IRYTUJE MNIE IDEALNE ZYCIE LANSOWANE PRZEZ INTERNET

11:22


Odkąd zaczęłam obserwować zjawisko blogów odnoszę nieustanne wrażenie, że internet próbuje lansować idealne życie. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego, w końcu zasiadamy przed komputerami, aby odpocząć od otaczającej nas rzeczywistości. Miałam ciężki dzień w szkole, mam ochotę wyć z bólu po wizycie u ortodonty, jestem zmęczona wieczornym treningiem, a przede mną jeszcze samodzielna próba stworzenia idealnego manicure, ale zanim ją podejmę zasiadam do przejrzenia znanych sobie blogów. I nagle wchodzę w zupełnie inny świat... Świat dziewczyn, których jedyną pracą jest tworzenie postów na ich własnej stronie, które dostają przeróżne upominki od znanych firm, które mają czas pójść na masaż i do kosmetyczki, które nie muszą czekać na urlop, aby gdzieś wyjechać, które stać na torebki od projektantów, prywatnego trenera i codwutygodniową wizytę u manicurzystki. Szeroko otwieram oczy, przyglądam się swoim nieidealnym paznokciom i górze notatek czekających na swą kolej i zastanawiam się ilu ludzi robi w tym momencie to samo co ja... to znaczy żyje, realnie, nie "pointernetowemu". 

Internetowe życie fascynuje mnie od dłuższego czasu. Któregoś razu nawet postanowiłam udzielić się na blogowym forum i pozostawiłam komentarz, w którym mimo całej, mojej sympatii dla bloggerki delikatnie zasugerowałam, że jej blog mija się z realnością. Wyobrażacie sobie co nastąpiło później, prawda? Pozostałe czytelniczki, wiecie ten typ adwokatek rzuciły się na mnie z pazurami pisząc, że na pewno jestem tym rodzajem zazdrosnego człowieka, który pracuje po szesnaście godzin dziennie i zarabia 1200 zł na rękę, a widok każdej osoby osiągającej sukces zwyczajnie mnie frustruje. Dodatkowo są przekonane, że nic nie osiągnęłam i nie mam prawa osądzać tak strasznie, ciężko pracującej bloggerki. Na początku miałam ochotę odpisać na każdy komentarz tego typu, ale finalnie machnęłam tylko ręką. Niech myślą, że jestem zazdrosna. Rzeczywiście mam o co mając siedemnaście lat, ucząc się w jednym z lepszych liceum w kraju i stojąc u progu dorosłości skąd roztacza się widok na tyle wspaniałych możliwości. Mogę osiągnąć coś naprawdę, coś realnego. Ale nie umiem, nie potrafię machnąć ręką, na to że ktoś uważa iż blogger, to niesamowicie ciężki zawód. W takim razie wykonuję właśnie katorżniczą pracę. Ludzie, blogger to nie zawód, to styl życia jak dokończyłby autor słynnego internetowego tekstu, który w tym wypadku sprawdza się idealnie... Żebyśmy mieli jasność w tym momencie nie wylewam pomyj na wszystkich ludzi posiadających bloga, w tym wypadku dokonałabym czegoś w rodzaju autohejtu, a to zdecydowanie nie w moim stylu. Uważam, że jest mnóstwo naprawdę świetnych stron prowadzonych przez inteligentne dziewczyny (chłopaków też), którzy motywują do działania. I jeśli dla tych ludzi blog stanowi źródło zarobku to naprawdę super! Robią coś kreatywnego, na poziomie i jeszcze mają z tego pieniądze. Faktycznie im zazdroszczę, ale tak z całego serca, pozytywnie i trzymam kciuki za ich dalszy rozwój.

Jednak obok kreatywnych ludzi tworzących blogi na wysokim poziomie pojawia się druga grupa; bloggerów leniuchów. I to właśnie ten typ lansuje idealne, internetowe życie. Dziewczyny, które pozują w darmowych ubraniach, które nie potrafią poprawnie pisać i uważają się za osoby, które mają prawo udzielać rad innym ludziom. Trzeba mieć pomysł na życie, trzeba coś zrobić - piszą. Co zrobić? Założyć bloga, pozować z torebkami, których ceny wyżywiłyby kilka rodzin, wymęczyć maksymalnie chaotyczny tekst i wstrzelić się ze swoją stroną w dobry moment? Przerażające jest to, że na każdą próbę zwrócenia uwagi takie osoby reagują słowami "osiągnęłam to swoją ciężką pracą". Te słowa należą do ludzi, którzy nie przespali wiele nocy, którzy pokonali swoje słabości, którzy często wyrzekali się swojego wolnego czasu. To jest definicja ciężkiej pracy, a nie napisanie krótkiego posta... 

Jest godzina 4:30, wstaję aby utrwalić materiał do egzaminów semestralnych, które piszę z sześciu przedmiotów dwa razy do roku, jestem wykończona, ostatnio przez nadmiar stresu schudłam dwa (potrzebne mi) kilogramy. Zaglądam szybko na pierwszy lepszy blog. Autorka wyznaje, że ostatnio jest przemęczona nadmiarem pracy na blogu, więc wyjeżdża, aby odpocząć. Otwieram oczy na tyle szeroko, na ile pozwalają mi wory pod nimi. Serio?! - myślę i powtarzam archaizmy z "Bogurodzicy", zerkając na notatki z wosu. W porządku ja sobie wybrałam taką, a nie inną szkołę, za chwilę ją skończę, a wraz z nią cały ten koszmar, ale co z dziewczynami, które pracują, uczą się i może jeszcze wychowują dzieci. Co czują one czytając o zmęczeniu bloggerek, co czują kiedy miga im przed oczami komentarz o frustratkach, których nie stać na prywatnego trenera? Jesteśmy kowalami własnego losu... tak o ile nikt nie podrzuci nam kłód pod nogi. Nie można generalizować, nie można promować perfekcyjnego życia, nie można udawać, że uśmiech to rozwiązanie każdego problemu! Cotygodniowe wyjazdy do Paryża, wizyty u kosmetyczki i manicurzystki, prywatni trenerzy i czas na wszystko nie stanowi normy... Naprawdę nie chodzi mi o pieniądze, jeśli tyko je stać i mają kaprys niech kupują co tylko chcą. Być może ja też wydaję pieniądze na coś co inni uważają za głupotę. Chcę jedynie zaznaczyć, że "bloggerskie" życie nie jest prawdzie. Bo ludzie oszukują.  Treningi w ogóle ich nie męczą, życie bez słodyczy jest przyjemne, aparat ortodontyczny nie przynosi bólu, ubrania z sieciówki są złe tak samo jak jedzenie mające ciut więcej kalorii.

Nie, z nami czytelnikami wszystko jest w porządku, mamy normalne życie, w którym ilość pracy i przyjemności jest zbilansowana. Chciałabym, więc aby ten blog, mój blog stał się swego rodzaju projektem poprzez, który będę mogła obalić mit idealnego życia lansowanego przez internet. Ćwiczę i biegam choć nie mam prywatnego trenera, uczę się i nie wyjeżdżam za każdym razem gdy poczuję się lekko przemęczona, przez kilka dni w miesiącu prawie w ogóle nie jem po wizytach u ortodonty, mój pies to także obowiązek, a nie tylko ładny rekwizyt na instagram, ubieram się w sieciówkach, bo lubię, czasem zjem czekoladę gdyż jestem tylko człowiekiem, wyjeżdżam kilka razy do roku, kiedy pozwala mi na to szkoła, moi znajomi to nie tylko twarze na snapa, to też długie godziny trudnych rozmów. Moje życie jest realistyczne i prawdziwe, a ja czasem bywam naprawdę zmęczona. Uczę się czerpać radość i siłę z drobnostek, uczę się omijania skrótów, dążę do celu, a blog ma mi w tym pomóc. Chcę dzięki niemu pokazać, że można osiągać sukces i cieszyć się życiem, które nie wylansował mi internet.

Długi tekst, wiem, ale w końcu dałam upust swoim wszystkim emocjom i przemyśleniom. Bardzo Was proszę o podzielnie się ze mną swoimi opiniami. Jestem ciekawa czy nie przesadzam, czy Wy też dostrzegacie idealne życie lansowane przez internet i czy Was też tak bardzo irytuje?


Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło)

You Might Also Like

16 komentarze

  1. Już Freud i Jung stworzyli teorię ,,maski" jakoby człowiek w relacjach z innymi ludźmi udawał kogoś kim nie jest. A Internet umożliwia mu w nadmierny sposób. Tak oto ludzie dodają ładne zdjęcia, ładnych rzeczy, zamiast tak naprawdę się tymi rzeczami cieszyć. Foteczki na insta przed jedzeniem ale i snapa trzeba wysłać, i na fejsie się pochwalić... I tak jedzenie jest już zimne.
    Ja ogólnie odnoszę takie wrażenie, że ,,znani" blogerzy stają się tak strasznie pyszni. Zatracają się w tym charakterystycznym pisaniu za które tyle osób ich polubiło, a zaczynają się lansować.
    Martwi mnie to, przejmuje ale... toleruję to. Życie ludzi należy do nich samych i sami powinni dochodzić do pewnych refleksji. Wtedy nauczą się najlepiej. A jak im się to nie uda - trudno! Ich życie! (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci za ten wpis, przywracasz mi wiarę w rozsądek i zdrowe podejście do życia, bo już myślałam, że albo coś ze mną jest nie tak, albo za stara już jestem. Nie będę Ci kadzić, żeby w głowie Ci się nie przewróciło:-) ale czytałam z przyjemnością, masz świetny, lekki styl i postaram się do Ciebie zaglądać. A jeśli chodzi o te blogi, o których piszesz, to omijam z daleka, tak jak ludzi którzy potrafią rozmawiać tylko o modzie, fryzurach i okularach od Prady...

    OdpowiedzUsuń
  3. czy to praca, czy przyjemność... ile ludzi tyle spojrzeń na rzeczywistość.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Idealność jest taka nudna...

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz trochę racji. Ale co poradzić? Na świecie zawsze będą, przepraszam za wyrażenie - idioci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem zwolenniczką długiego czytania wpisów na blogu... i choć jestem tu po raz pierwszy to już mi się podoba! Masz ciekawy styl pisania, przyjemny i lekki. Takich blogów 'z duszą' brakuje i tak jak wspomniałaś, coraz częściej na blogach widać komercję...
    Oby tak dalej! Myślę, że będę tu częściej zaglądać!
    Powodzenia, jesteś świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, trochę poszłam w inną stronę :). Masz rację, czasem ma się takie wrażenie, że promują, ale zawsze sobie myślę, że wtedy te kobiety, które odchodzą w bardziej idealny świat w swoich tekstach, że to właśnie jest ich odskocznia od tego świata pełnego obowiązków i mniej przyjemnego. :) Może dlatego, że zawsze podchodziłam z duużym dystansem do tego, co czasem piszą na blogach. Różni ludzie mają różne sposoby na radzenie sobie ze swoim życiem. A teraz mi się przypomniało, co jeden mój profesor powiedział o... mniej więcej, udawaniu kogoś innego niż się nie jest, że te osoby muszą być bardzo nieszczęśliwe z powodu tego, jakie są... i budują idealną wizję swojego życia, by zmniejszyć dysonans w postrzeganiu samego siebie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie też to irytuje. Na zdjęciach wszystko jest takie piękne, a przecież nie raz bywa tak, że nasze życie odbiega w 100% od chociażby normy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może masz rację, w końcu chyba nie skłamię i nie przesadzę, jeśli powiem, że każdy lubi, gdy ktoś inny go podziwia, prawda? ;) Niektórzy rzeczywiście coś robią i wzbijają się na szczyty, uzyskując realny podziw, a inni ubierają się tylko w taki pozór. Szczerze? Trochę im tego współczuję, bo tak żyjąc nigdy niczego nie osiągną oprócz sztucznego zadowolenia z siebie, które bardzo szybko im umknie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zwłaszcza to widać na blogach modowych. Tą super idealność. Kiedyś siedziałam i patrzyłam na te piękne dziewczyny, które ciągle są na wakacjach, mają zadbane paznokcie, idealnie pasujące i wyprasowane ubrania. One w to wkładają dużo pracy i na pewno je to wiele kosztuje wysiłku. Stwierdziłam więc że nie jestem idealna i nigdy nie będe. Po prostu trzeba być sobą bo inaczej świat internetu nas przerośnie. Pozdrawiam Agata.

    OdpowiedzUsuń
  11. Karolina, też tak myślałam w Twoim wieku - że w pracy jest luz, bo czas wolny masz dla siebie. Teraz wiem - to zależy w jakiej pracy ;)

    Jestem absolwentką jednego z lepszych liceów w województwie pomorskim (gdańskie III L.O.), a następnie Politechniki Gdańskiej. I zawsze, za każdym razem wydawało mi się "pójdę na studia, to nie będę przejmowała się bzdurnymi przedmiotami, które mnie nie interesują", "pójdę do pracy, to w końcu się wyśpię" itd. itp. TO NIEPRAWDA :P

    Aktualnie nie pracuję, czekam, na wiadomość od dużej firmy budowlanej, czy przyjmą mnie na staż. Za 1000 zł brutto, poniedziałek piątek 7-19 + soboty ile trzeba. Dolicz dojazdy, samochodem godzina w dwie strony. Tak pracuje od pięciu lat mój narzeczony (nno, dobra, on dostawał przez pierwsze dla lata dwa razy tyle, ile mi obecnie proponują) i uwierz, że czasu wolnego ma zero, a sprzątaniem, praniem, gotowaniem zajmuję się tylko i wyłącznie ja. Wychodzi z domu skoro świt, wraca w okolicach 20-21. Jemy obiad, kąpiemy się, serial i spać. A nie mamy dzieci. I czasami nawet spania za bardzo nie ma, kiedy są odbiory, betonowania i tego typu "przyjemności", które potrafią trwać do rana. Po skończeniu liceum wcale nie jest tak różowo, jak licealistom się wydaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie napisanie jednego posta najmuje co najmniej kilka, przeważnie kilkanaście godzin, a nie mam z tego póki co niczego poza poświęconym czasem i wydatkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ta książka jest genialna. Kiedyś miałam mega problem z ciuchami i ich nadmiarem, a właściwie nic do siebie nie pasowało. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam się zastanawiać nad tym dlaczego tak jest.

    Wywaliłam/oddałam połowę ciuchów i jestem na etapie kompletowania nowej garderoby, ale to wszystko z czasem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ale jak to... pomyśl o tych biednych blogerkach,
    przecież one musiały wstać rano,
    czy to lato czy zima,
    śnieg czy deszcz,
    w bólu i chorobie,
    czasem w cierpieniu...
    i skompletować dla nas ten stylowy outfit! ;_;
    Mam dylemat czy skategoryzować blogera jako zawód. Z jednej strony nie jest to ciężkie, wymagające wysiłku zajęcie, no ale jednak zarobić na tym można. Też nie lubię patrzeć na lansowanie perfekcyjnego życia, ale właśnie to najlepiej się sprzedaje. Któż chciałby czytać wypociny topowej blogerki o problemach rodzinnych albo ciężkim dzieciństwie?
    Swoją drogą, cieszę się że trafiłam na Twój blog i marzę by wreszcie rozwinąć się na tyle, by pisać tak długie, spójne a zarazem lekkie teksty jak Ty ;)

    pozdrawiam, Klaudia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jak niewdzięczna nigdy tak o tym nie myślałam, a to fakt lato czy zima one musz zrobi dla nas stylizacje ;)
      Jej dziękuje Ci bardzo za miłe słowa, regularne pisanie poprawia styl ;)

      Usuń
  15. Karolina, ale nie chciałam Cię w żaden sposób pouczać - po prostu sama myślałam kiedyś podobnie do Ciebie, a niestety życie zweryfikowało moje osądy ;) Oczywiście wszystko zależy, jaki rodzaj studiów wybierzesz itd. - pech chciał, że u mnie były to super-czasochłonne studia, kilka dni z rzędu z zerową ilością snu było normą, następnie dwa dni po 3-5 godzin i dalej maraton ;) Na plus, że zaliczasz mnóstwo wschodów słońca ;) Właściwie to myślę, że powinni to wpisać w broszurę reklamującą kierunek ;) A później, jak "przyjdą" dzieci, czasu będzie jeszcze mniej, co mnie totalnie przeraża ;)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe