczkę na urodzinowym torcie i nagle zobaczyłam coś więcej niż czubek własnego nosa. Dostrzegłam otaczający mnie świat i jego problemy, coraz więcej rzeczy zaczęło mnie drażnić, popłynął we mnie wewnętrzny słowotok nie mający końca. Nauczyłam się stawiać kropki na końcu własnych zdań. Dziś mam ochotę zabierać głos w sprawie tego co mnie mierzi, co mi przeszkadza, co uważam za niewłaściwe. Zastanawia mnie tylko czy ta istotna przemiana, która ubarwiła moje życie zaczyna się w konkretnym momencie? Czy jeśli nie przylgnie do człowieka na czas, to ten już nigdy nie ujrzy szerszej perspektywy? To bardzo przerażająca wizja, ale z drugiej strony jak inaczej tłumaczyć tych ludzi, których zadowala tania rozrywka, którzy są nieczuli na problemy społeczne, którzy jak potulne baranki kroczą bez dumy za tłumem.

Kwestia obycia w świcie fascynuje mnie od dłuższego czasu. Jak to się dzieje, że choć pragniemy spotykać na swojej drodze inteligentnych, inspirujących ludzi, to częściej wpadamy na osobników prymitywnych i prostych, z których każdym słowem uświadamiamy sobie niski poziom wspólnej konwersacji? Dlaczego tak mocno oklepanym motywem rozmaitych dzieł kultury stał się romans młodej studentki z fascynującym wykładowcą, albo zagubionej kobiety z inspirującym  artystą? Bo twórcy próbują nam unaocznić jak bardzo pożądane jest obycie w świecie. Przecież nikt nie chce słuchać o związku osiedlowego elementu, który obserwujemy w realnym życiu. W końcu coraz więcej z nas ma dość bezcelowego obracania się w świecie ociekającym prymitywnością; świecących opasek kabaretowej widowni, żenujących spamów dostarczanych codziennie przez messengera, odrażających mężczyzn trąbiących na młodziutkie dziewczyny.

Długo myślałam nad tym skąd bierze się obycie w świecie i dziś postawiłabym na środowisko, w jakim człowiek dorasta. W końcu nie bez powodu francuski model wychowania zakłada zabieranie dziecka do kin, teatrów, muzeów, galerii sztuki, zachęca się je do korzystania z życia społecznego; koncerty, targi śniadaniowe. Nie mogę powiedzieć, że polscy rodzice uczą swoje potomstwo ignorancji, bo to byłoby niesprawiedliwe wobec moich rodziców i innych zaangażowanych opiekunów. Ale jednak zjawisko inspirowania dzieci światem jest w Polsce nadal czymś rzadkim. Rodzicom łatwiej posadzić dziecko przed telewizorem albo najlepiej w ogóle wypuścić je na plac zabaw, żeby przypadkiem nie zajęło rodzinie szklanego ekranu na zbyt długo. Ludzie zasłaniają się słowami: "Kultura jest droga". Nawet przez myśl im nie przejdzie, że zawsze można wykorzystać internet nieco produktywniej i sprawdzić rozkład tanich lub zupełnie darmowych imprez. Niestety  wielu rodziców po prostu nie widzi sensu wyściubienia nosa za drzwi swojego domu, poświęcą dziecku czas oglądając razem z nim ogłupiający reality show, choć w tym czasie mogliby przeczytać mu  fragment ciekawej książki. A jak już zdecydują się wyjechać, dajmy na to do słynnego Lloret de Mar z opcją all inclusive to tak przez tydzień, czy nawet dwa nie wystawiają stopy za próg hotelu. Liczy się tylko żarcie nad basenem, nie widzą sensu pokazania dziecku Barcelony, która znajduje się kawałek drogi od turystycznego kurortu. No i  jak w tym momencie wychowanek programów typu reality show i wakacji all inclusive ma być obyty w świecie? Wyrasta turysta z wielkim logo na koszulce, który bukując hotel najpierw sprawdza dostępność basenów (na pewno "zarezerwuje" sobie leżak ręcznikiem) i dyskotek. To jest dla niego wartość, tak jak żenujące kabarety telewizyjne, muzyka disco-polo i komedie o piciu i zwracaniu.

Ludzie naszą w sercu nadzieję, otwiera się coraz więcej kin studyjnych i kawiarni artystycznych, ale co z tego skoro wystarczy zapragnąć nieco bardziej ambitnej rozrywki i od razu otrzymuje się łatkę "hipster". Ludziom wydaje się, że każdy fan skandynawskiej kinematografii, winyli, teatru i jazzu musi od razu udawać. To, że sąsiadka z drugiego piętra ceni sobie plotkarskie magazyny nie oznacza, że dla każdego muszą one stanowić źródło życiowej inspiracji. Przeraża mnie fakt, że wracając do szkoły jeszcze nie raz poczuję się samotna wśród tłumu, zabraknie mi  obytych w świecie osób. Znam naprawdę wielu inteligentnych ludzi i chyba właśnie przez to nie mogę pogodzić się z faktem, że całkowita ewakuacja ze świata ociekającego prymitywizmem jest niemożliwa. Codziennie trzeba stawiać mu czoła. Ale czasami mam po prostu dość rozmów na temat Eurowizji, Conchity Wurst i programów typu Szkoła. Momentami bywam zmęczona przytłaczającym spamem linków do aska i zdjęć wódki i fajek na snapie. Frustrują mnie piosenki disco-polo śpiewane na przerwach i przeraża, że świetnie zmontowane recenzje mają mniej wyświetleń niż filmik typu "Co jest w mojej szkolnej torbie". A co za tym idzie bywają takie chwile kiedy mam ochotę wrzasnąć na cały świat, aby w końcu wziął się w garść i zainteresował czymś więcej niż własnymi czterema ścianami.  Nie chodzi o to by wiedzieć wszystko, znam kilku "geniuszy", którym daleko do obycia w świecie. Cała magia polega na tym, aby zobaczyć coś więcej niż własną ulicę. Uwielbiam moment rozmów z fascynującymi ludźmi, dźwięk dobrej muzyki, zapach ciekawej książki, napisy początkowe nietuzinkowego filmu, delektuję się tymi chwilami jak każdym łykiem ciepłej, zielonej herbaty, to najlepsza szkoła, którą wciąż tak wielu omija. Ludzie wolą prostszą drogę, a mi nie pozostaje nic innego jak tylko westchnąć  cicho i opublikować ten post w bezsensownej nadziei, że może coś nim wskóram... Sądzicie, że to możliwe?

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło)


You Might Also Like

10 komentarze

  1. No i przyznam szczerze, że masz odrobinę racji - dużo zależy od rodziców, od otoczenia w jakim się wychowujemy :)
    Ptysiablog

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, to mega trudny temat, moim zdaniem. Po pierwsze, jestem pod wrażeniem, że w wieku czternastu lat otworzyły Ci się oczy na coś tak wielkiego. Zazdroszczę, ja w takim wieku widziałam dużo mniej niż nawet czubek własnego nosa.

    Wydaje mi się, że tak naprawdę to od nas zależy, jakich ludzi spotykamy na swojej drodze, od środowiska, w którym się kręcimy. Bo jeśli poznamy, chociaż jedną osobę taką, jaką piszesz - inteligentną i inspirującą, to mamy znacząco szerzej otwartą furtkę do innych takich ludzi, bo swój swojego przyciągnie. Twórcy piszą o tym, co niespotykane - autorzy powieści piszą o rzeczach, o których każda normalna kobieta, każdy typowy mężczyzna marzy, oni chcą, by czytelnik mógł wejść w ten świat, który go całkiem zaskoczy i będzie dla niego niesamowity.

