LO(L) - CZYLI JAK WYBRAĆ LICEUM I NIE ZWARIOWAĆ?

12:58


Dziś przygotowałam post z serii "Pseudo-ekspert i jego cenne wskazówki". Przyznaję się, że nie przepadam za wpisami, które stanowią kumulację rad pochodzących mówiąc eufemistycznie, z tylnej części ciała. Kiedy widzę kolejny artykuł, w którym rozwiązanie wszelkich problemów i trosk, stanowi próba uśmiechu, zaczynam wątpić czy twórca postu kiedykolwiek zetknął się z prawdziwym życiem. Dziś jednak łamię swoją żelazną zasadę i tworzę coś na kształt pseudo-eksperckiej notki. Nie trudno zgadnąć, że cały wysyp tego typu artykułów jest spowodowany silnym zainteresowaniem ze strony internautów. A w końcu dla równowagi dóbr, popyt powinien iść w parze z podażą. P.s  ostrzegam, że ten post zawiera dużo literek i mało obrazków ;)

Do napisania tego postu zainspirowały mnie dwie grupy. Pierwszą stanowią znajomi z liceum, którzy męczą się niemiłosiernie w źle dobranej dla siebie szkole, do drugiej zaś należą gimnazjaliści, którzy od dłuższego czasu miotają  się w swoich wyborach. Dostaję wiele pytań od znajomych z dawnej szkoły, zainteresowanych moją opinią na temat liceum w jakim aktualnie się uczę. Dziś chciałabym nieco ogólnie, ale jednocześnie konkretnie nakreślić swój własny i sprawdzony sposób wyboru przyszłej szkoły. Być może znajdzie się jakaś zagubiona dusza, której ten post choć trochę pomoże? 

LICEUM CZY TECHNIKUM?

To kluczowe pytanie jakie musi sobie zadać każda osoba kończąca gimnazjum. Odpowiedź zaś powinna wynikać bezpośrednio z jej własnych odczuć, a nie od radzącej rodziny czy znajomych. Nie wiem jak sprawy mają się w waszym środowisku, ale kiedy ja kończyłam gimnazjum technika nie cieszyły się dobrą sławą. Pamiętam nawet jak jedna z koleżanek rzuciła komentarzem w stylu: "Jak mi się noga już totalnie powinie to składam papiery do gastronomika."  Takie opinie, czasem nawet nie mające zabarwienia negatywnego odstraszają ludzi od nauki w technikum. A przecież trzeba pamiętać, że ten typ szkoły sprzed laty, znacznie różni się od tego współczesnego. Nie pojawiają się tu wyłącznie ludzie mało ambitni, szukający gotowego fachu (z resztą nigdy nie pojawiali się tu tylko tacy). To świetna alternatywa dla osób, które chcą mieć styczność z przyszłym zawodem już w szkole ponadgimnazjalnej. Co ważne, w przypadku technikum nie należy iść ślepo według zasady "Bo jak nie zdam matury, to przynajmniej zostanie mi fach w ręku". Przyznaję, że matura dopiero przede mną, więc być może nie powinnam jeszcze głosić mądrości na jej temat, ale z drugiej strony w liceum, w którym się uczę, co pół roku odbywają się egzaminy semestralne, myślę więc, że napisanie matury na 30% nie należy do rzeczy niemożliwych. Poza tym aby dostać świstek, który potwierdzi kwalifikacje zawodowe trzeba się zmierzyć z egzaminami zawodowymi. No i rzecz najbardziej oczywista, z którą musi się liczyć każda osoba startująca do technikum - dodatkowy rok nauki... a to musi boleć. Podsumowując warto podjąć decyzję ostateczną już teraz. Zmiana liceum na technikum i na odwrót wiąże się bowiem z ryzykiem. W liceum  materiał przerabia się znacznie szybciej, gdyż nie trzeba ograniczać godzin ze względu na przedmioty zawodowe. W technikum zaś traci się rok takowych. A nikt, nigdzie nie lubi nadrabiać.

PROFIL

Znam osoby, którym tak bardzo zależało na znalezieniu się w tej, a nie innej szkole, że przy rekrutacji złożyły papiery do każdej możliwej klasy; od humanów, po biol-chemy aż do mat-fizów. Najgłupsze co można zrobić. Nie oszukujmy się, cudowne dzieci rodzą się raz na milion przypadków, a nie da się być dobrym ze wszystkiego. To, że ktoś napisał egzamin gimnazjalny na 80-90% nie jest gwarantem, że poradzi sobie na rozszerzonej matematyce. A znam takie przypadki, które mimo bardzo wysokich wyników obecnie nie zdają na podstawie. Należy bardzo realnie oceniać swoje możliwości i przed wyborem szkoły zdecydować się na jakiś KONKRETNY profil. Naturalnie, niewielu ludzi w wieku 15-16 lat ma pojęcie co chce robić w życiu, ale  to już moment kiedy człowiek jest w stanie rozpoznać swoje zdolności i predyspozycje. Najlepiej kierować się wyłącznie nimi. Jeśli chodzi o profile największy problem od zarania dziejów stanowią klasy humanistyczne. Bo ktoś stwierdził, że po humanie to już koniec i tylko smażyć frytki można, żadnej alternatywy. Ludzie, kto wierzy w takie bzdury?! Kończąc klasę humanistyczną nie jest się skazanym na socjologię czy politologię (które notabene wcale nie są takie nieopłacalne jak się może niedoinformowanym zdawać), istnieje szereg innych możliwości np. prawo, kreacja wizerunkowa, stosunki międzynarodowe, psychologia, przeróżne kierunki filologiczne itd. Osobiście jestem na stuprocentowym humanie - polski, historia, wos; wiążę swoją przyszłość ze światem mediów i na każdą zgryźliwą uwagę reaguję z politowaniem kiwając głową. Bo wychodzę z bardzo prostego założenia; wolę być dobrym humanistą niż słabym ścisłowcem. Popyt na pisarzy, dziennikarzy, czy choćby psychologów nigdy się nie skończy, mimo chwilowych zastojów w branży. Trzeba zaznaczyć, że nawet jeśli dziś poszukuje się informatyków nie oznacza to, że za pięć - sześć lat popyt nie ulegnie zmniejszeniu. Ale najistotniejszy z tego wszystkiego jest wybór profilu, który wpasowuje się w kryteria naszych predyspozycji. Nie ma najmniejszego sensu męczyć się trzy lata z rozszerzonymi przedmiotami, które bywają problemowe, w imię błędnych przekonań. W dzisiejszych czasach świat stoi otworem, a klasa w liceum nie jest przecież wiążąca. I jeszcze mała uwaga: zdecydowanie odradzam wyboru klas stylizujących się na: dziennikarskie/prawnicze itd., w większość przypadków wyróżniają się one wyłącznie nazwą.

POZIOM SZKOŁY

Ostatnia i właściwie najistotniejsza kwestia, która sprawia najwięcej problemów. W tym miejscu wplotę parę wątków biograficznych, bo wszystko co opowiadam znam z autopsji. Kiedy ja wybierałam liceum byłam pewna, że chcę znaleźć się w klasie humanistycznej, która nie będzie z góry traktowana jak "poczekalnia dla bezrobotnych". Po długich miesiącach bicia się z myślami wybrałam sobie szkołę górującą w rankingach wojewódzkich pod względem zdawalności matury z przedmiotów humanistycznych. Oczywiście przy ostatecznej decyzji wzięłam pod uwagę fakt, że co pół roku będę zmuszona napisać egzaminy semestralne z sześciu przedmiotów na różnych poziomach trudności (taka "wyjątkowa" szkoła).  Niestety brałam to pod uwagę jako jedna z nielicznych i obecnie należę do radzącej sobie mniejszości. Najprawdopodobniej dlatego, że swój chrzest bojowy miałam już w gimnazjum. Przyznaję, że chodziłam do beznadziejnej podstawówki (dno i wodorosty), gdzie aby mieć 5 z matematyki wystarczyło zrobić plakat biograficzny Einstaina... A potem nagle trafiłam do jednego z lepszych gimnazjum w kraju i boleśnie zderzyłam się z nową rzeczywistością, gdzie śmiano nam się w twarz za każdą propozycję zrobienia plakatu czy prezentacji. (Nie, nie jestem jednym z tych biednych dzieci nadambitych rodziców, to była moja prywatna inicjatywa. Ja taż nie mogę pojąć co mną kierowało). Na początku byłam niesamowicie niepocieszona, miałam spore trudności z nauką i chciałam zrezygnować, co zresztą popierali moi rodzice widząc jak strasznie jestem zmęczona. A jednak zostałam, przeżyłam i do liceum poszłam zdecydowanie zahartowana ciesząc się, że w tym tygodniu tylko trzy sprawdziany i dwie kartkówki, bo w gimnazjum uwierzcie było gorzej. A morał jest z tego taki, że znając swoje możliwości wiedziałam, że to liceum mnie nie przerośnie. Wiele ludzi wyszło z gimnazjów zupełnie oderwanych od rzeczywistości, wybrali dla siebie szkołę chcąc zaimponować znajomym i okupili to pokładami stresu oraz wyraźnym zmęczeniem. I w tym miejscu apeluję, oceniajcie realnie swoje możliwości i priorytety, bo to przy wyborze szkoły jest najważniejsze. Nie dajcie się też zwieść tym kolorowym stronom internetowymi liceów z ładnymi cytatami i wstawkami w stylu: "Ważny jest dla nas indywidualny rozwój ucznia", bo to nawet nie leżało w pobliżu prawdy. Nie bójcie się też próbować, czasem zdany gorzej egzamin, nie przekreśli szans na dostanie się do wymarzonego liceum.

Mogłabym pisać jeszcze więcej, ale zdaję sobie sprawę, że już nikt nie wytrzyma dłuższego postu. Myślę, że zawarłam tu wszystko co najistotniejsze. Wiem, że nie odkryłam Ameryki, ale czasem uporządkowanie banału już stanowi jedną którąś sukcesu. Wszystkim tegorocznym absolwentom gimnazjum życzę powodzenia przy rekrutacji, a każdego kto ma ją za sobą zapraszam do komentowania - niech ten post będzie zbiorowym źródłem przedlicealnej wiedzy.




You Might Also Like

2 komentarze

  1. Dla mnie to nie był wybór życia. Takie decyzje zawsze można zmienić, wycofać się lub zrobić coś innego w każdym momencie. Nie są nieodwracalne.
    Jestem w prestiżowym LO, oceny mam niezbyt dobre, ale jeszcze rok temu (teraz jestem w drugiej klasie) były naprawdę godne pozazdroszczenia. Coś się zmieniło, każdy co chwilę znajduje inne priorytety, dorasta, co innego go zajmuje. I tyle.
    Nie wiem, czy zmieniłabym szkołę, czy nie. Nie jest ona na tyle integralną częścią mojego życia, by aż tak mnie absorbować. Szkoła, jak szkoła, to o wiele mniej, niż miejsce pracy, nie wspominając o domu. Ale każdy ma swoje odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i prawidłowe podejście! :D Ja też na początku się zabijałam o super o ceny, a teraz dochodzę do wniosku, że 4 i 3 też są ocenami dla ludzi. W LO i tak już Cię nikt nie doceni, a życie jest ważniejsze od ładnie wyglądającego świadectwa... Jak dla mnie to najważniejsze by znaleźć się w dobrze dopasowanej szkole, by się w niej nie męczyć i nie przeżywać koszmarów w stylu "nie zdam" i w sumie na to pragnęłam w tym poście uczulić ;))
      P.s to zdanie bardzo mi się podoba "Nie jest ona na tyle integralną częścią mojego życia, by aż tak mnie absorbować." - mądre :))

      Usuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

Subscribe