GARŚĆ KOŃCOWOROCZNYCH REFLEKSJI

GARŚĆ KOŃCOWOROCZNYCH REFLEKSJI

lipiec 2015 roku, Nowy Jork oczami mojej, kochanej kuzynki Weroniki

Koniec roku to magiczny czas skłaniający nas zarówno do refleksyjnych podsumowań, jak i entuzjastycznych postanowień na kolejne dwanaście miesięcy. W związku z czym w internetowej wiosce aż zawrzało, bloggerzy tworzą wpisy upamiętniające efekt dotychczasowych działań oraz zdradzają swoje plany na kolejny rok. Nawet ja postanowiłam poddać się fali refleksji i stworzyć własny post w podobnym klimacie. Być może trochę chaotyczny i za bardzo osobisty, ale wydaje mi się, że nie będzie lepszego momentu na taką chwilę słabości. Dlatego dziś pragnę Was zaprosić na uroczyste podsumowanie ubiegłych czterech kwartałów połączone z postanowieniami na 2016 rok.

"CO Z TYM SZCZĘŚCIEM?" - PSYCHOLOGIA POZYTYWNA W PRAKTYCE (recenzja dla wydawnictwa Edgard)

"CO Z TYM SZCZĘŚCIEM?" - PSYCHOLOGIA POZYTYWNA W PRAKTYCE (recenzja dla wydawnictwa Edgard)


Kiedy kilka  tygodni temu odezwała się do mnie przedstawicielka wydawnictwa Edgard z dość ciekawą propozycją współpracy nawet nie przypuszczałam, że wszystko dojdzie do skutku. A jednak właśnie przystępuję do napisania pierwszej "zleconej" mi recenzji. Początkowo nie byłam przekonana czy chcę podjąć się zadania, z obawy na niechęć jaką pałam do poradników psychologicznych. Nie mam jednak w zwyczaju rezygnować z nowych wyzwań dlatego też postanowiłam podjąć próbę. Przez ostatnie tygodnie z ołówkiem w ręku bardzo skrupulatnie wertowałam wszystkie strony książki, aż w końcu przeczytałam ją od deski do deski. Jeśli jesteście zainteresowani jakie wrażenie wywarła na mnie powyższa pozycja zapraszam do dalszej lektury tego wpisu. 

JAK SIĘ SPĘDZA ŚWIĘTA W CIEPŁYCH KRAJACH

JAK SIĘ SPĘDZA ŚWIĘTA W CIEPŁYCH KRAJACH


Nigdy nie zabiegałam o to by spędzać święta z dala od domu, ale kiedy tylko pojawiła się podobna możliwość byłam gotowa rzucić wszystko. Elegancka kolacja świąteczna, sylwester na plaży i dwa tygodnie spędzone w namiastce raju rekompensowały mi brak tradycyjnych świąt. Decyzja zapadła dość szybko jedziemy, a raczej lecimy na jedną z Wysp Kanaryjskich - Lanzarote. To wyjątkowe miejsce przypomina ludziom księżyc, ale dla mnie jest prekursorem fikcyjnego Dziwnowa z gry The sims 2. Kompletnie oszalałam na punkcie rajskiej wyspy i do tej pory tęsknię za jej oszałamiającym klimatem.  Ale zacznijmy od początku.

PROPOZYCJE PREZENTÓW ŚWIĄTECZNYCH (dla młodej dziewczyny)

PROPOZYCJE PREZENTÓW ŚWIĄTECZNYCH (dla młodej dziewczyny)


Jeśli chroniczny brak czasu i energii jest zaraźliwy radzę trzymać się ode mnie z daleka. W ciągu ostatnich tygodni zaliczyłam fatalny spadek formy. Jakbym się nie zorganizowała, co bym nie zrobiła zawsze zabraknie mi motywacji do stworzenia nowego posta. A gdy już przysiadłam do blogowej roboty usatysfakcjonowana nagłym przypływem weny twórczej, mój komputer postanowił się właśnie   zaktualizować. Po pewnym czasie uznał, że jest gotowy do dalszej współpracy, ale z kolei ja marzyłam już tylko o przebraniu się w piżamę i wskoczeniu do łóżka. Poza tym klimat także nam nie sprzyja. Coraz więcej osób poddaje się fali marudzenia i zniechęcenia i prychają na lewo i prawo. W powietrzu czuć gotującą się w ludziach potrzebę odpoczynku. Już wszyscy pragniemy rozpłynąć się w pachnącej piernikami atmosferze świąt. Ale założę się, że przynajmniej połowa populacji nadal nie kupiła świątecznych prezentów. Dlatego ten post kieruję do wszystkich duszyczek zagubionych w świecie konsumpcji. 

"POWIEDZ WILKOM, ŻE JESTEM W DOMU" - OPOWIEŚĆ, KTÓRA POTRAFI ZATRZYMAĆ CZAS

"POWIEDZ WILKOM, ŻE JESTEM W DOMU" - OPOWIEŚĆ, KTÓRA POTRAFI ZATRZYMAĆ CZAS



Wizyty w księgarni dzielą się na dwie kategorie; kiedy usilnie i bezskutecznie usiłujesz znaleźć coś co choć trochę zdoła cię zainteresować oraz gdy jakaś pozycja przywoła cię do siebie, a potem zawładnie twoimi myślami na dobre - właśnie tak było w przypadku Powiedz wilkom, że jestem w domu. Tytuł brzmiał interesująco, okładka przyciągała wzrok, a opis na odwrocie zapowiadał naprawdę niezwykłą historię. Książkę kupiłam w wersji elektronicznej, przeleżała na moim czytniku dobre kilka miesięcy, gdyż  cały czas wydawało mi się, że mój obecny nastrój nie jest godny tej opowieści. Aż w końcu któregoś z jesiennych wieczorów otworzyłam plik i przepadłam do reszty. Od czasów Szukając Alaski, żadna książka nie doprowadziła moich myśli do tak dzikiej, przepełnionej zrozumieniem i zarazem żalem gonitwy.

DZIESIĘĆ SEKUND Z ŻYCIA CZYLI ZAŁOŻYŁAM SNAPCHAT

DZIESIĘĆ SEKUND Z ŻYCIA CZYLI ZAŁOŻYŁAM SNAPCHAT

SNAPCZAT: definiuje_blog

To chyba jedna z tych chwil kiedy stąpam po niepewnym gruncie.  Od dłuższego czasu świtał mi w głowie pomysł założenia blogowego snpachta, ale gdzieś tam w głębi, bardzo natrętna myśl podpowiadała, że konto na wspomnianej aplikacji może okazać się jednym, wielkim nieporozumieniem. W końcu obiecałam sobie "trzymać poziom". Ale od pewnego czasu coraz częściej nękało mnie pytanie, czym tak naprawdę jest to trzymanie poziomu?  Na obecną chwilę myślę, że zwyczajnym ograniczaniem swoich potrzeb na rzecz własnych, niezbyt trafnych przekonań. Ostatnio, pewien mądry człowiek spytał czy nie szkoda mi życia na ciągłą kontrolę. Wzięłam sobie te słowa do serca i postanowiłam wyjść nieco poza tę złudną strefę komfortu. Tak, więc moi drodzy założyłam snapchata! 

W METALOWYM UŚMIECHU CZYLI JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO ZAŁOŻENIA APARATU ORTODONTYCZNEGO

W METALOWYM UŚMIECHU CZYLI JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO ZAŁOŻENIA APARATU ORTODONTYCZNEGO


Jestem z powrotem! Ostatnio mam straszny problem ze znalezieniem czasu i energii na pisanie postów. Mam nadzieję, że nadchodzące święta zmobilizują mnie do działania i nie popadnę w zimowy marazm. Co się zdarzyło przez ten czas? Na dniach minął rok odkąd moje zęby zostały uwięzione w metalowym uścisku. Długo nosiłam się z zamiarem założenia aparatu ortodontycznego i nieustannie wymyślałam powody przez, które należało opóźnić cały proces. Jak większość dzieciaków pierwotnie nosiłam marną imitację w postaci aparatu wkładanego, który przez siedem lat kuracji nie przyniósł żadnych efektów. W końcu postanowiłam odpuścić, a moi rodzice nie naciskali w kwestii aparatu stałego. Czas leciał, a ja odkładałam decyzję na kolejne lata i dopiero rozpoczęcie nauki w liceum zmotywowało mnie do zrobienia kroku naprzód w stronę lepszej wersji siebie. Jednak zanim zdecydowałam się umówić na pierwszą wizytę u ortodonty przekopałam internet w poszukiwaniu informacji dotyczących całego procesu. Niestety trafiałam głównie na fora sprzed lat albo oferty klinik ortodontycznych. Dlatego przy okazji pierwszej rocznicy postanowiłam zebrać wszystkie ważniejsze informacje, które mogą okazać się pomocne przy zakładaniu aparatu. 

SPOTKANIE AUTORSKIE Z ANNĄ MAKSYMIUK

SPOTKANIE AUTORSKIE Z ANNĄ MAKSYMIUK


Mam niesamowitą słabość do tworzenia postanowień noworocznych dlatego wraz z rozpoczęciem 2015 roku przygotowałam naprawdę długą listę. Na samym szczycie górował punkt "aktywność kulturalna". Spotkanie autorskie z Joanną Glogazą, z którego relację możecie przeczytać tutaj, wywarło na mnie naprawdę pozytywne wrażenie, co dodatkowo zachęciło mnie do uczestnictwa w podobnych wydarzeniach. Tym razem postacią wieczoru była Anna Maksymiku-Szymańska, autorka książki Co za szycie, skierowanej do wszystkich amatorek mody chcących wejść na nieco wyższy poziom jakim jest samodzielne tworzenie ubrań. Postać Ani jest Wam już na pewno dobrze znana z Internetu; to przesympatyczna, bardzo kreatywna dziewczyna, która ma niekonwencjonalne podejście do kwestii ubioru. Warto zaznaczyć, że z jej pasji zrodziła się wrocławska marka  Em em Shop, tworząca oryginalne projekty.

 MODA NA MINIMALIZM

MODA NA MINIMALIZM


Ludzie od zawsze pragnęli "mieć". Naturalnym celem naszego życia stało się, więc dążenie do bogactwa. Dla znaczącej części populacji praca stanowi możliwość zarobku, a kwestie zaspokajania własnych ambicji spadają na dalszy plan (czemu na dobrą sprawę trudno się dziwić). Gdybyśmy mieli rozpatrywać ostatnie stulecie, na pewno należałoby wskazać zakończenie zimnej wojny jako istotny przełom, kiedy warunki życia w wielu krajach znacznie się poprawiły. Ludzie zachłysnęli się możliwością wyboru, wyższe wykształcenie stało się czymś znacznie powszechniejszym, a możliwość rozwoju zaowocowała w pieniądzach. I tak po czasie ciągłej gonitwy za dobrobytem świat stanął w miejscu i sięgnął do korzeni, kiedy ludzie mieli tylko tyle by móc przetrwać. W ten sposób z mody "na bogato", której celem samym w sobie było nie tyle mieć co pokazać innym, że się ma, nastała moda na minimalizm. Przetłumaczyłam sobie to stwierdzenie na najprostszy język i doszłam do wniosku, że dziś im masz mniej i oczywiście głośno o tym mówisz tym jesteś fajniejszy. 

PEWNEGO RAZU W ST. TROPEZ

PEWNEGO RAZU W ST. TROPEZ


Kocham zimę, śnieg, święta Bożego Narodzenia i wszystko (z wyłączeniem mroźnych, ciemnych poranków) co ze sobą niesie ta wspaniała pora roku. Ale ostatnim czasem jest we mnie coraz więcej tęsknoty za latem. Tydzień temu poniedziałkowy wieczór był naprawdę ciepły. Jechałam samochodem po obrzeżach miasta, gdzie ruchliwe drogi ustępują polom, słońce zachodziło na zaróżowionym niebie, a mi przypomniały się te wszystkie wieczory na wsi, gdzie jako dziecko jeździłam z moją babcią zaraz po zakończeniu roku szkolnego. To była taka inauguracja wakacji, którą do tej pory wspominam z rozrzewnieniem. Moją tęsknotę za latem dodatkowo podsyca powyższe zdjęcie. Lipcowe popołudnie, filtr na snapczacie wskazuje trzydzieści stopni, choć temperatura odczuwalna  jest znacznie wyższa, owiane sławą, słodkie St. Tropez, a w głowie gra francuska muzyka. Właśnie tak zapamiętałam moment, w którym została zrobiona fotografia.

DZIESIĄTKA KLASYKÓW CZYLI MOJE PODSTAWY GARDEROBY

DZIESIĄTKA KLASYKÓW CZYLI MOJE PODSTAWY GARDEROBY


Ostatnim czasem zaproponowałam na blogu posty kulturalne, dlatego dziś w ramach równowagi zapraszam na bardzo lekki, wręcz błahy wpis modowy. Przeglądając strony skupiające się na wspomnianej tematyce zaobserwowałam, że notorycznie używane jest określenie "podstawy garderoby". Oczywiście każdy z nas ma takowe, ale w zależności od naszego stylu życia, upodobań, a nawet ideologii jakimi się kierujemy, są to zupełnie inne ubrania. W związku z tym nie mogę pojąć dlaczego stwierdzeniu "podstawy garderoby" towarzyszy wymowne: "każda kobieta powinna mieć..." lub "...to absolutny must have". 

"BÓG NIGDY NIE MRUGA" - 50 FELIETONÓW, 50 LEKCJI

"BÓG NIGDY NIE MRUGA" - 50 FELIETONÓW, 50 LEKCJI


Przez ogromny natłok obowiązków wiszących mi nad głową, w tym miesiącu posty ukazywały się nieco rzadziej. Kolejne tygodnie zapowiadają się jednak luźniej, toteż mam nadzieję powrócić do stałego harmonogramu publikowania wpisów (środy i soboty). To tyle słowem wstępu. A dziś przychodzę do Was z recenzją książki, która klimatem wpasowuje się w serię "czytadeł dla duszy". Nie jest to jednak kolejny poradnik usiłujący odpowiedzieć nam na pytanie "Jak żyć?". Pięćdziesiąt felietonów, nazwanych przez autorkę i wydawcę książki lekcjami, to tak naprawdę realne historie pokazujące, że przy odrobinie silnej woli jesteśmy w stanie przetrwać o wiele więcej niż się nam wydaje.

SŁÓW KILKA O BLOGOWEJ INTERESOWNOŚCI

SŁÓW KILKA O BLOGOWEJ INTERESOWNOŚCI


My bloggerzy (nieskromnie użyję tego słowa w liczbie mnogiej) lubimy narzekać na "hejterów". Odnoszę wręcz wrażenie, że najpopularniejszymi postami tuż obok Liebster Blog Award są apele o internetową empatię. "Bądźmy życzliwi, wspierajmy się, docenimy cudzą pracę..." bla, bla, bla. Ale czy przypadkiem nie jest tak, że zniechęcamy siebie nawzajem, że blogger, blogerowi zaczyna być hejterem? Oczywiście bardzo cichym i niepozornym; maskuje się pochlebstwami, szeregiem uśmiechniętych emotikonów, a potem znienacka bombarduje linkami, zaproszeniami i prośbami o pilne "poklikanie".  I tak właśnie zabija się w drugim człowieku potrzebę twórczości, nieładnie - chciałoby się rzec.

LIEBSTER BLOG AWARD #1

LIEBSTER BLOG AWARD #1


W mojej dotychczasowej, blogowej "karierze" już kilkakrotnie byłam nominowana do podobnych przedsięwzięć, ale w przypadku Definiuję jest to pierwszy raz.  Wcześniej, również nie angażowałam się w podobne zabawy i nie udzielałam odpowiedzi na zadawane przez bloggerów pytania, ponieważ nie sądziłam, że może to zainteresować czytelników. Tym razem doszłam jednak do wniosku, że skoro prowadzę bloga już ponad rok (co prawda w miarę regularnie dopiero od czterech miesięcy) to być może warto się trochę otworzyć i powiedzieć o sobie coś więcej. Do Liebster Blog Award zostałam nominowana przez Olę z Mikmok Blog i to właśnie na Jej pytania udzielę dziś odpowiedzi. Zainteresowanych zapraszam do czytania!

SKĄPANA W SŁOŃCU NICEA

SKĄPANA W SŁOŃCU NICEA


Za oknami coraz bardziej szaro, buro i ponuro. Poranki stają się rześkie, w powietrzu czuć przymrozek, długie ptasie klucze prędko suną po niebie. Mącą nam jeszcze w głowach delikatne promienie słońca, synoptycy mydlą oczy zapowiedziami ciepłych weekendów. Przyroda jednak otwarcie informuje o nieuniknionym nadejściu zimy. Nadchodzi sezon grubych swetrów, długich szali i ciepłych czapek. Dlatego dziś z przyjemnością zabieram Was w podróż do miasta, które jest kochanką słońca. Mam nadzieję, że Nicea zdoła przekazać Wam tyle pozytywnej energii ile miałam ja na powyższym zdjęciu. 

PODSUMOWANIE KULTURALNE: III kwartał 2015 roku

PODSUMOWANIE KULTURALNE: III kwartał 2015 roku


Naprawdę nie mogę uwierzyć, że właśnie dobiegł końca trzeci kwartał tego roku. Mam wrażenie, że dopiero wczoraj tworzyłam ostatnie podsumowanie kulturalne, a już dziś prezentuję następne. Minione trzy miesiące były dla mnie bardzo aktywne, również pod względami kulturalnymi. Obejrzałam wiele filmów, przeczytałam trochę książek i przekopałam kawałek Internetu. Być może nie wszystko okazało się perełką, ale na pewno jest kilka rzeczy, które śmiało mogę polecić. Jestem bardzo podekscytowana rozpoczęciem ostatniego kwartału tego roku; uwielbiam jesienne wieczory z książką i zimowe wypady do kina. Mam na dzieję, że kolejna porcja ciekawych odkryć kulturalnych zawita tu pod koniec grudnia. A tym czasem prezentuję to co umiliło mi sezon letni.

TURYSTYCZNA MODA - PRZEMYŚLEŃ KILKA

TURYSTYCZNA MODA - PRZEMYŚLEŃ KILKA


Z przyczyn naturalnych i nieprzewidzianych nie było mnie na blogu już przeszło trzy tygodnie. A im dłużej zwlekałam z napisaniem posta tym gorzej było mi się zebrać do tej blogowej aktywności. Z pisaniem jest trochę jak z bieganiem; jeśli robisz to regularnie chęci rodzą się samoistnie, za to po długiej przerwie trudno wyrwać się z otchłani lenistwa i wrócić do działania. Jak widać, nie poddałam się i jestem z powrotem. Ostatnim czasem na blogu było dość filozoficznie i kulturalnie dlatego dziś chcę zaproponować Wam lekki i mam nadzieję przyjemny wpis o modowej tematyce.

TYPOWY WOODY ALLEN CZYLI O "NIERACJONALNYM MĘŻCZYŹNIE"

TYPOWY WOODY ALLEN CZYLI O "NIERACJONALNYM MĘŻCZYŹNIE"


Gdybym miała wskazać ulubionego reżysera, bez głębszego zastanowienia powiedziałabym; Woody Allen. Nikt tak jak on (i Spike Jonze) nie rozumie mojego specyficznego gustu filmowego. Mając trzynaście lat obejrzałam Vicky, Christina Barcelona i przepadłam w filmografii tego absolutnego geniusza. W jednym z wywiadów dla filmweb, Agnieszka Grochowska nazwała Allena współczesnym Chaplinem. Co prawda nie oglądałam żadnego z filmów Brytyjczyka, ale jest to na pewno nie lada wyróżnienie. I choć tak bardzo cenię sobie twórczość reżysera, to jednak w pewnym momencie dołączyłam do grona malkontentów smęcących "Allen się skończył". Myślę, że kropkę nad "i" postawił w tym temacie denny film Zakochani w Rzymie. Potem było już coraz lepiej, a wraz z wejściem do kin Nieracjonalnego mężczyzny mogę śmiało rzec; dla mnie Woody Allen powrócił!

OBYCIE W ŚWIECIE

OBYCIE W ŚWIECIE




Któregoś dnia skończyłam czternaście lat. Zdmuchnęłam świeczkę na urodzinowym torcie i nagle zobaczyłam coś więcej niż czubek własnego nosa. Dostrzegłam otaczający mnie świat i jego problemy, coraz więcej rzeczy zaczęło mnie drażnić, popłynął we mnie wewnętrzny słowotok nie mający końca. Nauczyłam się stawiać kropki na końcu własnych zdań. Dziś mam ochotę zabierać głos w sprawie tego co mnie mierzi, co mi przeszkadza, co uważam za niewłaściwe. Zastanawia mnie tylko czy ta istotna przemiana, która ubarwiła moje życie zaczyna się w konkretnym momencie? Czy jeśli nie przylgnie do człowieka na czas, to ten już nigdy nie ujrzy szerszej perspektywy? To bardzo przerażająca wizja, ale z drugiej strony jak inaczej tłumaczyć tych ludzi, których zadowala tania rozrywka, którzy są nieczuli na problemy społeczne, którzy jak potulne baranki kroczą bez dumy za tłumem.

KANION VERDON I POLA LAWENDY

KANION VERDON I POLA LAWENDY


Są na świecie takie miejsca, w których czuję się wolna. I mam tu na myśli prawdziwą wolność, a nie tę mylnie rozumianą, którą wyzwala włożenie do ust fajki czy picie na umór. Piszę o niczym nieograniczonej wolności; kiedy biegam po polach lawendy i zamiast peszyć się faktem, że trąbi na mnie motocyklista zaczynam się śmiać. Wspominam wolność, którą daje mi krzyk nad Kanionem Verdon. Będąc na  jego szczycie upinam włosy najwyżej jak mogę, przewiązuję koszulę nad biodrami, chcę się choć chwilę przebiec po pustej drodze... Tak wolna jestem we Francji. 

"SLOW FASHION" CZYLI NAUKA SZACUNKU DO MODY

"SLOW FASHION" CZYLI NAUKA SZACUNKU DO MODY

W ostatnim wpisie dałam upust emocjom i mocno skrytykowałam zjawisko idealnego życia lansowanego przez bloggerów. A dziś dla odmiany, aby przywrócić wiarę w sens istnienia blogów opowiem Wam o osobie, której strona prezentuje naprawdę wysoki poziom. Joanna Glogaza, nieprzerwanie od 2008 roku prowadzi bloga Style Digger. Pierwotnie strona stanowiła portfolio stylizacji bloggerki, dziś jednak skupia  się na szeroko pojmowanym nurcie slow life, a w szczególności slow fashion. W dosłownym tłumaczeniu sformułowanie to oznacza "wolną modę". Gdyby jednak kiedykolwiek przyszło mi wyjaśniać na czym polega slow fashion, osobie zupełnie nieznającej tematu powiedziałabym, że jest to nurt propagujący szacunek do mody. Zainteresowani? W takim razie serdecznie zapraszam Was na recenzję książki Joanny Glogazy, przeznaczonej zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych w zawiłym świecie mody i konsumpcji. 

IRYTUJE MNIE IDEALNE ŻYCIE LANSOWANE PRZEZ INTERNET

IRYTUJE MNIE IDEALNE ŻYCIE LANSOWANE PRZEZ INTERNET


Kochani to będzie dłuuugi wpis, ale bardzo bym chciała abyście go przeczytali, to dość istotne dla całego rozwoju mojego bloga :) Dzięki, że jest Was coraz więcej!

Odkąd zaczęłam obserwować zjawisko blogów odnoszę nieustanne wrażenie, że internet próbuje lansować idealne życie. Na pierwszy rzut oka nie ma w tym nic złego, w końcu zasiadamy przed komputerami, aby odpocząć od otaczającej nas rzeczywistości. Miałam ciężki dzień w szkole, mam ochotę wyć z bólu po wizycie u ortodonty, jestem zmęczona wieczornym treningiem, a przede mną jeszcze samodzielna próba stworzenia idealnego manicure, ale zanim ją podejmę zasiadam do przejrzenia znanych sobie blogów. I nagle wchodzę w zupełnie inny świat... Świat dziewczyn, których jedyną pracą jest tworzenie postów na ich własnej stronie, które dostają przeróżne upominki od znanych firm, które mają czas pójść na masaż i do kosmetyczki, które nie muszą czekać na urlop, aby gdzieś wyjechać, które stać na torebki od projektantów, prywatnego trenera i codwutygodniową wizytę u manicurzystki. Szeroko otwieram oczy, przyglądam się swoim nieidealnym paznokciom i górze notatek czekających na swą kolej i zastanawiam się ilu ludzi robi w tym momencie to samo co ja... to znaczy żyje, realnie, nie "pointernetowemu". 

DZIESIĄTKA AMELIOWYCH PRZYJEMNOŚCI

DZIESIĄTKA AMELIOWYCH PRZYJEMNOŚCI


Krąży po świecie opinia, że każda amatorka Paryża powinna bez opamiętania zakochać się w filmie Jean-Pierre Jeunet, o wdzięcznym tytule Amelia. W końcu tytułowa bohaterka jest francuską Carrie z Seksu w wielkim mieście. Można wręcz rzec ikoną stylu życia panującego wśród paryskich kobiet. Byłabym jednak skłonna założyć się, że nie każdej miłośnice miasta świateł, film przypadł do gustu i nie każda do końca go zrozumiała. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że Amelia należy do gatunku trudnej kinematografii. Trudnej, bo pozbawionej wartkiej akcji i wymuszającej na odbiorcy skupienia, czyli to z czym my ludzie XXI wieku mamy niesamowity problem. I za to właśnie kochamy Amelię, która uczy nas wspomnianego skupienia, przeżywania chwili i czerpania radości z małych rzeczy.

MONACO BABY (part 2)

MONACO BABY (part 2)

widok z hotelowego basenu

Po chwili przerwy wracamy do Monaco! Jeżeli umknął Wam poprzedni, wprowadzający wpis nic straconego, możecie przeczytać go tutaj. Ostatnim razem skupiłam się na najpopularniejszych atrakcjach księstwa, więc tym razem zabiorę Was w bardziej niszowe miejsca, także takie, o których "jednodniowi" turyści nie mają pojęcia. Dziś, zobaczycie między innymi niepozorną dzielnicę Fontvieille gdzie mieszkają milionerzy oraz ogrody sukulentów skąd rozciąga się widok na cały kraj. Tu przepych Monaco jest znacznie bardziej stonowany, choć nadal widoczny. Pod poprzednim postem małe państwo zebrało wiele komplementów, mam nadzieję, że tym razem również Was zauroczy. Zobaczmy! 

"PAPIEROWE MIASTA" PAPIEROWYM FILMEM

"PAPIEROWE MIASTA" PAPIEROWYM FILMEM


Uwielbiam Johna Greena, uwielbiam Papierowe miasta, uwielbiam Care Delevingne... Dosłownie wszystko wskazywało na to, że ten film podbije moje serce, a jednak okazał się jednym, wielkim rozczarowaniem! Zmarnowany potencjał - to określenie idealnie oddaje mierną ekranizację fenomenalnej książki. Kiedy dowiedziałam się, że powstanie film na motywach tak dobrej powieści byłam zwyczajnie zdegustowana. Nagle "moja" opowieść, "moja" głębia stanie się pokarmem dla łaknących popularnych książek nastolatek. Nagle będę musiała  podzielić się ze światem czymś tak bardzo moim. Teraz już wszyscy będą myśleć, że pokochałam tę historię dopiero po obejrzeniu filmu. Filmu który zapewne i tak skopią, bo nie możliwe by byli w stanie oddać specyficzny klimat książki. Po prostu nie byłam na to wszystko gotowa. Ale siłą rzeczy obejrzałam zwiastun i właściwie przypadł mi do gustu. Jeszcze w kwietniu (albo może nawet marcu?) powiadomiłam Ewę, że idziemy zobaczyć Papierowe miasta. A Ewa jak to Ewa; jej dwa razy powtarzać nie trzeba. No więc poszłyśmy.

Ps. Ten post może zawierać bardziej i mniej świadome spoilery!

MONACO BABY (part 1)

MONACO BABY (part 1)


Monaco - właśnie tu aktualnie mieszkam. I chciałabym bardzo napisać, że tak będzie przez najbliższe kilka miesięcy, ale niestety to awykonalne.  Zacznijmy jednak od samego początku. Jakiś czas temu postanowiłam stworzyć  coś w stylu listy marzeń. Jest dość obszerna; zapisana prozaicznymi pragnieniami jak posiadanie pięknego pudełka na herbatę czy odwiedzenie ciucholandu, ale także tymi bardziej wymagającymi - spędzenie wakacji w Kalifornii  albo odbycie podróży Orient Expressem. Ot tak, bez większej wiary wpisałam sobie również podpunkt "Lato w Monte-Carlo".  Przyznaję, że zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia, którym był jednodniowy trip trzy lata temu. Przy każdym kolejnym wieczorze spędzonym przy Licencji na uwodzenie, aż tupałam nogami do cudownego Monaco. Chciałam tam spędzić trochę więcej czasu niż ustawową, wycieczkową dobę. A dziś oficjalnie mogę wykonać poziomą kreskę na podpunkcie "Lato w Monte-Carlo". Niesamowite uczucie.

ZMANIEROWANIE CZY WALKA O SWOJE?

ZMANIEROWANIE CZY WALKA O SWOJE?


Grzeczna, koleżeńska, pomocna... - właśnie takie przymiotniki padały na opisowych świadectwach czy w rozmowach mojej mamy z nauczycielami.  Jako kilkuletniej dziewczynce bardzo mi to schlebiało, lubiłam być przykładem podręcznikowego dziecka, zabiegałam o takie opinie. No, a grzeczne dzieci  nie walczą o swoje, one wszystkim ustępują i ogólnie rzecz ujmując zawsze są ponadto. Jestem jedynaczką, nie wzrastałam więc w poczuciu walki o zainteresowanie rodziców, nigdy nie musiałam się o nic prosić. Oczywiście wpajano mi, że trzeba walczyć o swoje, że nie można odpuszczać i machać ręką na jawną niesprawiedliwość, ale co z tego skoro ja zawsze byłam zbyt skrępowana, aby upominać się o swoje. Gdybym miała podliczyć wszystkie sytuacje, w których poddałam się z myślą "a niech będzie" to za pewne nie starczyłoby mi na to doby. Chyba gdzieś podświadomie obawiałam się zaszufladkowania jako rozpieszczonej jedynaczki i w efekcie nawet nie zauważyłam kiedy inni zaczęli to wykorzystywać. A jednak przez ostatnie kilka lat nauczyłam się trochę rozpychać łokciami... i najzwyczajniej w świecie denerwują mnie wyrzuty sumienia z tym związane. 

PRIMARK - IRLANDZKA KRAINA CIUCHOWEGO SZCZĘŚCIA

PRIMARK - IRLANDZKA KRAINA CIUCHOWEGO SZCZĘŚCIA


Ostatnio blog zdominowała kultura, jak nie recenzje to felietony, a że mi było mało to jeszcze dorzuciłam  kwartalne podsumowanie. Dlatego dziś w ramach rekompensaty dla wszystkich, którzy czują się przytłoczeni moją monotonicznością przygotowałam bardzo lekki post, którego tematem są mówiąc kolokwialnie ciuchy. Już w styczniu zapowiadałam swój rychły powrót do drezdeńskiego Primarka, a że w kwietniu nadarzyła się ku temu okazja nie czekająca na nic wsiadłam w samochód i po trzech godzinach napawałam się widokiem kolorowych ubrań.

SPOTKANIE AUTORSKIE Z JOANNĄ GLOGAZĄ

SPOTKANIE AUTORSKIE Z JOANNĄ GLOGAZĄ



Przyznaję, że trochę się stresowałam. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w podobnym wydarzeniu. Oczywiście na własne życzenie, bo zawsze skrzętnie omijałam wszelkiego rodzaju imprezy w moim mieście. Zrezygnowałam nawet z wzięcia udziału w Fashion Meeting, bo czułam się zbyt zestresowana. Ale kiedy do Wrocławia przyjechała bloggerka, którą w polskiej blogosferze cenię najbardziej, pokonałam nieśmiałość, wskoczyłam w pudroworóżową bluzkę z kołnierzykiem i pognałam do Renomy. We Wrocławiu mieszkam prawie osiemnaście lat, ale oczywiście w drodze do Empiku musiałam się zgubić. Kręciłam się w kółko po drugim piętrze i z opresji wybawiła mnie dopiero Radzka. Wiedząc że to właśnie ona poprowadzi spotkanie autorskie uznałam, że ma pojęcie dokąd zmierza i pognałam za nią. Przyznaję, że to naprawdę śmieszne uczucie iść za vloggerką, przyglądać się jej koszuli i wiedzieć skąd i dlaczego ją ma. Finalnie do Empiku dotarłam, ustawiłam się wśród szeregu zainteresowanych, wysłałam szybkiego snapa do znajomych i zaczekałam na rozpoczęcie.

PODSUMOWANIE KULTURALNE: II kwartał 2015 roku

PODSUMOWANIE KULTURALNE: II kwartał 2015 roku


Właśnie rozpoczyna się mój ukochany miesiąc lipiec, który zwiastuje zakończenie kolejnego kwartału. Przyznaję; trudno mi uwierzyć, że pół roku już za nami. Zdaje się jakbym dopiero wczoraj opędzlowała butelkę brzoskwiniowego Piccolo (tak, jestem fanką "alkoholu" dla dzieci i nie będę tego ukrywać).  A jednak kolejny kwartał upłynął, a co za tym idzie czas na podsumowanie kulturalne. Niestety tym razem poświęciłam kulturze totalne minimum, poniosła mnie fala wyciągania ocen i musiałam trochę czasu spędzić z nauką. Dlatego zdołałam przeczytać tylko jedną książkę, obejrzałam zaledwie kilka filmów z czego wyłącznie jeden jest godny polecenia i właściwie tylko korki na przejeździe kolejowym sprawiły, że znalazłam parę internetowych perełek. Zaczynamy!

I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ... przez pewien czas

I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ... przez pewien czas


Uroczystości rodzinnych z reguły się nie lubi; za nadgorliwe ciotki, dyskusje o nadciśnieniu i polityce, która zawsze wywołuje burze przy stole. Z jednej strony jestem jeszcze za młoda, z drugiej już za stara, aby przysłuchiwać się tym rozmowom z zaciekawieniem. Każdy wiek ma swoje prawa... mój na pewno nie usadowił się przy obficie zastawionym stole. A jednak, jakiś czas temu wzięłam udział w uroczystości rodzinnej, która wiele dla mnie znaczy. Na początku czerwca rodzice mojej mamy obchodzili pięćdziesiątą rocznicę ślubu, dając mi tym samym wiarę, że istnieje jeszcze na świecie miłość. Bo mimo upadków, które zaliczamy wszyscy, oni  trzymali się wzlotów, a te pozwoliły im spędzić razem już pół wieku. Dziś ludzie coraz częściej zamiast walczyć o siebie wolą walczyć ze sobą. Ale może jeszcze nic straconego, może nauczymy się kiedyś pokory? 

TO BYLO PRIMORDIUM - uplynal rok

TO BYLO PRIMORDIUM - uplynal rok

 *PRIMORDIUM - grupa komórek dająca początek organowi

Witajcie,
jest mi niezmiernie miło poinformować wszystkich, że dziś upłynął rok odkąd powstało Definiuję. W co,  notabene trudno uwierzyć zważywszy na znikomą ilość postów jakie tu opublikowałam. Ale za nim zacznę tłumaczyć się i przepraszać za brak jakiejkolwiek regularności, nadrobię zaległość w postaci  wytłumaczenia sensu istnienia tego bloga. Przy okazji pierwszego wpisu zupełnie zaniedbałam tę kwestię, bowiem był to dla mnie okres okropnej maniery pisania w taki sposób, aby przypadkiem nikt nie zrozumiał co chcę przekazać. Więc dosłownie na wstępie obwieściłam, że blog powstał "bo tak", a ja będę pisać "o tym i o tamtym"... Przyznaję, że zakręcone felietony to bezpieczna forma pisarska, bo nikt nie może mi zarzucić braku pomysłu, a i troszkę gorszy warsztat da się tu skrzętnie ukryć. Jednak z upływem czas postanowiłam wyjaśnić co rozumiem przez sformułowania; "bo tak" oraz "o tym i o tamtym". Jeżeli macie ochotę na trochę "prywaty" to serdecznie zapraszam na dzisiejszy post.

LO(L) - CZYLI JAK WYBRAĆ LICEUM I NIE ZWARIOWAĆ?

LO(L) - CZYLI JAK WYBRAĆ LICEUM I NIE ZWARIOWAĆ?


Dziś przygotowałam post z serii "Pseudo-ekspert i jego cenne wskazówki". Przyznaję się, że nie przepadam za wpisami, które stanowią kumulację rad pochodzących mówiąc eufemistycznie, z tylnej części ciała. Kiedy widzę kolejny artykuł, w którym rozwiązanie wszelkich problemów i trosk, stanowi próba uśmiechu, zaczynam wątpić czy twórca postu kiedykolwiek zetknął się z prawdziwym życiem. Dziś jednak łamię swoją żelazną zasadę i tworzę coś na kształt pseudo-eksperckiej notki. Nie trudno zgadnąć, że cały wysyp tego typu artykułów jest spowodowany silnym zainteresowaniem ze strony internautów. A w końcu dla równowagi dóbr, popyt powinien iść w parze z podażą. P.s  ostrzegam, że ten post zawiera dużo literek i mało obrazków ;)

KSIĄŻĘCE ŻYCIE, CZYLI SŁÓW KILKA O BIOGRAFII KSIĘŻNEJ KATE

KSIĄŻĘCE ŻYCIE, CZYLI SŁÓW KILKA O BIOGRAFII KSIĘŻNEJ KATE



Już u schyłku kwietnia na świecie zapanowała euforia i poruszenie związane z narodzinami księżniczki Charlotte z Cambridge. Ludzie przechodzili samych siebie obstawiając zakłady bukmacherskie dotyczące płci i imienia Royal Baby 2. Jestem zdania, że to, podobnie jak koczowanie pod szpitalem w oczekiwaniu na poród księżnej było w złym guście, aczkolwiek internetowy entuzjazm rozumiem i przyznaję, że udzielił się on również mnie. W związku z tym postanowiłam skończyć biografię księżnej Kate, którą czytałam kawałek po kawałku mniej więcej od roku.

 W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU, WŚRÓD SZCZĘŚLIWYCH LUDZI - MAJÓWKA W ŚWINOUJŚCIU

W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU, WŚRÓD SZCZĘŚLIWYCH LUDZI - MAJÓWKA W ŚWINOUJŚCIU


Przez pół życia byłam zdeklarowaną przeciwniczką wyjazdów nad polskie morze. Mówiłam zdecydowane "nie" dzikim tłumom na promenadzie, rozwrzeszczanym dzieciakom, psom biegającym samopas po plaży, lodowatemu morzu i straganom z asortymentem godnym jarmarku w dzień odpustu. W dużym skrócie; nie miałam ochoty stworzyć jedności z turystami, którzy weszli w posiadanie sportowych sandałów oraz gofrów z bitą śmietaną...  I nagle ni stąd ni zowąd odrzuciłam wszystkie inne możliwości spędzenia tegorocznej majówki i wyjechałam nad Bałtyk gdzie w najlepsze wtopiłam się w tłum "nadmorskich urlopowiczów". Choć muszę  przyznać, że mój turystyczny indywidualizm nadal trzyma mnie z dala od sandałów i gofrów, to już dla mnie zbyt drastyczny level up.

"LA GUERRE EST DECLAREE" - PORUSZAJĄCA HISTORIA ZAINSPIROWANA PRZEZ SAMO ŻYCIE

"LA GUERRE EST DECLAREE" - PORUSZAJĄCA HISTORIA ZAINSPIROWANA PRZEZ SAMO ŻYCIE


Uwielbiam francuskie kino, prawie tak bardzo jak czekoladę. A trzeba Wam wiedzieć, że do czekolady mam ogromną słabość. Francuskie filmy wyróżniają się na tle innych produkcji niesowitym klimatem i nietuzinkowym spojrzeniem na życie (tu patrz Amelia). Rzadko kiedy przechodzą bez echa i zwykle przez dłuższy czas absorbują moje myśli. Czasem są do tego stopnia inwazyjne, że zaczynam przekopywać Internet w celu dowiedzenia się czegoś więcej na ich temat.  Podobnie było z La guerre est déclarée, filmem, na który wpadłam zupełnym przypadkiem. A kiedy dowiedziałam się, że to historia zainspirowana przez samo życie poczułam się wręcz w obowiązku by Wam o nim opowiedzieć.

DOM BABCI

DOM BABCI


Tegoroczne święta minęły mi pod znakiem francuskiego kina, pralinek, muzyki Damiena Rice'a i sporej ilości refleksji z serii "mam za dużo czasu na myślenie".  Niedzielnym, wielkanocnym śniadaniem jak każdego roku delektowałam się w domu mojej babci (i dziadka rzecz jasna też). Dom zmienił się od czasu kiedy byłam dzieckiem, a i ja nie stoję w miejscu. Jednak za każdym razem kiedy tu przyjeżdżam czuję ten sam niesamowity klimat z przed lat... błogą sielankę dzieciństwa; czasu kiedy jedynym problemem były spekulacje spod znaku  "Ile lalek zmieści się do tego wózka?".

PASJA PASJI RÓWNA

PASJA PASJI RÓWNA


Nie ma to jak w końcu zasiąść przed laptopem w twórczym celu. Gdzieś tam pomiędzy codzienną rutyną i obowiązkami ściśle z nią związanymi zaginął czas na bloga. A przecież miałam taki ambitny plan tworzenia postów choćby raz na tydzień. Nawet nie zauważyłam kiedy i jak przeleciały mi te wszystkie dni od ostatniego wpisu.  I skoro tak już wpadłam w ten blogowo-założeniowy temat, to muszę przyznać, że o wiele więcej kwestii odbiegło od pierwotnej koncepcji. Według wstępnego planu, blog powinien traktować tylko o rzeczach ważnych i poważnych, a ściśle mówiąc miał zatonąć w ironicznych felietonach na temat życia, świata i ludzi. Niedługo potem odkryłam, że czuję się za młoda na taką ilość krytycznej publicystyki, przez co na blogu powiało lifestylem. I o ile recenzje czy podróże jeszcze człowiek popchnie w stronę strefy "ęą", o tyle przy modzie pojawia się zgrzyt. I nagle, zaczęłam zachodzić w głowię; czy w ogóle warto skupiać się na tym temacie?

PODSUMOWANIE KULTURALNE: I kwartał 2015 roku

PODSUMOWANIE KULTURALNE: I kwartał 2015 roku


W ostatnim czasie Internet dosłownie zalała fala wszelkiego rodzaju; podsumowań, odkryć, inspiracji, ulubieńców etc. dotyczących określonego przedziału czasowego - zazwyczaj miesiąca. Co prawda dwudziestominutowy film o najwspanialszych tuszach do rzęs albo odżywkach do włosów specjalnie mnie nie rusza (co dziwne bo w drogerii potrafię spędzić pół dnia), ale od wpisów zawierających porządną dawkę odkryć kulturalnych jestem uzależniona. W związku z tym sama startuję z cyklem Podsumowanie kulturalne. Ponieważ obecny zawód (zawód - uczeń licealista) pochłania większość mojego wolnego czasu nie jestem w stanie miesiąc w miesiąc odkrywać i przypominać sobie o kulturalnych perełkach. Dlatego też owy cykl będzie ukazywał się nieco rzadziej. Według pierwotnej koncepcji raz na kwartał aczkolwiek może się zdarzyć, że doba zacznie mi wystarczać i przerzucę się na wersję dwumiesięcznika. Tym czasem do dzieła co by skończyć przed nocą!

FILMOWE WALENTYNKI - subiektywne recenzje filmów o miłości

FILMOWE WALENTYNKI - subiektywne recenzje filmów o miłości


Walentynki. Przyznaję, że to bardzo przebiegłe święto, bo choć nie czekam na nie z utęsknieniem skreślając kolejne dni tygodnia to jednak cieszę się jak dziecko gdy na ekranie mojego telefonu pojawia się data 14 lutego. Lubię klimat Walentynek, lubię duże lizaki w kształcie serca (choć ich smak pozostawia wiele do życzenia), lubię tandetne ozdoby związane ze świętem zakochanych, lubię szkolną pocztę walentynkową, ale przede wszystkim lubię wielkie premiery kinowe, które niesie ze sobą data 14 lutego. Jak się domyślam dziś i przez kolejne tygodnie trzy czwarte ludzkości będzie mocno zaabsorbowana jedną z najbardziej oczekiwanych premier roku 2015 - 50 twarzy Greya. Ale przecież nie na jednym filmie Walentynki się kończą... 

DO DREZNA, NA ZAKUPY

DO DREZNA, NA ZAKUPY


... dokładnie to napisałam w wiadomości do koleżanki, która spytała gdzie wybieram się na ferie zimowe. Może to trochę bezsensowne, może szczeniackie jechać w podróż tylko w celu buszowania po sklepach.  Ale  kiedy od PRIMARKU dzielą mnie mniej więcej trzy godziny drogi to aż żal byłoby nie skorzystać z zasłużonego wolnego i nie wyskoczyć na kilka dni na porządne zakupy.

GARŚĆ KOŃCOWOROCZNYCH REFLEKSJI

"CO Z TYM SZCZĘŚCIEM?" - PSYCHOLOGIA POZYTYWNA W PRAKTYCE (recenzja dla wydawnictwa Edgard)

JAK SIĘ SPĘDZA ŚWIĘTA W CIEPŁYCH KRAJACH

PROPOZYCJE PREZENTÓW ŚWIĄTECZNYCH (dla młodej dziewczyny)

"POWIEDZ WILKOM, ŻE JESTEM W DOMU" - OPOWIEŚĆ, KTÓRA POTRAFI ZATRZYMAĆ CZAS

DZIESIĘĆ SEKUND Z ŻYCIA CZYLI ZAŁOŻYŁAM SNAPCHAT

W METALOWYM UŚMIECHU CZYLI JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO ZAŁOŻENIA APARATU ORTODONTYCZNEGO

SPOTKANIE AUTORSKIE Z ANNĄ MAKSYMIUK

MODA NA MINIMALIZM

PEWNEGO RAZU W ST. TROPEZ

DZIESIĄTKA KLASYKÓW CZYLI MOJE PODSTAWY GARDEROBY

"BÓG NIGDY NIE MRUGA" - 50 FELIETONÓW, 50 LEKCJI

SŁÓW KILKA O BLOGOWEJ INTERESOWNOŚCI

LIEBSTER BLOG AWARD #1

SKĄPANA W SŁOŃCU NICEA

PODSUMOWANIE KULTURALNE: III kwartał 2015 roku

TURYSTYCZNA MODA - PRZEMYŚLEŃ KILKA

TYPOWY WOODY ALLEN CZYLI O "NIERACJONALNYM MĘŻCZYŹNIE"

OBYCIE W ŚWIECIE

KANION VERDON I POLA LAWENDY

"SLOW FASHION" CZYLI NAUKA SZACUNKU DO MODY

IRYTUJE MNIE IDEALNE ŻYCIE LANSOWANE PRZEZ INTERNET

DZIESIĄTKA AMELIOWYCH PRZYJEMNOŚCI

MONACO BABY (part 2)

"PAPIEROWE MIASTA" PAPIEROWYM FILMEM

MONACO BABY (part 1)

ZMANIEROWANIE CZY WALKA O SWOJE?

PRIMARK - IRLANDZKA KRAINA CIUCHOWEGO SZCZĘŚCIA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z JOANNĄ GLOGAZĄ

PODSUMOWANIE KULTURALNE: II kwartał 2015 roku

I ŻE CIĘ NIE OPUSZCZĘ... przez pewien czas

TO BYLO PRIMORDIUM - uplynal rok

LO(L) - CZYLI JAK WYBRAĆ LICEUM I NIE ZWARIOWAĆ?

KSIĄŻĘCE ŻYCIE, CZYLI SŁÓW KILKA O BIOGRAFII KSIĘŻNEJ KATE

W SZCZĘŚLIWYM MIEJSCU, WŚRÓD SZCZĘŚLIWYCH LUDZI - MAJÓWKA W ŚWINOUJŚCIU

"LA GUERRE EST DECLAREE" - PORUSZAJĄCA HISTORIA ZAINSPIROWANA PRZEZ SAMO ŻYCIE

DOM BABCI

PASJA PASJI RÓWNA

PODSUMOWANIE KULTURALNE: I kwartał 2015 roku

FILMOWE WALENTYNKI - subiektywne recenzje filmów o miłości

DO DREZNA, NA ZAKUPY