    Jeśli chodzi o samo obycie. Myślę, że to nie tylko kwestia środowiska, w którym dziecko jest wychowywane. Szczerze? Zawsze jestem zwolenniczką zapracowania na własne. Nawet, jeśli rodzice nie wzbudzali czegoś w dziecku, to on powinien sam wiedzieć, czego chce, a co ważniejsze - co powinien wiedzieć czy znać. Wiadomo, rodziców to może nie interesować, mogli to odrzucić wcześniej, po tym, jak ich rodzice wpajali od małego. Różne rzeczy się dzieją. Człowiek, takie dziecko, już od ósmego roku życia wie, co go interesuje. I jest na tyle niezależny, że może pewne kroki w tych kierunkach robić. Druga kwestia w Polsce, to typowo - zarobki i praca. We Francji pracuje się najmniej w Europie, Polacy pracują dużo więcej, są w czołówce najwięcej pracujących. To inna kultura, nie wiem, czy warto je porównywać, bo zawsze wyjdziemy gorzej, porównując się do kogoś.

    Idąc dalej... wakacje. Polacy słyną z wykorzystywania okazji, last minute i all inclusive, to taki wakacyjny znak rozpoznawczy Polaków (o czym totalnie się przekonałam w te wakacje), jednak... to właśnie last minute. Lecą samolotem, wszystko mają załatwione, nikt im za tą samą kwotę nie da jeszcze wycieczki do Barcelony. A skoro jadą last minute, to nie pewnie chcą zaoszczędzić albo nie mają tyle pieniędzy, chcą odpocząć i całkowicie skorzystać z zasłużonych wakacji. Podróż w dwie strony za jedną osobę to około 30 euro, a Barcelona... jak pokazać? Trzeba jeszcze wykupić wejścia, bilety i inne takie :) Cała rodzina pojedzie? 120 euro, co już daje trochę większą sumę :) I nie uważam, że to dla nich wartość, to luksus, to jest właśnie dla wieku luksus, na który mogą sobie pozwolić dzięki ciężkiej pracy :)

    Tym komentarzem nie chcę nikogo bronić, absolutnie. Sama jestem WIELKĄ fanką obycia, zainteresowania światem, inspiracją i mam podobne podejście do wszystkiego, ale to tak jest, za dużo przegadałam z ludźmi, by wierzyć, że zaczną żyć bardziej :) Mimo mojego optymizmu, to w to nie wierzę, bo zawsze znajdą się wymówki, komentarze, że to drogie, że brak czasu, że coś tam. I po prostu lepiej skupić się na sobie totalnie, rozwinąć się i wtedy będzie o wiele łatwiej znaleźć się wśród takich ludzi :)

    PRZEPRASZAM ZA DŁUGOŚĆ :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Luksusiarze - genialne :D Dokładnie zwiedzanie jest dla nich zbyt słabe, no ale cóż mniej tłumów na ulicach przynajmniej ;)

    Dzięki wielkie jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie ujęłaś problem i zgadzam się z Tobą chyba w stu procentach.
    Swoją drogą - bardzo ładnie piszesz, a przecież musisz być młodziutka, skoro wspominasz o szkole. Współczuję przebywania w szkole wśród osób, z którymi nie masz o czym porozmawiać. Często czuję się podobnie.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w szkole i ogółem w życiu. I koniecznie pisz dalej, bo świetnie Ci to wychodzi, a rzadko natykam się na takie osoby. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszesz bardzo interesująco, i poruszasz ważny temat. Ja sama spotykam się nieustannie z polaczkolandią na wakacjach, i to nawet nie młodzieżą. Kiedy byłam w Chorwacji na wieczorze z muzyką na żywo (cudownie grali, a ile w tym było serca i uczucia do muzyki) przyszli polacy i w przerwie włączyli na głośnikach Ruda tańczy. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Gdzie szacunek do innych? Gdzie poszanowanie dla KULTURY? Oni zamiast słuchać lokalnych artystów woleli puścić polskie disco polo i tańczyć do niego w kółeczku. Wstyd mi się było odezwać, bo przecież ja też mówię po polsku...
    Nie wiem jak z tym można walczyć, jak można zachęcać ludzi do skulturyzowania się... Oni sami muszą tego chcieć, ale jaka jest możliwość, że tak będzie, kiedy pani na Wiedzy o Kulturze bez emocji mieliła te same zagadnienia każdego roku? Jaka jest szansa, że ci rodzice, którzy puszczają disco polo na głośnikach zabiorą dziecko do teatru? Więc kto może im pokazać? Może właśnie my? Może ktoś przeczyta Twojego bloga i się nad tym zastanowi... Może ktoś zajrzy do mnie, i zobaczy jak wspaniałym festiwalem jest Busker Bus... Może otworzymy oczy choć jednej osobie, a ona zrobi to z następną? Może to jest jakiś sposób na postępujące schamienie i zanik obyczajów? Nie wiem, ale mam nadzieję, że może komuś uda się otworzyć oczy tym ludziom, i pokazać im że otacza ich piękno, sztuka i kultura. Nie tylko na komórkach, ale także, a w zasadzie głównie w prawdziwym życiu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mówi się, że o ile prawie nikt nie jest zadowolony ze swojej urody, o tyle prawie każdy jest zadowolony ze swojej mądrości. Mam wrażenie, że właśnie to drugie najbardziej nam w otwarciu się na świat przeszkadza. W gruncie rzeczy, trzeba bowiem wbrew pierwotnemy instynktowi przyznać się przed samym sobą do własnej małości, braku ogłady i ignorancji. A przecież prościej jest sączyć drinka na plaży i być królem życia. Odwiedzić największe muzea świata z tabletem w rękach i fotografować kolejne obrazy aż zdrętwieją dłonie. Ten nadludzki wysiłek zostanie jednak nagrodzony gromem polubień na niekończącej się liście miejsc, które można sygnować pinezkami na mapie i prezentować jak najszerszej widowni.

    Cieszę się, że Ty idziesz pod prąd.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo zależy od tego w jakiejś rodzinie się wychowaliśmy. Wydaje mi się, że zawsze tak było, że większość robiła to co inni, a tylko niewielkiej części ludności zależy na czymś więcej, na poznaniu świata.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiele aspektów wpływa na to, jak szybko otwieramy oczy na ważne sprawy. Ci, którzy wierzą w przypadki zdają się na los w kwestii tego, kogo spotykają i jak te drobne spotkania wpływają na ich dalsze życie. Moim zdaniem to, kto pojawia się na naszej drodze, nigdy nie jest przypadkowe. Każda wypowiedź, każde spojrzenie i gest wpływa na to, jakimi ludźmi się stajemy. Należy wybierać odpowiednią na siebie drogą. Ta najprostsza czasem może być najlepsza (może być też zgubna), a ta skomplikowana może jedynie przysporzyć kłopotów, kiedy można było coś zrobić łatwiej i szybciej (choć można z takiej przeprawy wiele wyciągnąć). Najważniejsze to pozostać w zgodzie ze sobą i cieszyć się każdą chwilą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze, jakie ciekawe podejście ;) Oczywiście masz rację spontaniczność jest super o ile się jej nie nadużywa, bo wtedy bardziej niszczy niż podbudowuje.

    Ps. Ale mnie podsumowałaś :D Naprawdę wyglądam na taką co spędza wieczory oglądając wiadomości? Spokojnie, ja nie z tych zagubionych będących ponad wszystko i wszystkich ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdecydowanie większość naszych zachowań wynosimy z domu... Z przykrością patrzę jak mama z dzieckiem wychodzą ze sklepu np z paczką chipsów czy lodami, konsumują zakupiony produkt , a po jego zjedzeniu matka wyrzuca papierek na chodnik... Taki mały drobny przykład, ale pokazując od małego dzieciom takie zachowania wpajamy je im... w sumie nawet o tym nie wiedząc... I jak społeczeństwo ma być mądre/dobre/obyte? Zapraszam, melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe